Zarys działalności
Związku Szlachty Zagrodowej w latach 1938-1939
Szlachta zagrodowa, często występująca pod nazwą
szlachty zaściankowej, lub też okolicznej (od nazwy
zaścianka tzw. okolicy), to nazwa drobnej, ubogiej szlachty, która zazwyczaj
musiała utrzymywać się z własnej pracy na roli (najczęściej bez pomocy
parobków). Po zniesieniu pańszczyzny własność tej szlachty skurczyła się
właściwie do własnej zagrody, stąd też nazwano ją zagrodową. Poza kresami
(Wielkie Księstwo Litewskie) największa liczba szlachty zaściankowej
występowała na Mazowszu i Podlasiu.
Początki osadnictwa szlachty na kresach
południowo-wschodnich sięgają czasów Kazimierza Wielkiego. Ówczesne osiedlanie
się można nazwać wojskowym, gdyż jego celem była ochrona południowo-wschodnich
granic państwa polskiego. Najstarsze nadania dotyczyły rodów rycerskich herbu
Sas. Jak pisał senator Władysław Pulnarowicz: „Pierwsi z nich otrzymują od
króla Kazimierza Wielkiego w roku 1359 przywilej na Rybotycze w ziemi
przemyskiej”[1]. W ciągu kolejnych stuleci
coraz więcej rycerstwa przybywało na te terytoria. Akcja osadnicza szczególnie
przybrała na sile po Unii Lubelskiej. Wówczas to drobna szlachta, zaczęła kupować ziemię na słabo zaludnionych terenach, spodziewając
się, iż będzie to dobra inwestycja. Okazało się jednak, że nie tylko ludność ta
nie pomnożyła majątków, ale te uległy dalszemu rozdrobnieniu. W latach
1772-1848, w znacznym stopniu zrównała się, szczególnie pod względem położenia
ekonomicznego, z społecznością chłopską zamieszkująca tamte ziemie. Szlachta
zagrodowa początkowo oczywiście różniła się od chłopów, przede wszystkim
ubiorem, zachowaniem instytucji szlacheckich, czy też nakazem brania ślubów w
obrębie własnej grupy[2]. Na
przestrzeni XIX w. ulegała jednak stopniowo procesowi zatracenia swojej
tożsamości[3].
Pulnarowicz wskazywał, iż przyczyną przejścia szlachty zagrodowej z wyznania
rzymskokatolickiego na greckokatolickie była znaczna odległość kościołów
katolickich od siedzib szlacheckich, co determinowało rozpoczęcie uczęszczania
szlachty na msze w cerkwi greckokatolickiej[4]. Do
lat trzydziestych XX w. wśród części tej ludności zachowała się pamięć o
szlacheckim pochodzeniu. Ten element powodował, iż ludność ta znalazła się w
sferze zainteresowania kół rządowych Drugiej Rzeczypospolitej. Szlachta
zagrodowa miała się stać, według władz, narzędziem rewindykacji polskości na
kresach. Oczywiście należy podkreślić, iż przez „szlachectwo” rozumiano
wyłącznie świadomość historyczną, swego pochodzenia, gdyż należy pamiętać, iż
utrata przywilejów szlacheckich nastąpiła w XIX wieku[5].
Szlachta zagrodowa zamieszkiwała małe zaścianki
głównie w województwie lwowskim, tarnopolskim i stanisławowskim[6].
Osiemdziesiąt procent osób spośród szlachty było wyznania grekokatolickiego,
90% z nich mówiło w języku ukraińskim, zaś 20% zaliczało się do narodowości
polskiej. Dane te wskazują, iż 10% spośród mówiących po ukraińsku określało się
jako ludność polska, co wskazywać mogło, na szansę pozyskania w procesie
repolonizacyjnym również kolejnych osób nie mówiących w języku polskim. Z tego
też względu podkreślano historyczne związki szlachty z Polską. Jak pisał
przytaczany już Władysław Pulnarowicz: „Szlachta zagrodowa Podkarpacia jest
potężną siłą od wieków włodarzącą na południowej rubieży Rzeczypospolitej.
Wyrosła ona z tej ziemi i od wieków pracą, krwią i znojem buduje na tej ziemi
życie polskie, od wieków z woli Bożej tu osadzona pilnuje południowych granic
naszej Ojczyzny”[7].
Tworzenie ruchu rewindykacyjnego
Zagadnienie
szlachty zagrodowej przybliżył opinii publicznej Pulnarowicz, który w roku 1929
wydał książkę „U źródeł Stryja, Sanu i Dniestru”, gdzie zwracał uwagę na
szlachtę zagrodową, wskazując na jej polskie korzenie. Datą początkową akcji
mającej na celu „przywrócenie do polskości” drobnej szlachty w Małopolscy
Wschodniej był rok 1934. Wówczas to koordynacją akcji repolonizacyjnej zajął
się Sekretariat Porozumiewawczy Polskich Organizacji Społecznych[8],
z ramienia którego akcję prowadziło głównie Towarzystwo Rozwoju Ziem
Wschodnich, przy współpracy ze Związkiem Strzeleckim i Towarzystwem Szkół
Ludowych oraz Małopolskim Towarzystwem Rolniczym. Początkowo akcję rozpoczęto w
powiecie turczyńskim w województwie lwowskim[9]. Na
szlachtę zagrodową zwrócono także uwagę w kręgu oficerów komisji poborowych w
Przemyślu, którzy zauważyli, iż część poborowych wyznania greckokatolickiego
posiada zruszczone nazwiska. Zjawisko to opisał w 1939 r. Jan
Korab-Wojciechowski, sekretarz Zarządu Głównego Związku Szlachty Zagrodowej:
„Zgłasza się do wojska żołnierz jako Dobriańskij, choć ojciec jego w metryce
najwyraźniej ma Dobrzyński. Drugi podaje nazwisko Krijanowskij, mimo że każdy
jego przodek nazywał się Krzyżanowski, z Dzika zrobili Dyka, nazwisko
Wilczyński zamieniono na Wołk, sam podpisuje się Sulima, a w metryce ma Sołyma,
nie mówi nawet po rusku i podpisuje się Ryklik Jan, a w metryce ma Ryłow Iwan.
Przykładów można podać setki i tysiące. W przemyskim pułku strzelców
podhalańskich służyło trzech braci stryjecznych, z których jeden w metryce miał
wpisane Demkowicz Białas, drugi Białas, a trzeci już Biłas. Najlepiej to
ilustruje, jak postępowała taka zmiana”[10].
W kręgach wojskowych najbardziej zainteresowany kwestią repolonizacji
szlachty zagrodowej był gen. Janusz Głuchowski. Z jego inicjatywy zwołano międzyministerialną
naradę, która odbyła się dnia 15 XI 1937 roku, w Ministerstwie Spraw Wojskowych
(MSWoj.). W czasie której współpracownik gen. Głuchowskiego, ppłk. Stanisław
Sadowski zaprezentował przyjęty przez MSWoj. program prac w kwestii szlachty zagrodowej.
Wskazał, iż akcja ma na celu rewindykację i asymilację szlachty Podkarpacia[11].
Efektem narady było powołanie dnia 25 II 1938 r. Komitetu do Spraw Szlachty
Zagrodowej na Wschodzie Polski, formalnie działającego przy Towarzystwie
Rozwoju Ziem Wschodnich[12].
Głównym terenem działania komitetu była Małopolska Wschodnia, w dalszej zaś
kolejności Wołyń. Przewodniczącym komitetu został Gołuchowski, pierwszym
wiceprzewodniczącym Tadeusz Garbusiński, drugim ppłk. Stanisław Sadowski.
Komitet działał w czterech sekcjach naukowej, propagandowej, gospodarczej i
finansowej. W komitecie istotne miejsce zajmowała sekcja naukowa, która
zajmowała się badaniami nad osadnictwem na kresach, historią szlachty
zagrodowej, miejscami jej zamieszkiwania[13].
W ramach akcji rewindykacyjnej na kresach z ramienia Sekretariatu Porozumiewawczego Polskich
Organizacji Społecznych działało więc Towarzystwo Rozwoju Ziem Wschodnich, a w
szczególności autonomiczny Komitet do Spraw Szlachty Zagrodowej na
Wschodzie Polski, ponadto Towarzystwo Szkół Ludowych, Związek Strzelecki,
Małopolskie Towarzystwo Rolnicze, a także najprężniejsza z organizacji - Związek Szlachty Zagrodowej.
Powstanie Związku Szlachty Zagrodowej
Przełomowym wydarzeniem w integracji środowisk szlachty, był Zjazd
Szlachty Zagrodowej, który odbył się dnia 17 października 1937 roku w Teatrze
Wielkim we Lwowie. Wzięło w nim udział ok. 4 tys. delegatów kół szlacheckich[14].
Celem zjazdu miało być stworzenie Związku Szlachty łączącego poszczególne koła
w jedną organizację. Jak pisał Prokop Sas[15]:
„Pragniemy, więc stworzyć we Lwowie Związek Szlachty, przede wszystkim na to
byśmy wzajemnie o sobie wiedzieli, a nadto, byśmy sobie pomagali. Szczególnie
chodzi o pomoc w wykształceniu dzieci, które posyłamy do szkół nieraz z wielkim
trudem”[16]. Na
zjeździe podjęto decyzję o utworzeniu Związku Szlachty Zagrodowej Podkarpacia,
w tym celu powołano komisję mającą za zadanie opracowanie statutu i programu
działalności. Organizacja o nazwie Związek Szlachty Zagrodowej (ZSzZ)[17]
oficjalnie powstała 13 lutego 1938 roku na Zjeździe Ogólnym Szlachty Zagrodowej
w Przemyślu. Na czele związku stanął ksiądz dziekan płk. Antoni Miodyński[18],
kapelan 5 pułku Strzelców Podhalańskich. We wspomnianym zjeździe wzięły udział
osoby, które patronowały związkowi: gen. bryg. Janusz Głuchowski - wiceminister
spraw wojskowych, gen. bryg. Wacław Scaevola Wieczorkiewicz - dowódca Okręgu
Korpusu X w Przemyślu, a także wojewoda stanisławowski – Stefan Pasławski oraz
wicewojewoda lwowski Gustaw Chmielewski.
Struktura związku przedstawiała
się następująco. Najmniejszą jednostką związku było koło. Przedstawiciele kół z
danego obszaru tworzyli zarządy powiatowe, przedstawiciele tych zarządów
zasiadali w zarządach okręgowych. Pracami ZSzZ kierował Zarząd Główny, na czele
którego stał prezes.
W roku 1935 przy Towarzystwie
Rozwoju Ziem Wschodnich założono czasopismo „Pobudka”, wydawane początkowo w
Tuce nad Stryjem, zaś rok później redakcja przeniosła się do Przemyśla. W roku
1937 pismo stało się dwutygodnikiem, od 1938 wydawcą „Pobudki” został Zarząd
Główny Związku Szlachty Zagrodowej[19].
„Pobudkę” w roku 1935 prenumerowało 300 osób, zaś w 1938 r. już 11 tys. Ponadto
zaczęto wydawać dodatek dla dzieci „Mała Pobudka”, a wraz z rozwojem ZSzZ na
województwo wołyńskie w Łucku wydawano „Pobudkę wołyńską”. W roku 1939
„Pobudka” osiągnęła nakład 15 tys. egzemplarzy[20].
Wychodziły również broszury dotyczące szlachty zagrodowej[21].
Ważnym wydarzeniem w historii związku było objęcie honorowego patronatu
nad jego pracami przez marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza, jak donosiła
„Pobudka”: „Dzień 24 czerwca 1938 roku stał się pamiętny dla Związku Szlachty
Zagrodowej. Pan Marszałek Edward Śmigły-Rydz przyjął osobiście hołd szlachty
zagrodowej i wyraził zgodę na roztoczenie Swego Wysokiego Protektoratu nad
pracami Związku Szlachty Zagrodowej, które zmierzają ku wzmocnieniu dawnych
rycerskich cnót i odnowienia dawnych żołnierskich obowiązków służby
Najjaśniejszej Rzeczypospolitej wśród wielkich mas szlachty zagrodowej naszej
ziemi”[22].
Działalność związku
Związek Szlachty Zagrodowej cieszył się dość dużym zainteresowaniem
inteligencji. Losami szlachty interesowały się takie osoby jak chociażby
pisarki Maria Rodziewiczówna, Zofia Kossak-Szczucka, pisarze Kornel
Makuszyński, Gustaw Morcinek, Ferdynand Ossendowski. Ten ostatni napisał nawet
dwie książki poświęcone życiu szlachty zagrodowej „Orły Podkarpacia” oraz „Pod
sztandarami Sobieskiego”.
Związek organizował liczne koła, których liczba w roku 1939 w Małopolsce
Wschodniej wynosiła 450 z 41 tys. członków. Związek rozszerzył swoją
działalność na teren Wołynia, gdzie w roku 1939 istniało 181 kół, do których
należało 8 tys. osób[23].
Dla członków związku tworzone były czytelnie, organizowano kursy:
kierowników świetlic, kroju i szycia, sekretarzy kół. Związek starał się, aby
ludność z nim powiązana miała dobrą opiekę duszpasterską. Budowano i wyposażano
kościoły. W czasie Wielkiego Postu prowadzono rekolekcje. Przykładem może być
miejscowość Krynica Szlachecka, gdzie zaproszony ksiądz greckokatolicki,
kazania wygłaszał w języku polskim[24]. Na
potrzeby związku wybudowano w kilkunastu miejscowościach domy ludowe z
świetlicami, salami teatralnymi, powstawały także sklepiki spółdzielcze[25].
Organizowano ogniska, na których deklamowano patriotyczne wiersze. Działacze
związku w poszczególnych kołach obchodzili święta państwowe, jak chociażby 3
maja. Dużą uwagę zwracano na podnoszenie wykształcenia młodych. Z tego względu
fundowano stypendia szlacheckie dla młodzieży, która uczęszczała do gimnazjów.
W Bohorodczanach w województwie stanisławowskim otworzono szkołę gospodarstwa
domowego. Prezes związku podkreślał, iż ideałem do którego dąży jest aby:
„każda dziewczyna z naszego Związku po ukończeniu 16 lat życia przeszła 5
miesięczny kurs gospodarstwa domowego”[26].
Chcąc podnieść higienę wśród działaczy związku, przygotowywano również kursy
„przewodniczek sanitarnych”. Utworzono ponadto 120 chórów i 40 orkiestr[27]. Dla
dzieci z rodzin szlachty zagrodowej organizowano kolonie i półkolonie m.in. w
Rabce. W wojsku utworzono kompanie szlacheckie. Pierwsza z nich powstała już w
roku 1936 w 5 pułku Strzelców Podhalańskich w Przemyślu. W październiku
kompania szlachecka zameldowała się u prezydenta Ignacego Mościckiego.
Prezydent stał się również ojcem chrzestnym kilkorga dzieci z rodzin szlachty zagrodowej[28].
Dużym przedsięwzięciem przygotowanym przez Związek Szlachty Zagrodowej była
wycieczka przedstawicieli związku po Polsce. W czerwcu 1938 r. odwiedzono
wówczas następujące miasta: Przemyśl, Kraków, Wieliczkę, Katowice, Chorzów,
Poznań, Gdynię, Warszawę[29].
Warto podkreślić, iż dużą atencją wśród działaczy związku cieszył się
przewodniczący ks. płk. Miodyński. Występowały nawet pewne elementy kultu jego
osoby. W czasie wielu uroczystości szlachty zagrodowej wznoszono np. okrzyki
„niech żyje Wódz Rydz-Śmigły”, co w drugiej połowie lat trzydziestych było dość
powszechne, ale również skandowano na cześć Miodyńskiego. W jednym z numerów
„Małej Pobudki”, ukazał się z okazji imienin prezesa związku czołobitny
wierszyk, w którym czytamy:
„[…] Dziś
hołd Tobie składamy serdecznie
Księże
Prezesie, boś Ty Wódz jest nasz.
I
ślubujemy Polskę kochać wiecznie
I u jej
granic wierną trzymać straż!”[30].
Interesujący jest również fakt, iż ZSzZ zainteresował się przywódca Ruchu
Narodowo-Radykalnego „Falanga” – Bolesław Paisecki. W latach trzydziestych
przedsięwziął on plan „penetracji” różnych organizacji przez działaczy
„Falangi”. Jak piszą biografowie Piaseckiego: „Obiektem jego zainteresowania
(Piaseckiego – P.T) stał się Związek Szlachty Zagrodowej – wspierany przez II Oddział
Sztabu Generalnego, organizacja skupiająca zubożałą, zukrainizowaną szlachtę
polską. W lutym 1939 r., na polecenie Piaseckiego, jednym z redaktorów
„Pobudki” organu prasowego ZSzZ – został Włodzimierz Sznarbachowski. Po nim
podjęli pracę w ZSzZ dwaj inni członkowie RNRu: Jan Olechowski i Mieczysław
Chądzyński. Cała akcja, prowadzona w ścisłym porozumieniu z wiceministrem
Głuchowskim, była zgodna nie tylko z falangistowskim planem polonizacyjnym, ale
zapewniała także określone korzyści natury finansowo-organizacyjnej”[31].
Niestety jest to informacja oparta wyłącznie na jednym źródle, a mianowicie
liście wspomnianego Sznarbachowskiego, wskazuje jednak, na jeszcze jeden wątek
przyczyniający się do powstania związku, a mianowicie zainteresowanie wywiadu
środowiskiem szlachty zagrodowej.
Związek Szlachty Zagrodowej jako
narzędzie repolonizacji kresów południowo-wschodnich
Wszystkie działania władz w stosunku do szlachty zagrodowej miały za
zadanie przyciągnięcie tej grupy obywateli do polskości, z tego powodu podkreślano
rycerską przeszłość i rolę, jaką w obronie południowo-wschodnich rubieży
odgrywała osiadła tam szlachta. Przypominano również o udziale poszczególnych
rodów szlacheckich w walce o niepodległość. Przywoływany już Pulnarowicz
podawał kilka stron imion i nazwisk szlachty pochodzącej z terenów
południowo-wschodnich a walczącej np. w powstaniu styczniowym, obronie Lwowa,
czy też wojnie polsko-bolszewickiej. Wśród nazwisk znajdujemy takie osoby jak:
Tadeusz Monasterski, który był adiutantem Komendanta Głównego (Józefa
Piłsudskiego) Związku Strzeleckiego, czy też
Stanisław Tymkowicz-Krynicki oficer Komendy Głównej tegoż Związku[32].
Akcja mająca na celu repolonizację tej grupy przyniosła pewne rezultaty,
biorąc pod uwagę zorganizowanie w ciągu kilku lat dość licznej grupy działaczy
związku. Faktem jest, iż związek przyczynił się do aktywizacji zubożałej
szlachty, poza tym, faktycznie integrował to środowisko, chociażby przez
wspólne spędzanie czasu. Ważnym elementem na pewno była dość duża aktywność
władz w organizacji kół związku. Pamiętać przy tym należy o złym położeniu
ekonomicznym tej ludności, działalność związku, przy silnej kurateli państwa,
mogła przyczynić się do poprawy sytuacji materialnej szlachty zagrodowej. W tym
celu stworzono właśnie Fundusz Pożyczkowo-Zapomogowy, udzielający kredytów na
cele gospodarcze, jak kupno narzędzi rolniczych, czy też nawozów sztucznych[33].
Zorganizowano także wycieczkę do Danii mającą na celu zapoznanie się z
tamtejszymi sposobami „gospodarowania”. Działania związku podnoszące z jednej
strony wykształcenie i świadomość szlachty zagrodowej, często „przywracanie”
jej dla języka polskiego, mocne akcentowanie powiązania historycznego tej
ludności z polskością, przy zwiększeniu jej aktywności miało na celu
zahamowanie rutenizacji. Proces ten dość obrazowo został nakreślony przez
Jerzego Stempowskiego, który pisał: „W 1936 r. oglądałem z Piotrem Bokowskim
pod Trembowlą stare, katolickie wsie polskie, których mieszkańcy od pewnego
czasu zaczęli w domu mówić po ukraińsku. Zjawisko to nie jest nowe. Proces taki
odbył się już przedtem na Litwie, gdzie potomkowie Horeszków i Sopliców
porzucili częściowo język polski dla litewskiego. […] Wydaje mi się, że
zjawisko to nie ma żadnych reguł ogólnych i w każdym wypadku wynika z określonych
przyczyn lokalnych. W ciągu ostatnich 10 lat przed wojną spędziłem corocznie
parę miesięcy na Wołyniu i w Galicji Wschodniej i miałem sposobność zapoznania
się z warunkami, w których język polski zaczął ustępować ukraińskiemu, mimo presji szkolnej i administracyjnej. Główną przyczyną tego
zjawiska, wydaje mi się być zubożenie wsi polskiej w inteligencję i obniżenie
kwalifikatywne tej ostatniej. Kto ukończył szkoły zostawał urzędnikiem lub
jednym z niezliczonych oficerów WP. Inteligencja ukraińska pozostawała na wsi i
życie wewnętrzne wsi ukraińskiej stało się bardziej bogate i pociągające od
życia wsi polskiej”[34].
Najważniejszym działaniem Związku Szlachty Zagrodowej były próby silnego
związania szlachty zagrodowej z Polską. Temu służyły wydawnictwa propagandowe,
również w języku ukraińskim, które miały za zadanie budzić świadomość
historyczną. Szczególną uwagę działacze związku zwracali na wychowywanie
przyszłych pokoleń. Jak pisał prezes Miodyński: „W pracy naszej nie łudzimy
się, abyśmy mogli szybko osiągnąć wyniki, bo aby wychować jedno pokolenie,
trzeba co najmniej 20 lat”[35].
Związek Szlachty Zagrodowej starał się również wpływać na ocenę Cerkwi
greckokatolickiej przez szlachtę. „Pobudka” wyrażała dość interesujące
stanowisko w czasie, gdy istniały spore kontrowersje dotyczące układu zawartego
pomiędzy Stolicą Apostolską a Polską, dotyczącego dóbr pounickich (na
Chełmszczyźnie i Podlasiu). Miały one zostać przejęte przez Kościół katolicki.
Przeciwko układowi opowiadali się zwolennicy ukraińskiej irredenty. W jednym z
numerów pisma działacze związku pisali: „Walcząc o oczyszczenie atmosfery wśród
naszej szlachty zagrodowej, polskiej z narodowości, a religijnie przeważnie
związanej z obrządkiem grecko-katolickim – mamy prawo i obowiązek domagać się
tego:
1) żebyśmy nie stanowili w Cerkwi wiernych drugiej klasy i żeby Cerkiew
reprezentantka naszych wierzeń i uczuć religijnych dawała nam pełne ich
zaspokojenie i równocześnie
2) żeby wychowywała nas w pełnym poszanowaniu naszej godności narodowej
polskiej i gotowości do służby celom ogólnym, dobru wspólnemu – przez wpajanie
szacunku i oddania własnemu państwu, Rzeczypospolitej Polskiej.
Dlatego jako Polacy greko-katolicy nie możemy dłużej milczeć, gdy widzimy
jak Cerkiew gr. kat. staje się aż nazbyt często narzędziem polityki wrogiej
naszemu narodowi [...]”[36].
Zainteresowanie związkiem ze strony szlachty zagrodowej doprowadziło do prób
zorganizowania przez stronę ukraińską ruchu bojarów. Natomiast nacjonaliści
ukraińscy stosowali także metody terrorystyczne, poprzez napady na
poszczególnych działaczy związku. W Chomczynie woj. stanisławowskie został
nawet zamordowany prezes Koła Związku Szlachty Zagrodowej – Andrzej Rozwadowski[37].
Efektem działań Związku Szlachty Zagrodowej było zapobieżenie dalszej
rutenizacji części szlachty i zwiększenie jej aktywności społecznej. Nie można
dziś jednoznacznie odpowiedzieć, jak potoczyłby się rozwój związku, gdyż został
on zahamowany przez wybuch wojny. Wydaje się jednak, że mimo wsparcia władz
państwowych, część inicjatyw działacze związku podejmowali oddolnie, co przy
szczególnym zwróceniu uwagi na wychowanie młodego pokolenia mogło skutkować
zwiększeniem polskiej świadomości narodowej wśród tej ludności[38]. Jak
pisze Krzysztof Ślusarek, przywiązanie do polskości wśród części szlachty
zagrodowej przetrwało do drugiej połowy XX w. „Przykładem może być przypadek
wsi Baczyna, której mieszkańcy – potomkowie szlachty zagrodowej – po roku 1957,
w ramach akcji repatriacji, przenieśli się na polskie ziemie zachodnie”[39].
dr Patryk Tomaszewski
Autor jest adiunktem w Katedrze Myśli
Politycznej UMK w Toruniu. Ostatnio napisał książkę: „Polskie korporacje
akademickie w latach 1918-1939. Struktura, myśl polityczna, działalność”.
Artykuł ukazał się w zmienionej formie w piśmie
środowiska szlacheckiego „Verbum Nobile”, nr 17/2008.
a.me.