Nota redakcyjna
Dokonujemy przedruku
niniejszego tekstu za The Remnant z lutego
1987 celem przypomnienia reakcji środowisk tradycyjnie katolickich, jaka
nastąpiła tuż po pierwszym międzyreligijnym spotkaniu modlitewnym w Asyżu w
roku 1986. Okazja po temu jest oczywista: za kilka miesięcy, w październiku,
będziemy świadkami podobnego – jakże smutnego dla większości z nas –
wydarzenia. Tekst ś.p. J. Cottera wydaje się w związku z powyższym nader
aktualny, a uwagi w nim zaprezentowane – ciągle ważne.
ONZ
19 czerwca 1955, w ramach
obchodów 10 rocznicy powstania Organizacji Narodów Zjednoczonych, w San
Francisco Cow Palace zorganizowano Festiwal Wszystkich Wiar (ang. U.N. Festival
of All Faiths). “Nabożeństwo” stało się amalgamatem religii, w trakcie którego
reprezentowane były judaizm, islam, buddyzm, bahaizm, a także prawie wszystkie
odłamy chrześcijaństwa - za wyjątkiem dwóch. Te dwa wyjątki to luteranie i
Rzymscy Katolicy. Obecnie, 27 października 1986, do podobnego spotkania doszło
we włoskim Asyżu, przy czym zwołał je sam papież. Co więcej: papież postąpił
krok dalej, sprowadził bowiem afrykańskich animistów. Co więc stało się z Kościołem
w trakcie tych 31 lat? Zmienia się? A
może został zmieniony? A jeśli tak – to przez kogo?
Gdy we wrześniu 1984 papież odwiedził
Kanadę, staraniem wielebnego Briana Clougha, rektora największego
anglojęzycznego seminarium św. Augustyna w Toronto, przygotowano dla niego dwa
„spotkania ekumeniczne”. O. Clough włączył w nie większość tych samych
kościołów oraz wyznań, jak wspomniane wyżej: „buddyści, autochtoni, hindusi,
bahaiści, sikhowie, muzułmanie i zoroastrianie” – wyliczał Toronto Sun z dnia 12 czerwca 1984. Sam o. Clough, tuż przed
przybyciem papieża, został zresztą pośpiesznie zwolniony ze stanowiska rektora
z uwagi na swój zbyt pobłażliwy stosunek do homoseksualizmu w seminarium,
niemniej jednak jego spotkania ekumeniczne pozostawiono. W trakcie ich trwania
Ojciec Święty zupełnie zignorował obecność nie-chrześcijan i poprowadził
„nabożeństwo ekumeniczne” tak, jak gdyby było czysto chrześcijańskie – a więc
zgodnie z tradycyjnym rozumieniem słowa ekumenizm.
Nawet najsłynniejszy rabin Kanady, dr. W. Gunther Plaut, przyznał, że “jest to -
rzecz jasna - uprawnione i akceptowalne znaczenie pojęcia ekumeniczny”. Za swoje postępowanie papież został natomiast poddany
krytyce prasy – wystarczy wspomnieć artykuł w Globe &
Mail z 18 września 1984, w którego nagłówku czytamy: „Nie-chrześcijanie
czuli się jak obcy przy recepcji”. Później do grona krytyków miał jeszcze
dołączyć kardynał Carter, który stwierdził, że „z perspektywy czasu dostrzega
lepszą organizację nabożeństwa międzyreligijnego w anglikańskim kościele św.
Pawła, gdzie zezwolono na większy udział reprezentacji nie-chrześcijan, w
szczególności przywódców żydowskich” (Toronto
Sunday Sun z dnia 15 września 1985).
W tamtym czasie wszystko, co
zrobił papież, sprowadziło się do interpretacji ekumenizmu jako jedności
chrześcijan. Kilka miesięcy wcześniej Światowa Rada Kościołów (World Council of
Churches, WCC) zwołała swoje 6 walne zgromadzenie w Vancouver. Zdefiniowano
wówczas ekumenizm jako mający dotyczyć „całego zamieszkanego świata” (od
greckiego oikumenous, oznaczającego
właśnie „cały zamieszkany świat”). Dziś,
w Asyżu, w roku 1986 papież zaakceptował interpretację ekumenizmu zaproponowaną
przez WCC, którą przebywając w Kanadzie, wcześniej odrzucił! Raz jeszcze musimy
zadać pytanie: czy Kościół Rzymskokatolicki zmienia się? Czy też jest
zmieniany, a jeśli tak – to co za tym stoi?
Światowa
Rada Kościołów
Czy Kościół Katolicki
dołączy teraz do WCC? Miejmy na uwadze, że organizacja ta (rzecz jasna
reprezentowana w Asyżu) mknie w stronę synkretyzmu z szybkością wprost
zawrotną. Na obrady jej 5 w kolejności walnego zjazdu w Nairobi, w roku 1975,
zaproszono przedstawicieli religii nie-chrześcijańskich i pozwolono im wygłosić
krótkie odczyty; w Vancouver, w czerwcu 1984, uczestniczyli oni w posiedzeniach
już nie jako zwykli obserwatorzy, ale pełnoprawni członkowie! Co więcej: WCC
jest dziś nieomal w całości komunistyczna. Time
z 21 sierpnia 1983 w artykule zatytułowanym „Zastanawiająca polityka
ekumenizmu” pisze: „dla Światowej Rady Kościołów sowieci są bezgrzeszni”. Tak
więc grzech pierworodny nie dotyczy komunistów… Watykan rozważa poza tym
liturgię WCC z Limy, stworzoną w styczniu 1982 w stolicy Peru przez 120
teologów, przede wszystkim protestanckich, wliczając też 12 katolickich, pod
ogólnym przewodnictwem protestanta – Maxa Thuriana z ekumenicznej ‘wspólnoty
zakonnej’ z Taize.
Istotnie - barka piotrowa
kieruje się na przerażające morza!
Asyż
Głównym organizatorem spotkania
był Roger kardynał Etchegaray, przewodniczący dalece lewicowej Komisji
Sprawiedliwości i Pokoju, wspierany przez działającą pod auspicjami ONZ
Światową Konferencję Religii i Pokoju (World Conference for Religion and Peace,
WCRP). Wzięło w nim udział 155 przywódców reprezentujących 12 największych
religii: chrześcijan, muzułmanów, buddystów, Żydów, hindusów, zoroastrian,
afrykańskich animistów (w tym czcicieli kultu węża), Sikhów, kapłanów shinto z
Japonii, dżinistów, dwóch północnoamerykańskich Indian (jeden z nich był
szamanem plemienia Crow), ponadto bahaisów (wierzących, że Chrystus był tylko
jednym z 9 niebiańskich posłańców, zresztą nie najważniejszym). W skład
delegacji chrześcijan wchodzili m. in. Robert Runcie – arcybiskup Canterbury, Dr.
Emilio Castro, obecny Sekretarz Generalny Światowej Rady Kościołów, a także patriarchowie
kościołów ortodoksyjnych z Rosji, Bułgarii oraz Czechosłowacji i patriarcha
Konstantynopola. Nie zabrakło wygnanego z Tybetu Dalaj Lamy. Na jego temat New York Times z 28 października 1986
napisał m. in.: „Dzień przyniósł pewne nietypowe wydarzenia kulturalne. Dla
przykładu: buddyści pod przewodnictwem Dalaj Lamy, szybko przeobrazili ołtarz w
kościele św. Piotra, umieszczając na tabernakulum małą figurkę Buddy,
ustawiając zwoje modlitewne oraz zapalając dookoła kadzidła. Buddyści odwrócili
się potem tyłem do Najświętszego Sakramentu, pozostawionego w bocznej kaplicy”.
Dlaczego w czasie trwania
spotkania, rzekomo poświęconego “modlitwie o pokój”, Bóg miałby wysłuchać
modlitw tych, którzy czczą innych bogów? Papież Jan Paweł II mógł sam nie
złamać Pierwszego Przykazania, mówiącego o czci oddawanej obcym idolom, jednak to on
zwołał do Asyżu zjazd, na którym obecnych było wielu wiernych z całego świata i
który to zjazd cieszył się niemal zupełną przychylnością mediów. Niektórzy ‘bogowie’
byli zresztą dość dziwaczni. „To trudny do zmierzenia skandal bez precedensu” –
jak określił rzecz Arcybiskup Lefebvre. Św. Paweł mówi: „Nie ciągnijcie wespół
z niewiernymi w jarzmie, które wam jest obce. Jakaż jest łączność między
sprawiedliwością a nieprawością? Cóż wspólnego ma światłość z ciemnością? Jakaż
być może harmonia między Chrystusem a Belialem? Co ma wierzący wspólnego z
niewierzącym? Jakiż jest stosunek świątyni Boga do bałwanów?” (II Kor VI,
14-16).
Odpowiedzialność
Soboru Watykańskiego II
Zacytujmy Canadian Catholic Register z 10 stycznia
1987 (za NC News Service): „Jedność
pokazana przez światowych przywódców religijnych, modlących się o pokój w Asyżu
w październiku 1986, była widzialną ilustracją wezwania II Soboru Watykańskiego
do ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego – powiedział papież Jan Paweł II.
Jego słowa przeplecione były cytatami z dokumentów soborowych, co – jak
stwierdził, pokazało, że tak wspaniałe
wydarzenie stało się owocem nauczania Soboru”. Mamy tu więc źródło - Sobór
Watykański II, co do którego z pewnością nie ma mowy o nieporozumieniu, skoro
tak właśnie interpretuje go sam Papież. Jednak nasz Pan nie wzywał do
„ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego”. Mówi On: „Idźcie więc i nauczajcie
wszystkie narody chrzcząc je w Imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego”.
Św.
Pawła definicja istoty wojny
Spotkanie w Asyżu miało
miejsce w celu odprawienia modłów o pokój. Jakkolwiek na świecie rozgorzało
obecnie wiele drastycznych konfliktów, wszystkie inspirowane przez Sowietów
(np. Afganistan), zobaczmy jak św. Paweł definiuje dlaczego tak się dzieje: „Bo
nie z ciałem i krwią staczamy bój, lecz z mocami i potęgami, ponurymi władcami
tego świata, ze złymi duchami, które unoszą się w przestworzach” (Ef VI, 12).
Nawet chcąc wykazać jak
najwięcej dobrej woli musimy przyznać, że muzułmanie, hindusi, zoroastrianie,
bahaisi, afrykańscy animiści i inne tego typu religie nie akceptują faktu, że
Chrystus jest Bogiem. Skoro odmawiają mu boskości, to – znów nawet przy
najlepszych chęciach – muszą być uważane za anty-chrześcijańskie, a wiec także
za anty-boskie.
Jak zatem ich modlitwy mogą
pomóc w prawdziwej wojnie, tej zdefiniowanej przez św. Pawła, której wojny
mające miejsce na ziemi są jedynie odbiciem, a nie przyczyną? Jezus mówi: „Jakże
to może szatan wypędzać szatana?” (Ewangelia św. Marka III, 23). Pamiętajmy:
“wojny to kara za grzechy” – jak zapowiedziała Nasza Pani w Fatimie. Kto zaś
wpędza nas w grzech i tym samym powoduje wojny przyczyniające się do naszych
cierpień i szerzenia się strachu na ziemi? „Moce i potęgi, ponurzy władcy tego świata”.
Papież w swoim niewątpliwie szczerym pragnieniu pokoju powinien raczej
posłuchać naszego Pana, który rzekł: „Jeżeli mocą Ducha Bożego wypędzam czarty,
wówczas już przyszło do was królestwo Boże”.
Synkretyzm
zaprzeczony
“To, co stanie się w Asyżu,
z pewnością nie będzie religijnym synkretyzmem” – powiedział papież Jan Paweł
II 22 października 1986. W jego przekonaniu różnica polega na tym, że zebrani
tam nie przybyli „modlić się razem” lecz „przybyli razem by się modlić”. Dobrze
znany komentator religijny wpływowej gazety Toronto
Star, Tom Harper, napisał po Asyżu: „było zbyt wiele obaw, że różne grupy
mogły by być postrzegane lub uważane za modlące się razem, jak również
sugerujących, że postrzegają się wzajemnie za równe w prawdzie. Dlatego właśnie
papież Jan Paweł II cały czas nalegał, by nie przybywali modlić się razem, lecz
by przybyli razem, aby się modlić. I co z tego?” (Toronto Star z 9 listopada 1986). Właśnie, w tym sęk: i co z
tego? Kto zauważy te niezbędne,
wysublimowane uwagi, stanowiące w zasadzie kwestię czysto semantyczną? Mogło by
się wydawać, że jakaś oszczercza ręka stojąca za papieżem jest zdeterminowana
do pchnięcia katolików w stronę synkretyzmu, równocześnie nie chcąc mieszać w
to papieża.
Nie może być inaczej, odkąd
papież Paweł VI potępił synkretyzm w swojej encyklice Evangelii Nuntiandi z 8 grudnia 1975. Ale Bóg nie jest czymś
sztucznym. Spora ilość katolików może teraz wybiec w stronę synkretyzmu lub
pewnych egzotycznych religii – jak bahaizm, kulty hinduistyczne, zoroastryzm,
etc. – albo też wpaść w obrzydzenie do fundamentalizmu. Popularny amerykański
lider fundamentalistów, dr Carl McIntyre [co prawda protestant – przyp. tłum.],
nazwał Asyż „największym pojedynczym ohydztwem w dziejach Kościoła”. To te same
odczucia, jakie wyraził Arcybiskup Marcel Lefebvre, który nazwał go „szczytem
mistyfikacji, najwyższą obrazą Naszego Pana”, i dalej: „z mojego punktu
widzenia był to akt diaboliczny”.
Synkretyzm
zdefiniowany
“Zadziwiająca różnorodność
zaproszonych grup również wzbudziła podejrzenia wśród niektórych chrześcijan,
że Asyż stanowił heretycki krok w stronę synkretyzmu, amalgamatu wielu
skonfliktowanych religii” (Time z 10
listopada 1986). Co wyjaśnia, dlaczego papież wcześniej powiedział, że „To, co stanie
się w Asyżu, z pewnością nie będzie religijnym synkretyzmem”. Poczyńmy zatem w
tym miejscu krótką dygresję, która pozwoli określić to, czym jest synkretyzm.
Najlepszą definicję (co w
sumie dość ironiczne) podał swego czasu pierwszy Sekretarz Generalny Światowej
Rady Kościołów (1948 -1966), Dr W. A. Visser’t Hooft, w swojej książce pt. No
Other Name: The Choice between syncretism and Christian Universalism (Philadelphia 1963; Londyn 1963). Na
stronie 11 pisze on: “Słowo synkretyzm powinno być zarezerwowane dla innego
rodzaju nastawienia, zasługującego na swoją własną nazwę z uwagi na to, że jest
ono ważnym, uporczywym i ogólnoświatowym zjawiskiem religijnym. Jest to pogląd,
który utrzymuje, że w dziejach nie zaistniało jedno unikalne objawienie, że
istnieje zatem wiele dróg do osiągnięcia boskiej rzeczywistości, że wszystkie
sformułowania prawd religijnych są w istocie nieadekwatnymi wyrażeniami samej
prawdy, dlatego też ważne jest zharmonizowanie wszystkich idei i doświadczeń
religijnych w stopniu tak dalekim, jak to możliwe, by móc stworzyć jedną
uniwersalną religię dla całej ludzkości”.
Na stronie 10 dr Hooft
zapisał: „Wielu najlepszych spośród nas zaniepokojonych jest niezdolnością
rodziny ludzkiej, obecnie zmuszonej na dobre i złe do życia w bliższym
kontakcie, do znalezienia wspólnego etosu i standardu więzi międzyludzkiej.
Zdano sobie sprawę, że etos taki musi być głęboko zakorzeniony we wspólnych
przekonaniach co do najwyższych kwestii dotyczących naszego życia. Czyż nie
implikuje to konieczności zmuszenia jakoś liderów religijnych do osiągnięcia
porozumienia i rozwoju w kierunku jednej uniwersalnej religii światowej? Czy
synkretyzm nie jest zatem czymś nieuniknionym?”
To właśnie ten jakże
przekonujący, racjonalnie niemal rozumiały sam przez się, charakter odpowiedzi
synkretyzmu na światowe potrzeby czyni z niego wyzwanie dla Kościoła znacznie
poważniejsze niż to, które prezentuje ateizm.
Jest nader niefortunnym, że
w ostatnich miesiącach papież, wliczając tu spotkanie w Asyżu, kilkukrotnie
wzywał do jak najbliższej współpracy z ONZ, bezbożną i masońską organizacją,
obecnie coraz bardziej popadającą pod kontrolę Związku Radzieckiego. W rzeczy
samej Asyż został zwołany dla „podkreślenia rangi Międzynarodowego Roku Pokoju
ONZ”. WCRP odbyła jak na razie 4 posiedzenia: w Kyoto (Japonia) w roku 1970; w
Louvain (Belgia) w 1974; w Princeton (U.S.A.) w 1979; i ostatnie – w Nairobi (Kenia) w
sierpniu 1984. Hołubiony przez media kardynał Desmond Tutu, podejrzewany o
anglikanizm, został wybrany przewodniczącym WCRP. Jej obecnym sekretarzem
generalnym jest dr John B. Taylor, były dyrektor Wydziału ds. Dialogu z Ludźmi
Żywych Wiar i Ideologii Światowej Rady Kościołów (DFI), który oświadczył, że “Światowa
Konferencja Religii i Pokoju przy ONZ wspierała spotkanie w Asyżu od samego
początku i została w nie włączona już na etapie planowania” (Toronto Star z 18 października 1986).
Cytowano też inną wypowiedź dra Taylora: „Patronat ludzi takich, jak papież i
arcybiskup Canterbury, jest w stanie zachęcić nieco tych, którzy wahają się lub
mają jakieś uprzedzenia co do zbierania się razem na poziomie lokalnym” (Star z 18 października 1986). To
dokładnie to, czego się obawialiśmy.
Papieskie
podróże sprzyjają synkretyzmowi
Podstawową zasadą leżącą u
podstaw synkretyzmu jest przeświadczenie, że wszystkie religie mają tę samą
wartość. Papież oczywiście nie wypowiada takich osądów, ale jego pochwały i
bezkrytyczna obrona pogan, religii stanowiących dzieło człowieka, a także
judaizmu, z całą pewnością stanowić będą nośnik w/w pryncypium, a jego
nieustanne podróże służyć będą dalszemu umacnianiu synkretyzmu Asyżu. Zważmy: w
trakcie swojej wizyty w Kanadzie w roku 1984 papież palił słodką trawę
tamtejszymi Indianami. W tym samym roku odwiedził buddyjską świątynię w
Tajlandii. W roku 1985 przepraszał muzułmanów w trakcie swojej podróży do Maroka
i obsypywał ich pochwałami. Następnie odwiedził święty las niedaleko Lohomay
(Togo), a jego towarzyszem był niejaki Arseno, Wielki Kapłan Świętego Lasu.
W trakcie wizyty na Togo
papież spotkał się też z wyznawcami kultu węża, którzy następnie weszli w skład
reprezentacji zebranych w Asyżu. W roku 1986 odwiedził najważniejszą synagogę
Rzymu – na warunkach i w postawie zupełnej akceptacji równouprawnienia starego
[zastąpionego już przez nowe] Przymierza z Żydami. W roku 1986, podróżując po
Indiach, zezwolił na oznaczenie przez lokalnych kapłanów jego czoła tilakiem – znakiem wykonywanym przy
pomocy pasty z drzewa sandałowego. Gdziekolwiek się udał, cytował teksty
hinduskich świętych ksiąg, a także był obecny przy odprawianiu pogańskich
rytów. Wychwalał hinduskiego synkretystę, Ghandiego, pod niebiosa. Ghandi
stwierdził niegdyś: „Jestem chrześcijaninem i hindusem, i muzułmaninem, a także
Żydem”, co więcej: przy realizacji filmu o Ghandim doradzali wyznawcy bahaizmu.
Papież recytował ponadto tzw. modlitwę o pokój, “asothama satgamaya”, tę samą, której
wprowadzenie w Anglii przez kardynała Humea próbował powstrzymać wielki Hamish
Fraser. Jakie jednak miał on szanse, skoro w/w modlitwy używał sam papież? W
Suva (archipelag Fiji), w trakcie wizyty mającej miejsce w listopadzie 1986,
[Jan Paweł II] pił też napój zwany kava,
niegdyś oficjalnie potępiony jako element [lokalnego] kultu demonów. Papież
wychylił go jednym haustem.
Przyzwolenie
Hansa Kunga
Hans Hung, w roku 1979 pozbawiony
statusu katolickiego teologa, jest gorącym zwolennikiem inicjatyw z Asyżu.
Cytujemy za Catholic Register (Toronto) z dnia 19 kwietnia 1986: „O. Hans Kung,
urodzony w Szwajcarii profesor teologii, który oskarżył Jana Pawła II o
mentalność sprzed Soboru Watykańskiego II, chwalił papieża za jego niedawne
kontakty z chrześcijańskimi i nie-chrześcijańskimi liderami religijnymi. ‘W tym
aspekcie papież jest zgodny z Vaticanum II’ – powiedział Kung. ‘Wielu uważa
mnie za stojącego w opozycji do papieża we wszystkim. To fałsz’ – dodał. ‘Jestem
szczęśliwy widząc, że papież przemawia mając na uwadze dialog z innymi
religiami i czuje się zobowiązany do przychylności wobec nich w trakcie swoich
podróży’ – dodał. W zakresie dialogu z religiami niechrześcijańskimi ważne
jest, by ‘unikać każdego impulsu, mogącego sugerować, że za tymi nowymi
inicjatywami stoi stary duch rzymskiego imperializmu’ (innymi słowy – żadnych
nawróceń)… ‘Mam nadzieję, ze wydarzenia z Asyżu będą spotkaniem zrównania w
godności, nie zaś manifestacją papieskiego triumfalizmu’. ‘Papież Jan Paweł II,
domagając się zunifikowanej modlitwy ludzi wielu religii ukazuje swoją wiarę w
ich wspólny fundament’ – powiedział”.
Obawiamy się, że Hans Kung
miał na myśli tzw. złotą regułę – wrócimy do niej za chwilę. Winno się mieć na
uwadze, że Kung, epatował zgniłą wonią synkretyzmu będąc jeszcze profesorem
wizytującym na Uniwersytecie Toronto; mówił wówczas: „Niech oni (biskupi
katoliccy) pracują nad osiągnięciem zrozumienia między kościołami
chrześcijańskimi, ponadto zaś nad wolnym od uprzedzeń dialogiem z Żydami,
muzułmanami oraz innymi religiami” (za
Globe & Mail z 5 października 1985).
Złota
Reguła
Dziękując delegatom za
przebycie długich nieraz dystansów i poświęcenie poniesione celem wzięcia
udziału w spotkaniu zwołanym do Asyżu, wyraził pogląd, że ‘złota reguła’,
której miał nauczać również Chrystus, by „traktować inne religie tak, jak
chciałoby się być traktowanym przez nie”, stanowi fundament pokoju między
religiami (Our Sunday Visitor z 16
listopada 1986)[1].
Jest prawdą, że „złota reguła” da się odnaleźć we wszystkich kultach i
wyznaniach. Istnieje zresztą dowód, że także ONZ zechce proklamować ją jako
duchową podstawę projektowanej synkretycznej światowej religii, mającą nosić
miano Świata Powszechnego Braterstwa. Dzięki czemu Związek Sowiecki w
szczególności a komunizm generalnie, podbijając świat poprzez zdradę,
stosowanie kruczków – głównie prawnych, a także bezzasadną agresję, będzie w
stanie cytować złotą regułę gwoli uzasadnienia swoich rojeń. Coś jak nawrócony
złodziej, który stosuje 7 przykazanie (Nie kradnij!) by chronić łup, który
wcześniej zagrabił.
Obecnie złota reguła jest
przykładem religijnego indyferentyzmu par
excellence. Czy naprawdę chcemy, by to właśnie ów religijny indyferentyzm
stanowił duchową podstawę planowanego światowego superpaństwa? Należy pamiętać,
że wraz ze złotą regułą wcale nie musimy dostać Chrystusa. Równie dobrze może
to być Kriszna, Zoroaster, Konfucjusz lub Hillel.
Żydzi najczęściej przypisują
jej powstanie Hillelowi[2], chociaż pojawia się w Leviticusie (19:18). Hillel był
przewodniczącym Sanhedrynu i zmarł około 10 roku n.e. Jest dziś bardzo poważany
m. in. przez B’Nai B’Rith. Biskup Fulton Sheen w swojej książce Life of Christ zapisał, że „Hillel mógł
być obecny w świątyni i uczestniczyć w dyskusji o Bożym Dziecięciu”. W A Catholic Dictionary z roku 1949
stwierdzono też, że “w ujęciu pisarzy żydowskich i tych reprezentujących nurt
modernistyczny Hillel jest wysuwany jako rywal Chrystusa…”.
Blisko 80 lat temu The Catholic Encyclopedia, wydana w roku
1910 w Nowym Jorku, musiała stwierdzić, że „Hillel z uwagi na charakter
osobisty, walory duchowe oraz długotrwały wpływ, jaki wywarł, nie może być w
żadnym stopniu porównywany (…) z Chrystusem, Światłem i Zbawicielem Świata”.
Chrystus zatem (a nie złota
reguła) musi być duchową podstawą przyszłego porządku świata. Z Chrystusem
bowiem zyskujemy ją niejako automatycznie, nie zaś vice versa. Papież Piux XII ujął jedyne rozwiązanie dla naszego
umęczonego świata tak: „Świat słyszy dziś wołanie o odnowę i lament za
powstaniem – chrześcijańskim powstaniem. Świat będzie musiał być odbudowany w
Jezusie!”.
Św.
Franciszek z Asyżu
Zobaczmy jeszcze jak sam św.
Franciszek podszedł do tego samego problemu przy okazji VI Krucjaty w roku
1219. A jakże: on też chciał pokoju i był nastawiony ekumenicznie! Po wielu trudnościach i wśród niemałego
ryzyka, święty dotarł w końcu do sułtana. Cytat, który teraz zaprezentujemy,
pochodzi z Lives of the Saints Butlera:
„W międzyczasie Św.
Franciszek, płonąc chęcią nawrócenia Saracenów, zapragnął przejść do ich obozu,
dla Chrystusa nie lękając się żadnych niebezpieczeństw. Otoczyli go zwiadowcy
niewiernych, do których zawołał: ‘Jestem chrześcijaninem, prowadźcie mnie do waszego
pana’. Postawiony przed obliczem sułtana i zapytany o sprawę, z którą przybył,
odrzekł ze wspaniałą odwagą i zapałem: ‘Zostałem posłany, ale nie przez ludzi,
a przez najwyższego Boga, by pokazać tobie i twojemu ludowi drogę zbawienia
głosząc Ci prawdę Ewangelii’. Sułtan wydawał się poruszony i zaprosił go, by z
nim został. Mąż Boży odparł: „jeżeli ty i twoi ludzie wysłuchacie Słowa Bożego,
zostanę z wami. Jeżeli jednak wahasz się między Chrystusem a Mahometem, każ
rozpalić wielki ogień, ja zaś przejdę przez niego z twoimi imamami, byś
zobaczył która wiara jest prawdziwa”. Sułtan odrzekł, że nie wierzy, by któryś
z imamów wyrazi wolę przejścia przez ogień lub znoszenia cierpień za wiarę, zaś
on sam nie może przyjąć warunków Franciszka z uwagi na obawę przed buntem”.
Ocena
Asyżu
Arcybiskup Lefebvre
powiedział o Asyżu: „Z mojego punktu widzenia był to akt diaboliczny” oraz “szczyt
mistyfikacji, najwyższa obraza Naszego Pana”. Mamy przeczucie, że Asyż może być
powtarzany cyklicznie, gdyż w swoim dorocznym Orędziu Bożonarodzeniowym w roku
1986 papież powiedział: „Wydarzenie w Asyżu może być uważane za widzialną
ilustrację, lekcję z faktów, katechizm zrozumiały dla każdego, mówiące o tym,
co znaczy i co zakłada zobowiązanie ekumeniczne i obowiązek dialogu między
religiami” (Globe and Mail z 24
grudnia 1986).
Papież Jan Paweł II jest
naszym papieżem, my zaś musimy modlić się za niego jak nigdy przedtem. Winniśmy
przy tym bez ustanku wzywać imienia Błogosławionej Dziewicy Maryi, Lilii
Izraela, bacząc na jej tytuły: „Zwyciężczyni Heretyków”, „Królowej Zwycięstwa”
i „Królowej Pokoju”.
Tłum. Mariusz Matuszewski