Przed jakimś
czasem, o. Dariusz Kowalczyk TJ podjął polemikę z moim tekstem dotyczącym
wypowiedzi księdza Małkowskiego (http://areopag21.pl/madremu_wystarczy/artykul_943_nie-przyprawiajmy-geby-kosciolowi.html#7343).
Mój polemista ma
niewątpliwie rację, że w Polsce jest ponad 10 tys. parafii, prawie 30 tys. księży
diecezjalnych i zakonnych. I że to oni w dużej mierze stanowią o
obliczu polskiego Kościoła. To prawda. I że to oblicze ma także inne wymiary –
kamedulskiej pustelni, bonifraterskiego szpitala czy pijarskiej szkoły. A
jednak będę się upierał, że ów klimat Radia Maryja jest pewną dominantą.
Wczoraj byłem na
Mszy świętej w pewnym wielkopolskim, powiatowym mieście. Ogłoszenia parafialne
w dużej mierze poświęcone były zbieraniu zgłoszeń na „pielgrzymkę” do Smoleńska
i Katynia. To niewątpliwie ważne miejsca w naszej historii, ale czy głównie tam
można zobaczyć oblicze Chrystusa? Czy
nie raczej w rocznicy męczeńskiejśmierci
świętego Maksymiliana, o której nie padło tam wczoraj ani jedno słowo? Kazanie
od ambonki „głosił” nie ksiądz, ale jakiś zapowiedziany objazdowy literat. Do
własnych rozważań o śmierci księży: Popiełuszki, Niedzielaka, Suchowolca i
Zycha dołączał obficie opinie profesora Zybertowicza. Czy w nich także da się
zobaczyć twarz Chrystusa?
Zgadzam się z
ojcem Kowalczykiem. Pewno w większości polskich kościołów mówiono wczoraj o
Ewangelii i śmierci świętego Maksymiliana. Warto jednak zauważyć, że dziś to
media kształtują opinie. Niestety. I tak jak skandale seksualne – z którymi tak
zdecydowanie walczy Benedykt XVI – stanowią margines życia Kościoła, tak i u
nas - stanowią je pielgrzymki smoleńskie i cytaty z profesora Zybertowicza. A
jednak papież walczy z nimi. Nie tylko dlatego, że są grzechem. Także dlatego,
że w tak kształtującym życie współczesnych przekazie medialnym zdominowały one
prawdziwy obraz Kościoła, znacznie komplikując w ten sposób jego misję. I w tym
kontekście pisałem o kłopotach polskiego Kościoła, który coraz częściej ma
medialną twarz ojca Rydzyka.
www.facebook.com/flibicki
Jan Filip Libicki
-asd