Pod wpływem czarnych myśli człowiek przewiduje najgorsze scenariusze rozwoju sytuacji.
Powoli ogarnia go zniechęcenie, smutek i lęk.
Jednocześnie pogłębia się utrata zdrowego sądu. Aż w końcu dopada go
paniczna rozpacz i chęć wycofania się – uciekania, aby jak najdalej.
Psychologia
i psychiatria proponuje różne terapie, by wydobyć pacjenta ze stanów
depresyjnych. Nie zamierzam ich recenzować, ani zgłaszać nowych
projektów, chcę tylko zwrócić uwagę na pewien „amatorski” sposób
radzenia sobie, nie z samą depresją, ale z „czarnowidztwem”.
Zacznijmy od gniewu
Kultura
współczesna wypaczyła pojęcie gniewu. Dzisiaj kojarzy się on
negatywnie i zazwyczaj oznacza nieuzasadnioną agresję. Warto w tym
miejscu wyprostować pewne sprawy.
Po pierwsze, gniew można rozpatrywać jako uczucie i wtedy jest moralnie obojętny, zależny od ukierunkowania.
„Człowiek może gniewać się za dużo lub za mało niezgodnie ze zdrowym
rozumem. Jeśli zaś ktoś gniewa się z wymogiem zdrowego rozumu, jego
gniew jest godny pochwały” – pisał św. Tomasz z Akwinu.
Słowem – istnieje dobry gniew, gdy na przykład oburzamy się na realne
zło wokół nas i rozpoczynamy z nim walkę, ale istnieje też taki, który
jest niepożądany.
Po drugie, gniew, gdy jest powtarzalnym uczuciem, nie znającym umiaru
i dopuszczającym się czynów niegodziwych, może przekształcić się w
wadę. Czyli stałą tendencję do krzywdzenia drugiego człowieka.
Granica między wadą a uczuciem jest stosunkowo płynna, ale jest.
Gniewem w smutek
Nas interesuje uczucie, nie wada. Zagrzewa bowiem do walki, a jest
moralnie obojętne. Pomysł polega na skierowaniu jego ostrza przeciw
zniechęceniu, smutkowi czy apatii, wówczas przysłuży się nam w dobrej
sprawie!
Innymi słowy – zamiast nieustannie rozważać negatywne scenariusze i ich konsekwencje, trzeba świadomie budzić w sobie uczucia bojowe, a w szczególności oburzenie na zło.
Jeśli oburzenie przebije się przez nasze smutki, wówczas zaczniemy
dostrzegać nowe perspektywy, powróci energia do życia i chęć do zmagania
się z przeciwnościami losu.
Tym samym przyduszona cnota męstwa zacznie wychodzić na powierzchnię,
spychając melancholiczne i bluesowe uczucia do obrony. W tym znaczeniu
gniew rozumiany jako „słuszne oburzenie” sprzyja formowaniu męstwa,
wspierając tym samym uczucie odwagi z nim związane.
Jak to zrobić w praktyce?
Wystarczy poczytać nagłówki popularnych portali, czy posłuchać
„tutejszych” wiadomości, żeby zdać sobie sprawę, jak to działa. Od razu
budzi się w człowieku wewnętrzne oburzenie na pleniący się zewsząd
fałsz.
Blogerzy znają to uczucie. Nawet, gdy trwają w stanie znudzenia i
przemęczenia, od razu odzyskują energię i siadają do pisania riposty.
Działacz społeczny z kolei w podobnej sytuacji organizuje akcję
zbierania podpisów, pikietę, itp.
Podobny mechanizm działa w życiu duchowym. Chodzi o to, aby to czego
się boimy ujrzeć w kontekście moralnym, unaocznić sobie skutki naszej
defensywnej postawy i ewentualnego zwycięstwa zła, które nas właśnie
próbuje przygnieść. Musimy się na nie, delikatnie pisząc, zdenerwować!
Zamiast analizować własne lęki trzeba pomyśleć: „Dlaczego właściwie
się poddaję? Muszę walczyć, bo przegram i moi bliscy też”. Czasami
wystarczy jakiś cytat motywujący, czasami zdanie wypowiedziane przez
przyjaciela (przyjaciółkę), czasami głośniejsze powiedzenie sobie:
„dość!”
Rzecz w tym, żeby na różne sposoby, świadomie budzić w sobie wewnętrzną złość, i by ta złość stłumiła inne uczucia.
To jest punkt wyjścia. Ale później jest już łatwiej.
P.S. Spodobał się tekst? Poleć go znajomym klikając: „Lubię to!”.
Napisz też w komentarzach co myślisz o spostrzeżeniu opisanym w
artykule.
Dariusz Zalewski
http://www.edukacja-klasyczna.pl/?p=1892#more-1892
a. m. e.