Sprostowanie dziesięciu bardziej szczegółowych tez, których głoszenie błędnie mi się przypisuje
I. "Taniec damsko-męski jest zły i grzeszny ze swej natury. Nawet małżonkowie nie powinni ze sobą tańczyć".
Moje rzeczywiste poglądy na tą kwestię:
-
Oczywiście nie twierdzę, jakoby nawet małżonkowie nie mieli prawa ze
sobą tańczyć. Osoby pozostające ze sobą w związku małżeńskim mają dane
od Boga prawo do cieszenia się jeszcze większą intymnością, aniżeli
zachodzi ona w tańcach, dlatego też niedorzecznością byłoby utrzymywać,
iż nie mają one ze sobą prawa tańczyć. „Jeśli dozwolone jest więcej,
to i dopuszczalne jest mniej” - jest to jedna z podstawowych zasad
interpretacji. Jeśli seks w małżeństwie jest nie tylko czymś
dozwolonym, ale ponadto dobrym i błogosławionym, to niedorzecznością
byłoby twierdzić, iż małżonkowie nie mają prawa ze sobą tańczyć. Trzeba
być albo bardzo złośliwym albo skrajnie nielogicznym, by przypisywać
mi głoszenie takiej niedorzeczności.
-
Nawet w odniesieniu do „pozamałżeńskich” tańców damsko-męskich (dalej
„tańce d-m”) nie twierdzę, iż są one, ze swej istoty (a więc w sposób
absolutny, bezwarunkowy i całkowicie nieodwracalny) złe, występne i
grzeszne. Innymi słowy, nie uważam, jakoby dokładnie każdy taniec d-m
dokonujący się poza granicami małżeństwa był zawsze zły i moralnie
niedopuszczalny. Podobnie jak nie sądzę, iż zawsze złe i zakazane są
takie rzeczy jak: wspólne mieszkanie mieszanych płciowo par przed
ślubem czy też nocowanie takichże par pod jednym namiotem (gdyż nie
zawsze musi temu towarzyszyć intencja seksualnego współżycia);
wizytowanie sex schopów (albowiem nie musi to oznaczać w każdym wypadku
zamiaru napawania swego wzroku obrzydliwościami tam wystawianymi);
patrzenie na atrakcyjne nagie ciała płci przeciwnej (nie zawsze bowiem
musi towarzyszyć temu pożądliwość); wszelkie formy niewolnictwa (nie
wszyscy bowiem z panów traktowali swych niewolników w sposób okrutny,
podły i wstrętny).
- Nie
twierdzę zatem, iż tańce i bale są zawsze i wszędzie złe, występne i
grzeszne, tak jak nie utrzymuje tego w stosunku do przedślubnego
mieszkania ze sobą, patrzenia na nagie niewiasty czy też niewolnictwa.
Jestem jednak przekonany, iż tańce oraz bale były, są i
najprawdopodobniej będą zazwyczaj bardzo niebezpieczne (inaczej mówiąc „były, są i prawdopodobnie będą prawie zawsze bliską okazją do grzechu”).
Owo szczególne niebezpieczeństwo tańców d-m po części wypływa z
przyjętej od wieków dla nich konwencji, która polega na tym, iż zasady
przekracza się w nich pewne kanonów bliskości pomiędzy płciami, które
są przyjęte w innych sytuacjach, co z kolei – w stopniu znacznie
większym, niż ma to miejsce w innych sytuacjach, sprzyja przyciąganiu
pewnych pokus i złych okoliczności. Owa prawidłowość sprawia więc, iż w
tańcach d-m bardzo łatwo jest o grzech, a przynajmniej bliższą ku
niemu okazję, a wypadki, w których owe złe i niebezpieczne okoliczności
tam nie występują są rzadkie oraz sporadyczne. Dlatego więc
tradycyjnie katolicką postawą względem tańców mieszanych jest ich pilne
unikanie, stanowcze odradzanie - chociaż nie bezwzględny i absolutny
zakaz, gdyż mogą istnieć pewne okoliczności, w których praktykowanie
(przy zachowaniu szczególnych zasad ostrożności) tej rozrywki będzie
dozwolone. Jest to bardzo podobne, np. do patrzenia przez mężczyznę na
odsłonięte ciało atrakcyjnej niewiasty czy też posiadania niewolników.
Jak już wspomniałem nie są to zachowania złe ze swej natury i mogą
istnieć okoliczności, w których będzie to dozwolone. Są to jednak
rzeczy bardzo niebezpieczne (gdyż mężczyzn zazwyczaj kusi widok
atrakcyjnej nagości, a stan niewolnictwa sprzyja nadużywaniu władzy
jednego człowieka nad drugim). Dlatego, generalnie rzecz biorąc,
mężczyźni powinni unikać patrzenia na atrakcyjną nagość płci
przeciwnej, a jeśli już pewne okoliczności czynią owo zachowanie
dozwolonym (np. praca lekarza), to należy przy tym zachować szczególną
ostrożność. Podobnie też, dobrze się stało, iż instytucja niewolnictwa
została zdelegalizowana, a ci spośród chrześcijan którzy będąc
„właścicielami” niewolników traktowali ich w sposób dobry, czynili to
niejako wbrew poważnym niebezpieczeństwom tkwiącym w owym stanie
rzeczy.
- W pewien sposób - jestem otwarty na
relatywizację tradycyjnych przestróg przed tańcami d-m. Owszem, gdyby
przenieść tańce, które krytykowano przed wiekami na dzisiejsze
parkiety, to mogłoby się okazać, że nie są one już tak niebezpieczne
jak dawniej. Zauważmy, że dziś już ludzie nie chcieliby tańczyć menueta
czy pawany, polonez jest tańczony bardziej na zasadzie muzealnego
wspomnienia. I nawet ten fakt pokazuje, że tańce mają coś w sobie, co
przyciąga do nich niebezpieczeństwo i truciznę ludzkich namiętności.
Tańce d-m zawsze bowiem ewoluują w kierunku większej poufałości i
bliskości cielesnej pomiędzy płciami, większej nieskromności, większej
śmiałości w ruchach i postawach, etc. W momencie, w którym ludzie
zaczynają się uodparniać na niebezpieczeństwo danych tańców, zaraz na
ich miejsce wchodzą tańce bardziej śmiałe, bardziej poufałe, bardziej
nieskromne i bardziej wyzywające. Tak też pawany i menuety w pewnym
momencie zostały wyparte przez walce i tanga. Dziś zaś np. taki walc
raczej już często tańczony nie jest, ale na jego miejsce wchodzą bardzo
wyuzdane tańce latynoskie, nieskromne wygibasy w dyskotekach oraz
klubach studenckich. Nie chodzi o to, by urządzać teraz pikiety pod
miejscami, gdzie zbierają się miłośnicy menueta czy pawany. Gdyby zaś
dziś na studniówkach jedynym tańcem był polonez, to też bym to
zaakceptował. Ba, mógłbym nawet przymknąć oko na na walca, chociaż
wielu biskupów i teologów katolickich uważało go wręcz za „zły sam w
sobie”. Śmiem jednak twierdzić, iż pewna logika objawiająca się w
rozwoju i ewolucji tańca, sprawi, iż niemożliwym jest, by ludzie teraz
masowo wrócili do menueta, pawany czy poloneza. Jakby bowiem nie
patrzeć, taniec był zawsze okazją ku temu, by mężczyzna był bliżej
kobiety niż w innych sytuacjach. Jeśli więc np. w średniowieczu nie
wypadałoby nawet dotknąć niewieściej dłoni, to już w ówczesnych tańcach
było to uważane za normalne. Oczywiście, dotykanie niewieściej dłoni
samo w sobie nie jest ani złe, ani nawet niebezpieczne, jednak w
tamtych okolicznościach kulturowych mogło czymś takim być i faktycznie
nieraz było i dlatego autorytety kościelne niegdyś przestrzegały nawet
przed menuetami, pawanami, itp. Gdyby jednak przenieść tamte tańce do
dzisiejszych czasów, gdzie uścisk dłoni pomiędzy kobietą a mężczyzną
jest czymś powszechnym, to zapewne nie stanowiły by one większego
niebezpieczeństwa. I dlatego właśnie szatan inspiruje od XIX wieku
tańce, w których już nie tylko ujmuje się niewieścią dłoń, ale można
już kobietę objąć, przytulić, ściskać, dotykać w różnych innych
miejscach oraz w których wykonywane są różne sugestywnie erotyczne
ruchy (co mimo wszystko w innych okolicznościach życiowych nie uchodzi
za właściwe nawet dziś).
- Znajomość tradycyjnego
nauczania katolickiego na ów temat lepiej pozwala rozpoznawać
zagrożenia tkwiące we współczesnych tańcach. Jeśli bowiem przez wieku,
autorytety kościelne przed nimi przestrzegały, to tym bardziej owe
przestrogi jawią się realne i aktualne dziś. W świetny sposób można by
wykorzystać tradycyjne przestrogi przed tańcami d-m, do zwalczania tego
co dziś dzieje się w dyskotekach, klubach studenckich, programach typu
"Taniec z gwiazdami". Ale się tego nie robi, gdyż w zupełnie
odrealniony sposób mówi się, iż tańce d-m jeśli w ogóle są okazją do
grzechu, to są nią tylko rzadko i dla niektórych ludzi. Podczas, gdy
dzisiejsza rzeczywistość, aż krzyczy, że TAK NIE JEST i dawniejsze
przestrogi przed tańcami są aktualne dziś znacznie bardziej niż kiedyś.
Sednem mojej walki jest to, by katolicy zobaczyli, że tradycyjne
przestrogi antytaneczne są obecnie znacznie bardziej aktualne niż
kiedyś i jak powinny być w związku z tym brano o wiele bardziej
poważnie niż dawniej. Gdy przypomnimy sobie słowa wypowiedziane w 18
wieku przez papieża Benedykta XIV: „„Ze względu na sposób, w który
teraz się odbywają, tańce z ledwością mogą być dozwolone, PONIEWAŻ, W
WIĘKSZOŚCI SĄ ONE OKAZJĄ DO GRZECHU” lub przez kardynała św. Karola Boromeusza z 16 stuleciu: "Tańce
światowe są kołem, którego punktem środkowym jest szatan, a obwodem
jego słudzy. Stąd pochodzi, że RZADKO, albo nawet NIGDY TANIEC NIE JEST
BEZ GRZECHU„ i uświadomimy sobie, iż padły one PRZED
rozpowszechnieniem się walca (który został uznany przez wielu
katolickich biskupów i teologów za wręcz zły sam w sobie); tanga (który
bije na głowę walc w swej nieskromności); tańców latynoskich (które
kipią wyuzdaniem i zmysłowością) oraz dyskotek (które są królestwami i
oazami rozwiązłości) to łatwiej nam będzie to zrozumieć.
II. "W
sytuacji, gdy SS-mani pytali się, gdzie znajdują się ukrywani Żydzi,
należało wyjawić im tą informację, gdyż nigdy nie wolno kłamać".
Mój rzeczywisty pogląd na ten temat: Kłamstwo
jest zawsze i wszędzie, dlatego też nigdy nie wolno go czynić, nawet
dla ratowania życia niewinnych osób. Nie oznacza to jednak, iż należy
każdemu mówić wszystko co się wie. Istnieją uprawnione tajemnice,
których nie wolno jest nam wyjawiać. Jednym z takich sekretów jest
informacja na temat miejsca przebywania niewinnie prześladowanych osób.
To jednak, że pewnych informacji nie wolno jest nam ujawniać, nie
oznacza jednak, że powinniśmy w obronie uprawnionych sekretów uciekać
się do środków z natury swej złych, takich jak: kłamstwo, cudzołóstwo,
czczenie bożków czy mordowanie niewinnych. By nie wyjawić tajemnicy
możemy się jednak uciec do takich metod typu: milczenie, dyskrecja,
zabicie niesprawiedliwego napastnika, skierowanie rozmowy na inny temat,
zastrzeżenie domyślne.
III. "Nie wolno przechodzić na czerwonym świetle przez ulicę, nawet, gdyby można było uratować w ten sposób dziecko od śmierci".
Mój rzeczywisty pogląd: Prawo
zabraniające przechodzenia na czerwonym świetle jest przepisem
ustanowionym przez władze cywilne, nie zaś negatywną normą moralną
wypisaną przez Boga w naszych sercach. Dlatego też, choć w zwyczajnych
sytuacjach winniśmy być posłuszni prawom stanowionym przez władze
ludzkie, to nie ulega wątpliwości, że istnieją określone sytuacje, w
których ich pogwałcenie będzie moralnie uprawnione. Taką sytuacją jest z
pewnością konieczność ratowania dziecka przed śmiercią. Oczywiście
istnieją czyny zawsze, wszędzie oraz bez żadnych wyjątków zabronione,
jednak nie ulega najmniejszych wątpliwości, iż złamanie ludzkiego prawa
do nich nie należy.
IV. "Niewiasty powinny chodzić w burkach lub śmierdzących worach po kartoflach, po to by nie kusić mężczyzn do grzechu".
Mój rzeczywisty pogląd: Niewiasty
powinny ubierać się skromnie, co nie znaczy że brzydko i niechlujnie.
Skromny strój nie musi też oznaczać zasłaniania twarzy, szyi czy rąk. Z
pewnością jednak przyzwoity ubiór powinien zakrywać i uwydatniać
następujących części niewieściego ciała: piersi, brzuch, pośladki,
biodra, łono, uda, część ramion i plecy.
Wielu z mych
oponentów próbuje wyśmiać przypominane przeze, a ustanowione przez
Kościół zasady skromnego stroju poprzez akcentowanie niektórych ze
szczegółowych przepisów tam zawartych (np. dopuszczalna szerokość
dekoltu, kolor rajstop). Tyle tylko, że do poziomu dyskusji o
centymetrach i kolorach rajstop zagadnienie skromności strojów
sprowadzają raczej ci, którzy naśmiewają się z "brawaryzmu", aniżeli ja
sam. Osobiście nieraz podkreślałem, że nie chodzi mi to, by w sposób
ślepy i absolutny przenieść zasady skromnego stroju podane w nauczaniu
Piusa XI do dzisiejszych czasów. Rzecz nie w tym, czy dekolt ma być na
1, 2, 3, 4 czy 5 palców, a rękawy mają sięgać do łokcia czy też może do
połowy łokcia. Tak naprawdę istota problemu polega na tym, iż dla wielu
po prostu nie ma żadnych UNIWERSALNYCH , PONADCZASOWYCH i
PONADKULTUROWYCH zasad skromnego ubierania się. Dla wielu WSZYSTKO w tej
mierze jest relatywne, uzależnione od kultury, warunków klimatycznych,
etc. Tak też, wedle wielu mianem skromnego stroju można nazwać nawet
paradowanie publiczne w bieliźnie po plaży (no w końcu jest gorąco, jest
słońce, woda, etc) albo też zwyczaj odsłaniania piersi w Afryce (bo
przecież to Afryka i jest inny klimat). I właśnie z takim stawianiem
sprawy nie godzę. Owszem, pewne szczegóły skromnego stroju mogą być
zmienne i relatywne, ale jestem głęboko przekonany, iż istnieje pewna
obiektywna i uniwersalna granica po przekroczeniu której zawsze zaczyna
się nieskromność w ubiorze i zachowaniu, prowokowanie, kuszenie,
uwodzicielstwo i czymś takim są minispódniczki, jest bikini, obcisłe,
krótkie spodenki, odsłanianie choćby części piersi, obnażanie brzuchów,
eksponowanie takich części ciała jak pośladki, biodra, piersi. I to jest
właśnie podejście zdroworozsądkowe, a nie bujanie w obłokach (typu, że
np. zdrowego faceta nie pociąga widok atrakcyjnej młodej niewiasty
odzianej w bikini, no bo przecież to plaża jest, a na plaży mężczyzna
staje się aseksualny przecież).
V. "Wszystkie grzechy powinny być prawnie zakazane i karane. Zgodnie
z tą zasadą państwo powinno dokonać penalizacji onanizmu, nawet, gdy
ten jest dokonywany całkowicie prywatnie i bez udziału innych osób. W domach powinny być montowane kamery po to, by móc wykrywać występki przeciw czystości".
Mój rzeczywisty pogląd: Zakazane
i karane powinny być nie wszystkie grzechy, ale te z nich, które w
szczególny sposób krzywdzą innych. Onanizm, który dokonywany jest w
całkowitej samotności i sekrecie, nie powinien być prawnie karalny, gdyż
w takich warunkach, czyn ten wyrządza wyraźną szkodę tylko osobie,
która go dokonuje. Nie da się jednak tego już powiedzieć o nierządzie,
cudzołóstwie, pijaństwie czy rozprzestrzenianiu pornografii (skutki
wszystkich tych nieprawości w bardzo mocny sposób dotykają też innych).
Nie uważam także, by praktyczna realizacja delegalizacji i penalizacji
np. cudzołóstwa, wymagałaby wprowadzenia jakiegoś totalnego systemu
inwigilacji obywateli (vide: ukryte kamery w mieszkaniach). Celem
wprowadzenia takiego zakazu nie byłoby wykrycie takich nieprawości w 100
procentach, lecz ograniczenie ich występowania. Czyniących nierząd
powinno się zatem karać wówczas, gdy ich występek wyjdzie na jaw, np. w
wyniku przyłapania ich na gorącym uczynku. Ktoś może powie, iż w takim
razie, takie prawo nie miałoby większego sensu, gdyż bardzo rzadko się
zdarza, iż takie uczynki w ten sposób wychodzą na światło dzienne.
Owszem, tylko wąski margines nierządu i cudzołóstwa jest w ten sposób
ujawniany, mimo to jednak, delegalizacja i penalizacja tych nieprawości,
miałaby swe pozytywne skutki o wielkiej doniosłości, z następujących
względów:
- Wzrosłaby społeczna dezaprobata dla
tych czynów (każde bowiem prawo wychowuje i wzmacnia w społeczeństwie
świadomość co do dobra i zła).
- Ci, którzy czynią
takie rzeczy, generalnie rzecz biorąc, czyniliby je rzadziej i mniej
zuchwalej, gdyż byliby świadomi tego, iż w miarę wzrostu częstotliwości
i śmiałości popełniania takich czynów, rosłoby też prawdopodobieństwo,
że zostaną w ich skutek ukarani.
- Osoby to
praktykujące, rzadziej by się chwaliły swymi złymi czynami i namawiały
do tego innych, gdyż w ten sposób ujawniałyby, iż praktykują coś
prawnie zakazane i karalnego.
- Niektóre osoby nie czyniłyby tych obrzydliwości z obawy przed karą.
VI. "Nie wolno nigdy pić alkoholu. Wypicie więcej niż trzech piw jest grzechem śmiertelnym".
Mój rzeczywisty pogląd:
Nigdy nie wolno jest się upijać. Umiarkowane spożywanie napojów
alkoholowych jest moralnie usprawiedliwione. Picie w ilościach powyżej
trzech piw, jest już w pewien sposób niebezpieczny dla pijącego, ale nie
znaczy to, że obiektywnie staje się zawsze choćby powszednią
nieprawością (nie mówiąc już o rzekomym grzechu śmiertelnym, który
nierozdzielnie miałby być z tym związany). Jak pisał jeden z Ojców
Kościoła: "Wino jest darem Bożym. Pijaństwo zaś dziełem diabła".
VII. "Nie wolno jeść i pić dla przyjemności".
Mój rzeczywisty pogląd: W
oparciu o stosowne potępienie bł. Innocentego XI na ten temat,
twierdzę, iż nieporządkiem moralnym jest jeść do syta WYŁĄCZNIE dla
przyjemności (taką opinię bowiem potępił ów papież). Uważam zatem, że
wolno jest jeść i pić dla przyjemności, nawet do sytości, ale w takim
wypadku, nie powinno się tego czynić TYLKO ze względu na przyjemność,
jakiej dostarcza nam ta czynność. Nie jest zatem naganne czerpanie
przyjemności z obfitego jedzenia i picia. Moralnie wadliwe jest jednak
czynienie tego wyłącznie dla przyjemności. W porządku naturalnym, owa
nauka Kościoła sprawdza się w ten sposób, iż jedzenie do syta tylko dla
przyjemności owocuje różnymi chorobami i dolegliwościami fizycznymi.
VIII. "Katolik nie może pracować w sklepie z bielizną".
Mój rzeczywisty pogląd: Katolik
ma prawo handlować bielizną, gdyż sprzedaż takowej, nie jest w swej
głównej mierze, nakierowana na szerzenie grzechu. W ogóle nie za bardzo
wiem skąd wzięła się plotka o tym, jakobym głosił takowy pogląd? Czym
innym jest jednak kwestia np. wystawiania w ramach pracy nieskromnych
reklam, handlu niemoralną bądź bezbożną prasą, podawania nietrzeźwym już
klientom alkoholu bądź dowożenia taksówką klientów do takich miejsc jak
domy publiczne czy kluby ze striptizem. Wykonywania tego rodzaju prac
chrześcijanie powinni unikać.
IX. "Nigdy nie wolno walczyć w wojnie".
Mój rzeczywisty pogląd: Chrześcijanin
ma nie tylko prawo, ale wręcz powinność walczenia w wojnie, która jest
sprawiedliwa (a więc ma za cel obronę słabych, bezbronnych, niewinnych
lub też została wszczęta dla ukarania wielkich nieprawości). Jednak
nawet na takiej sprawiedliwej wojnie, chrześcijanie nie mogą dopuszczać
się czynów wewnętrznie złych, a więc mordowania niewinnych, cudzołóstwa,
gwałcenia, kłamstwa, etc.
X. „Małżeństwa jest bliską okazją do grzechu”
Mój rzeczywisty pogląd na ten temat: Małżeństwo
jako takie nie jest żadną bliską okazją do grzechu, lecz świętą,
pobłogosławioną i ustanowioną przez Pana Boga instytucją, która winna
być szanowana przez wszystkich i w szczególny sposób ochraniana przez
władze cywilne.
Mirosław Salwowski
http://salwowski.msza.net/pub/odpowiedz-na-rozne-zarzuty-watpliwosci-i-kontrowersje.html
a. m.e.