Celem tego tekstu jest udzielenie odpowiedzi na przeróżne zarzuty,
wątpliwości i kontrowersje, jakie w ciągu wielu lat, narosły wokół mojej
skromnej osoby i prezentowanych przeze mnie poglądów oraz przekonań.
Muszę przyznać, iż jest to dla mnie osobiście zadanie trudne, gdyż zdaję
sobie sprawę, że jako człowiek jestem biednym grzesznikiem, winnym
wielu nieprawości i chociaż w istocie swej zdecydowana większość
informacji krążących tu i tam na temat mego życia osobistego (oraz
ocierających się o tą sferę mego ziemskiego bytowania) jest ewidentnie
nieprawdziwa, a w najlepszym wypadku stanowi pomieszanie prawdy z
fałszem, to tym nie mniej jednak mogę wszystkie owe niesprawiedliwości i
nieprawdy dotykające mnie bezpośrednio, traktować jako coś w rodzaju
Bożego przyzwolenia mającego na celu skarcenie skorygowanie mojej
postawy jakże często charakteryzującej się pychą, egoizmem i
samolubstwem. Innymi słowy: niesprawiedliwości, które mnie dotykają mogą
być – paradoksalnie rzecz biorąc – użyte przez Pana Boga, jako chłosta
za me liczne wady i nieprawości, mająca służyć naprawie mego charakteru.
Gdyby więc chodziło tylko (lub głównie) o obronę mego dobrego imienia,
czci oraz honoru, nie pisałbym tego tekstu. Popełniłem w życiu zbyt
wiele zła, by patrzeć na siebie w kategoriach kogoś zasługującego na
pochwały, wyróżnienia i docenienie. Problem polega jednak na tym, iż w
sferze działalności publicystycznej i pisarskiej przyszło mi – nieraz
niemal samotnie - bronić pewnych najbardziej zapomnianych oraz
wzgardzonych prawd oraz zasad odwiecznego nauczania katolickiego.
Poczuwam się z tego tytułu do odpowiedzialności przed wszechmogącym
Bogiem. Jestem przekonany, że jednym z najważniejszych celów jakie
Opatrzność postawiła przede mną jest ukazanie i obrona wspomnianych
wyżej prawd i zasad. Niestety zaś tak się składa, iż najróżniejsze ataki
i nieprawdy wymierzone we mnie jako człowieka, najczęściej są bardzo
mocno powiązane z próbą podważenia wiarygodności prawd i zasad, które
przyszło mi bronić. Uznałem więc, że odpowiedzialność, jaką mam przed
Panem Bogiem wymaga ode mnie ustosunkowania się do przeróżnych zarzutów,
kontrowersji i wątpliwości dotyczących tak mojej osoby jak i przekonań,
które głoszą i bronię. Uczynię to zatem w tym tekście, który zostanie
podzielony na trzy części. W pierwszej części omówię kilka
nieprawdziwych informacji, które dotyczą bardziej mego życia prywatnego,
aniżeli poglądów (poświęcę im uwagę, gdyż mimo że dotyczą pewnych mych
osobistych spraw, to jednak są one podnoszone w celu dyskredytacji
poglądów, które głoszę). W drugiej części tego materiału ustosunkuję się
do kontrowersji, które można określić mianem bardziej „doktrynalnych”
niż personalnych. W tej części omówię jednak te z „doktrynalnych”
kontrowersji i zarzutów, które mają charakter bardziej ogólnikowy niż
szczegółowy. Chodzi więc tu np. o zarzuty odnośnie rzekomej
protestanckiej, jansenistycznej czy kalwinistycznej mentalności
propagowanej przez me teksty czy też opinie o skupianiu się przeze mnie
na kwestiach trzeciorzędnych przy jednoczesnym pomijaniu czy
lekceważeniu zagadnień najważniejszych i fundamentalnych dla wiary
katolickiej. Część trzecią tego tekstu będzie stanowiła sprostowanie
opinii i informacji na temat kilkunastu prezentowanych przeze mnie
przekonań poświęconych pewnym szczegółowym zagadnieniom (np. kwestia
tańców, plaż, nieskromnych strojów, kłamstwa, jedzenia i picia „dla
przyjemności”, etc).
Prawdopodobnie dla wielu
czytelników tego portalu nie jest tajemnicą, iż na różnych forach
dyskusyjnych pisuję pod internetowym nickiem „Brawario”, zaś poglądy i
postawa, którą reprezentuję została nazwana jako „Brawaryzm”. Z tego też
względu, w poniższym tekście od czasu do czasu znajdą się nawiązania do
owego pseudonimu i nazwy.
CZĘŚĆ PIERWSZA. Omówienie kilku zarzutów natury personalnej
Jak
już wspomniałem na początku tego tekstu, głównym jego celem nie jest
obrona mego dobrego imienia czy czci. Duża część zarzutów o charakterze
personalnym, jakie pojawiają się względem mnie, ma jednak na celu
podważenie wiarygodności mych przekonań poprzez wytworzenie w osobach do
których są one adresowane myślowej konstrukcji: „Ten
człowiek to wariat, osoba, niezrównoważona, chwiejna w swych poglądach i
postawach. To co głosi ów jegomość nie może być zatem prawdziwe”. A zatem przechodzę do omówienia tychże zarzutów.
- Jedną
z częstych sugestii, a nieraz otwartych stwierdzeń kierowanych pod
mym adresem, było przypisywanie mi choroby psychicznej.
Czyniono to na różne sposoby, począwszy od docinków w rodzaju: „Ten to chyba nie brał dziś tabletek”, a skończywszy na stwierdzeniach typu: „To wariat, szur i psychol”; „On pisze swe teksty z Tworek”.
Jaka
zaś jest prawda na temat stanu mego zdrowia psychicznego? Otóż, nigdy
nie cierpiałem i nie cierpię na żadną z chorób psychicznych. Takie jest
opinia na temat mego zdrowia psychicznego osób kompetentnych w tym
zakresie (psychologów i psychiatrów) wydana po poddaniu się przeze mnie
badaniom mającym na celu wykrycie ewentualnych zaburzeń chorobowych w
tym zakresie.
2. Do dziś dnia
sugeruje się, iż na tzw. Forum Krzyż obraziłem i oczerniłem kilka osób,
po czym zostałem, w reakcji na owe rzekome zachowanie z mej strony,
„sprawiedliwie zabanowany” przez administrację owego Forum.
Jaka
jest prawda na ten temat? Otóż, to w stosunku do mnie, kilku aktywnych
uczestników „Forum Krzyż” (dalej FK) zachowywało się w sposób urągający
niemal wszystkim zasadom cywilizowanej dyskusji. W sposób otwarty
nazywano tam mnie „zboczeńcem” (twierdząc jednocześnie przy tym, iż ze
względu na owo „zboczenie” nie powinien być dopuszczany w żaden sposób
do pracy z dziećmi – co można było zinterpretować jako przypisywanie mi
wręcz żywienia skłonności pedofilskich). W pewnym momencie założono
wątek, w którym zachęcano pozostałych użytkowników do głosowania w
ankiecie poświęconej mej skromnej postaci. Owa ankieta zadawała pytania w
rodzaju „Kim jest Brawario: a. Agentem; b. Wariatem; c. Koniem Trojańskim, próbującym od środka zniszczyć ruch Tradycji katolickiej”?
W reakcji na tego rodzaju haniebne i wstrętne zachowania wystosowałem
do ich autorów kilka zdań, w których napiętnowałem ich postępowanie i
wyraziłem nadzieję, iż przyjdzie dzień, w którym będzie mi dane spotkać z
nimi osobiście, by w sposób bardziej bezpośredni i konkretny
porozmawiać na temat prezentowanej przez nich postawy. Chociaż ów
napisany przeze mnie „internetowy post” nie zawierał żadnych
wulgaryzmów, ani też gróźb typu: „Poczekajcie tylko, jak was spotkam osobiście, to obiję wam gęby”
to oczywiście szybko pojawiły się na FK głosy właśnie w tym duchu go
interpretujące. Najpewniej rozpowszechniane do dziś na FK legendy o mym
rzekomym obrażaniu i oczernianiu jego uczestników nawiązują do opisanej
powyżej sytuacji. Sam jednak nie mogę na tym forum zdementować owych
nieprawdziwych interpretacji mego zachowania, gdyż jestem tam
konsekwentnie banowany, przez co de facto odmawia mi się prawa do
obrony. Warto jednak podkreślić, iż swego pierwszego „bana” na FK
otrzymałem niezależnie od opisanej przeze mnie reakcji na ciągłe
poniżanie i zniesławianie mej osoby. Otóż pierwszy „ban” na FK został mi
przyznany jeszcze PRZED napisaniem przeze mnie owego postu, a jedną z
części jego uzasadnienia było stwierdzenie: „Jest Pan nudny”.
3. Wbrew pewnym plotkom, nie jestem, nie byłem i nie zamierzam być członkiem „Neokatechumenatu”.
To
prawda, że wśród mych bliskich i dalszych znajomych znajduje się kilka
osób angażujących się od wielu lat w ów ruch (ewentualnie będących
niegdyś w niego zaangażowanych). Prawdą jest też, iż w swym życiu
bywałem kilkukrotnie (ok 5 – 6 razy) na tzw. Katechezach
Neokatechumenalnych (mających być wstępem do zaangażowania się w
duchowość i działalność „Drogi Neokatechumenalnej”. Dwa razy
uczestniczyłem nawet we Mszy świętej sprawowanej dla jednej z grup
neokatechumenalnej. Nigdy jednak „na poważnie” nie rozważałem
zaangażowania się w ten rodzaj duchowości i formacji. Z pewnością pewne
elementy „neokatechumenalnej duchowości” są cenne i godne szacunku (np.
wielodzietność czy misyjność), jednak z drugiej strony inne cechy tego
ruchu wydają być po prostu nie dla mnie.
4.
Nie jest prawdą, jakobym z honorarium za udział w programie „Rozmowy w
toku” sfinansował wydanie książki swego autorstwa pt. „Tańcząc z
gwiazdami czy z szatanem? (oraz inne eseje)”.
W
rzeczywistości honorarium, jakie otrzymałem za udział w tym programie,
nie wystarczyłoby nawet na pokrycie 10 procent kosztów wydania
wspomnianej książki. Co do samego udziału w „Rozmowach w toku” muszę
stwierdzić, iż generalnie rzecz biorąc, nie żałuję i nie wstydzę się tej
decyzji. Oczywiście mam zdecydowanie negatywną opinię na temat tego
„show”. Prawdą jest, iż „Rozmowy w toku” najczęściej epatują swych
widzów wyznaniami osób pogrążonych w różnych patologiach, zboczeniach,
perwersjach i innych formach rażącej niemoralności, nieraz próbując
czynić sobie z tego zabawę i rozrywkę. Co więcej osobiste, bezpośrednie
wejrzenie za kulisy realizacji tego programu, pogłębiło tylko we mnie
ową bardzo krytyczną opinię na jego temat. Mogę powiedzieć, iż sam
osobiście stałem się ofiarą manipulacji ze strony realizatorów owego
programu (chodzi tu zarówno o cenzurowanie mych wypowiedzi w ich
istotnych momentach, jak również nieskromny występ tancerki – nic nie
było mi wiadome o tym, iż elementem programu z mym udziałem będzie taki
epizod). Mimo to, uważam jednak, że nie postąpiłem źle godząc się na
występ w tym programie, gdyż nie poszedłem tam by reklamować „Rozmowy w
toku”, śmiać się z niemoralnych dowcipów czy zachęcać ludzi do
niemoralności. Wystąpiłem w „Rozmowach w toku”, aby dać świadectwo
nauczania katolickiego na temat mieszanych tańców, a także by
poświadczyć, iż mężczyźni też mogą żyć w świętej cnocie czystości. Nie
sądzę by stanowiło to z mej strony złamanie zasady „Cel nie uświęca
środków”, tak jak nie uważam, by naruszeniem tej reguły było
publikowanie tekstów o wymowie „Pro- life” na łamach gazety, której
generalna linia w tej sprawie jest pro-aborcyjna. Co innego, gdybym w
zamian za możliwość prezentacji tradycyjnie katolickich przekonań
podpisał umowę w której zobowiązałbym się do wychwalania i reklamowania
„Rozmów w toku” jako dobrego i wartościowego programu. Do niczego
takiego jednak z mej strony dojść nie mogło.
5. Nie jest prawdą, jakobym życzył swym oponentom śmierci.
Swego
czasu na jednym z forów dyskusyjnych użyłem – w kontekście zachowania
mych oponentów – zwrotu „Na pohybel im”. Bardzo szybko zostało to
podchwycone przez jednego z tych ludzi, jako rzekome życzenie im przeze
mnie śmierci. Człowiek ten napisał nawet, iż w związku z użyciem przeze
mnie tego wyrażenia, portal „Msza.net”, który użycza mi podstrony,
powinien zmienić nazwę na „VooDoo.net”. Owa osoba uzasadniała swe
oskarżenie tym, iż „Na pohybel” oznaczało w trylogii Sienkiewicza zwrot
„Na szubienicę”. Faktem jest jednak, iż w momencie użycia przeze mnie
tego zwrotu, byłem już jakichś dobrych 10 lat po lekturze
sienkiewiczowskiej trylogii i zwyczajnie nie pamiętałem, nie tylko tego,
że w takim znaczeniu było ono tam używane, ale nie istniała w mej
głowie nawet świadomość tego, czy w ogóle było ono tam zawarte.
Osobiście, słowa „Na pohybel” kojarzyłem do tej pory zawsze z wyrażeniem
postawy jakiegoś oporu, niezgody na coś, walki w bardzo
niesprzyjających okolicznościach, nie zaś życzenia komukolwiek śmierci
czy jakiegokolwiek nieszczęścia. Jednym zdaniem, chodziło mi o to, że
nie poddam się w obliczu niesprawiedliwych prześladowań i szykan,
których doświadczam ze strony pewnych osób.
http://salwowski.msza.net/pub/odpowiedz-na-rozne-zarzuty-watpliwosci-i-kontrowersje.html
a.me.