Mirosław Salwowski

Odpowiedzi na różne zarzuty, wątpliwości i kontrowersje cz. I

8 sierpnia 2011 | Formacyjne

Nigdy nie cierpiałem i nie cierpię na żadną z chorób psychicznych. Takie jest opinia na temat mego zdrowia psychicznego osób kompetentnych w tym zakresie (psychologów i psychiatrów) wydana po poddaniu się przeze mnie badaniom mającym na celu wykrycie ewentualnych zaburzeń chorobowych w tym zakresie.

Celem tego tekstu jest udzielenie odpowiedzi na przeróżne zarzuty, wątpliwości i kontrowersje, jakie w ciągu wielu lat, narosły wokół mojej skromnej osoby i prezentowanych przeze mnie poglądów oraz przekonań. Muszę przyznać, iż jest to dla mnie osobiście zadanie trudne, gdyż zdaję sobie sprawę, że jako człowiek jestem biednym grzesznikiem, winnym wielu nieprawości i chociaż w istocie swej zdecydowana większość informacji krążących tu i tam na temat mego życia osobistego (oraz ocierających się o tą sferę mego ziemskiego bytowania) jest ewidentnie nieprawdziwa, a w najlepszym wypadku stanowi pomieszanie prawdy z fałszem, to tym nie mniej jednak mogę wszystkie owe niesprawiedliwości i nieprawdy dotykające mnie bezpośrednio, traktować jako coś w rodzaju Bożego przyzwolenia mającego na celu skarcenie skorygowanie mojej postawy jakże często charakteryzującej się pychą, egoizmem i samolubstwem. Innymi słowy: niesprawiedliwości, które mnie dotykają mogą być – paradoksalnie rzecz biorąc – użyte przez Pana Boga, jako chłosta za me liczne wady i nieprawości, mająca służyć naprawie mego charakteru. Gdyby więc chodziło tylko (lub głównie) o obronę mego dobrego imienia, czci oraz honoru, nie pisałbym tego tekstu. Popełniłem w życiu zbyt wiele zła, by patrzeć na siebie w kategoriach kogoś zasługującego na pochwały, wyróżnienia i docenienie. Problem polega jednak na tym, iż w sferze działalności publicystycznej i pisarskiej przyszło mi – nieraz niemal samotnie - bronić pewnych najbardziej zapomnianych oraz wzgardzonych prawd oraz zasad odwiecznego nauczania katolickiego. Poczuwam się z tego tytułu do odpowiedzialności przed wszechmogącym Bogiem. Jestem przekonany, że jednym z najważniejszych celów jakie Opatrzność postawiła przede mną jest ukazanie i obrona wspomnianych wyżej prawd i zasad. Niestety zaś tak się składa, iż najróżniejsze ataki i nieprawdy wymierzone we mnie jako człowieka, najczęściej są bardzo mocno powiązane z próbą podważenia wiarygodności prawd i zasad, które przyszło mi bronić. Uznałem więc, że odpowiedzialność, jaką mam przed Panem Bogiem wymaga ode mnie ustosunkowania się do przeróżnych zarzutów, kontrowersji i wątpliwości dotyczących tak mojej osoby jak i przekonań, które głoszą i bronię. Uczynię to zatem w tym tekście, który zostanie podzielony na trzy części. W pierwszej części omówię kilka nieprawdziwych informacji, które dotyczą bardziej mego życia prywatnego, aniżeli poglądów (poświęcę im uwagę, gdyż mimo że dotyczą pewnych mych osobistych spraw, to jednak są one podnoszone w celu dyskredytacji poglądów, które głoszę). W drugiej części tego materiału ustosunkuję się do kontrowersji, które można określić mianem bardziej „doktrynalnych” niż personalnych. W tej części omówię jednak te z „doktrynalnych” kontrowersji i zarzutów, które mają charakter bardziej ogólnikowy niż szczegółowy. Chodzi więc tu np. o zarzuty odnośnie rzekomej protestanckiej, jansenistycznej czy kalwinistycznej mentalności propagowanej przez me teksty czy też opinie o skupianiu się przeze mnie na kwestiach trzeciorzędnych przy jednoczesnym pomijaniu czy lekceważeniu zagadnień najważniejszych i fundamentalnych dla wiary katolickiej. Część trzecią tego tekstu będzie stanowiła sprostowanie opinii i informacji na temat kilkunastu prezentowanych przeze mnie przekonań poświęconych pewnym szczegółowym zagadnieniom (np. kwestia tańców, plaż, nieskromnych strojów, kłamstwa, jedzenia i picia „dla przyjemności”, etc).

Prawdopodobnie dla wielu czytelników tego portalu nie jest tajemnicą, iż na różnych forach dyskusyjnych pisuję pod internetowym nickiem „Brawario”, zaś poglądy i postawa, którą reprezentuję została nazwana jako „Brawaryzm”. Z tego też względu, w poniższym tekście od czasu do czasu znajdą się nawiązania do owego pseudonimu i nazwy.

CZĘŚĆ PIERWSZA.

Omówienie kilku zarzutów natury personalnej

Jak już wspomniałem na początku tego tekstu, głównym jego celem nie jest obrona mego dobrego imienia czy czci. Duża część zarzutów o charakterze personalnym, jakie pojawiają się względem mnie, ma jednak na celu podważenie wiarygodności mych przekonań poprzez wytworzenie w osobach do których są one adresowane myślowej konstrukcji: „Ten człowiek to wariat, osoba, niezrównoważona, chwiejna w swych poglądach i postawach. To co głosi ów jegomość nie może być zatem prawdziwe”. A zatem przechodzę do omówienia tychże zarzutów.

  1. Jedną z częstych sugestii, a nieraz otwartych stwierdzeń kierowanych pod mym adresem, było przypisywanie mi choroby psychicznej.

Czyniono to na różne sposoby, począwszy od docinków w rodzaju: „Ten to chyba nie brał dziś tabletek”, a skończywszy na stwierdzeniach typu: „To wariat, szur i psychol”; „On pisze swe teksty z Tworek”.

Jaka zaś jest prawda na temat stanu mego zdrowia psychicznego? Otóż, nigdy nie cierpiałem i nie cierpię na żadną z chorób psychicznych. Takie jest opinia na temat mego zdrowia psychicznego osób kompetentnych w tym zakresie (psychologów i psychiatrów) wydana po poddaniu się przeze mnie badaniom mającym na celu wykrycie ewentualnych zaburzeń chorobowych w tym zakresie.

2. Do dziś dnia sugeruje się, iż na tzw. Forum Krzyż obraziłem i oczerniłem kilka osób, po czym zostałem, w reakcji na owe rzekome zachowanie z mej strony, „sprawiedliwie zabanowany” przez administrację owego Forum.

Jaka jest prawda na ten temat? Otóż, to w stosunku do mnie, kilku aktywnych uczestników „Forum Krzyż” (dalej FK) zachowywało się w sposób urągający niemal wszystkim zasadom cywilizowanej dyskusji. W sposób otwarty nazywano tam mnie „zboczeńcem” (twierdząc jednocześnie przy tym, iż ze względu na owo „zboczenie” nie powinien być dopuszczany w żaden sposób do pracy z dziećmi – co można było zinterpretować jako przypisywanie mi wręcz żywienia skłonności pedofilskich). W pewnym momencie założono wątek, w którym zachęcano pozostałych użytkowników do głosowania w ankiecie poświęconej mej skromnej postaci. Owa ankieta zadawała pytania w rodzaju „Kim jest Brawario: a. Agentem; b. Wariatem; c. Koniem Trojańskim, próbującym od środka zniszczyć ruch Tradycji katolickiej”? W reakcji na tego rodzaju haniebne i wstrętne zachowania wystosowałem do ich autorów kilka zdań, w których napiętnowałem ich postępowanie i wyraziłem nadzieję, iż przyjdzie dzień, w którym będzie mi dane spotkać z nimi osobiście, by w sposób bardziej bezpośredni i konkretny porozmawiać na temat prezentowanej przez nich postawy. Chociaż ów napisany przeze mnie „internetowy post” nie zawierał żadnych wulgaryzmów, ani też gróźb typu: „Poczekajcie tylko, jak was spotkam osobiście, to obiję wam gęby” to oczywiście szybko pojawiły się na FK głosy właśnie w tym duchu go interpretujące. Najpewniej rozpowszechniane do dziś na FK legendy o mym rzekomym obrażaniu i oczernianiu jego uczestników nawiązują do opisanej powyżej sytuacji. Sam jednak nie mogę na tym forum zdementować owych nieprawdziwych interpretacji mego zachowania, gdyż jestem tam konsekwentnie banowany, przez co de facto odmawia mi się prawa do obrony. Warto jednak podkreślić, iż swego pierwszego „bana” na FK otrzymałem niezależnie od opisanej przeze mnie reakcji na ciągłe poniżanie i zniesławianie mej osoby. Otóż pierwszy „ban” na FK został mi przyznany jeszcze PRZED napisaniem przeze mnie owego postu, a jedną z części jego uzasadnienia było stwierdzenie: „Jest Pan nudny”.

3. Wbrew pewnym plotkom, nie jestem, nie byłem i nie zamierzam być członkiem „Neokatechumenatu”.

To prawda, że wśród mych bliskich i dalszych znajomych znajduje się kilka osób angażujących się od wielu lat w ów ruch (ewentualnie będących niegdyś w niego zaangażowanych). Prawdą jest też, iż w swym życiu bywałem kilkukrotnie (ok 5 – 6 razy) na tzw. Katechezach Neokatechumenalnych (mających być wstępem do zaangażowania się w duchowość i działalność „Drogi Neokatechumenalnej”. Dwa razy uczestniczyłem nawet we Mszy świętej sprawowanej dla jednej z grup neokatechumenalnej. Nigdy jednak „na poważnie” nie rozważałem zaangażowania się w ten rodzaj duchowości i formacji. Z pewnością pewne elementy „neokatechumenalnej duchowości” są cenne i godne szacunku (np. wielodzietność czy misyjność), jednak z drugiej strony inne cechy tego ruchu wydają być po prostu nie dla mnie.

4. Nie jest prawdą, jakobym z honorarium za udział w programie „Rozmowy w toku” sfinansował wydanie książki swego autorstwa pt. „Tańcząc z gwiazdami czy z szatanem? (oraz inne eseje)”.

W rzeczywistości honorarium, jakie otrzymałem za udział w tym programie, nie wystarczyłoby nawet na pokrycie 10 procent kosztów wydania wspomnianej książki. Co do samego udziału w „Rozmowach w toku” muszę stwierdzić, iż generalnie rzecz biorąc, nie żałuję i nie wstydzę się tej decyzji. Oczywiście mam zdecydowanie negatywną opinię na temat tego „show”. Prawdą jest, iż „Rozmowy w toku” najczęściej epatują swych widzów wyznaniami osób pogrążonych w różnych patologiach, zboczeniach, perwersjach i innych formach rażącej niemoralności, nieraz próbując czynić sobie z tego zabawę i rozrywkę. Co więcej osobiste, bezpośrednie wejrzenie za kulisy realizacji tego programu, pogłębiło tylko we mnie ową bardzo krytyczną opinię na jego temat. Mogę powiedzieć, iż sam osobiście stałem się ofiarą manipulacji ze strony realizatorów owego programu (chodzi tu zarówno o cenzurowanie mych wypowiedzi w ich istotnych momentach, jak również nieskromny występ tancerki – nic nie było mi wiadome o tym, iż elementem programu z mym udziałem będzie taki epizod). Mimo to, uważam jednak, że nie postąpiłem źle godząc się na występ w tym programie, gdyż nie poszedłem tam by reklamować „Rozmowy w toku”, śmiać się z niemoralnych dowcipów czy zachęcać ludzi do niemoralności. Wystąpiłem w „Rozmowach w toku”, aby dać świadectwo nauczania katolickiego na temat mieszanych tańców, a także by poświadczyć, iż mężczyźni też mogą żyć w świętej cnocie czystości. Nie sądzę by stanowiło to z mej strony złamanie zasady „Cel nie uświęca środków”, tak jak nie uważam, by naruszeniem tej reguły było publikowanie tekstów o wymowie „Pro- life” na łamach gazety, której generalna linia w tej sprawie jest pro-aborcyjna. Co innego, gdybym w zamian za możliwość prezentacji tradycyjnie katolickich przekonań podpisał umowę w której zobowiązałbym się do wychwalania i reklamowania „Rozmów w toku” jako dobrego i wartościowego programu. Do niczego takiego jednak z mej strony dojść nie mogło.

5. Nie jest prawdą, jakobym życzył swym oponentom śmierci.

Swego czasu na jednym z forów dyskusyjnych użyłem – w kontekście zachowania mych oponentów – zwrotu „Na pohybel im”. Bardzo szybko zostało to podchwycone przez jednego z tych ludzi, jako rzekome życzenie im przeze mnie śmierci. Człowiek ten napisał nawet, iż w związku z użyciem przeze mnie tego wyrażenia, portal „Msza.net”, który użycza mi podstrony, powinien zmienić nazwę na „VooDoo.net”. Owa osoba uzasadniała swe oskarżenie tym, iż „Na pohybel” oznaczało w trylogii Sienkiewicza zwrot „Na szubienicę”. Faktem jest jednak, iż w momencie użycia przeze mnie tego zwrotu, byłem już jakichś dobrych 10 lat po lekturze sienkiewiczowskiej trylogii i zwyczajnie nie pamiętałem, nie tylko tego, że w takim znaczeniu było ono tam używane, ale nie istniała w mej głowie nawet świadomość tego, czy w ogóle było ono tam zawarte. Osobiście, słowa „Na pohybel” kojarzyłem do tej pory zawsze z wyrażeniem postawy jakiegoś oporu, niezgody na coś, walki w bardzo niesprzyjających okolicznościach, nie zaś życzenia komukolwiek śmierci czy jakiegokolwiek nieszczęścia. Jednym zdaniem, chodziło mi o to, że nie poddam się w obliczu niesprawiedliwych prześladowań i szykan, których doświadczam ze strony pewnych osób.

http://salwowski.msza.net/pub/odpowiedz-na-rozne-zarzuty-watpliwosci-i-kontrowersje.html

a.me.



pobierz artykuł jako PDF

| komentarzy: 3

| odsłon: 881

|

 



Musisz być zalogowany i zweryfikowany by dodawać komentarze.


| 2011-08-09 09:24:18
Mnie pisiarnia bezustannie zarzuca, że jestem "agentem". Czy ktoś może wie gdzie mógłbym dostać certyfikat stwierdzający, że nim nie jestem ???
| 2011-08-09 13:05:10
Twórczość pt Autora jest bardzo katolicka, jeśli są ataki na te oczywiste prawdy, to świadczy o stopniu zlaicyzowania czytelników. Z drugiej jednak strony, pozazdrościć p. Salwowskiemu męczeństwa. Pozdrawiam jednego z nielicznych już krzyżowców.
| 2011-08-09 13:08:44
@adamwielomski. Certyfikat - proszę bardzo - prowadzę drukarnię i studio graficzne. Zapraszam, stosowny dokument przygotuje się na poczekaniu i pod obstalunek.









RSSRSS FacebookFACEBOOK COPYRIGHT © 2011 KONSERWATYZM.PL