Konrad Rękas

Kciuki za Baćkę

20 lipca 2015 | Publicystyka

O ile wybory w Polsce pozostają wciąż wymianą składów tej samej drużyny, bez większego znaczenia dla kogokolwiek (z Polakami włącznie) – o tyle jesienna elekcja prezydencka na Białorusi, pomimo swego łatwo spodziewanego rezultatu, budzić powinna poważniejsze zainteresowanie, także zewnętrzne, znacznie wykraczając tym razem poza tradycyjny show pt. „w Mińsku nie ma demokracji”.

Białoruś jako następca Rzeczypospolitej

Białoruś pod kierunkiem Aleksandra Łukaszenki utrwaliwszy swoją stabilizację wewnętrzną (społeczną, ekonomiczną i polityczną) – jest obecnie kluczowym ogniwem równowagi geopolitycznej i bezpieczeństwa regionu. Nawet zawalenie się Ukrainy, nigdy przecież nie będącej konstrukcją zbyt solidną – nie miało i nie ma tak dużego wpływu na sytuację w Europie i świecie, jak mogłaby mieć jakaś forma dekonstrukcji państwowości i systemu władzy na Białorusi. Chodzi nie tylko o rolę odegraną przez Baćkę w szukaniu dróg pokojowego rozwiązania kryzysu ukraińskiego, ale także o cały eksperyment polityczny budowy ośrodka opartego o maksymalne wykorzystanie potencjału wewnętrznego, a zdolnego do odgrywania samodzielnej roli w procesach międzynarodowych, w tym realizowania własnego, samodzielnego programu integracji polityczno-ekonomicznej obszarów eurazjatyckich i postsowieckich.

O ile bowiem to Kazachstan tchnął w Eurazjatyzm ideę możliwą do praktycznej realizacji, to właśnie Białoruś pragmatycznie i konkretnymi krokami zbudowała podstawy ładu, który putinowska Rosja musiała w końcu przyjąć za własny cel i metodę poruszania się w środowisku międzynarodowym. Mińsk przy tym raz przyspiesza, a raz racjonalnie przyhamowuje jak zwykle nieco chaotyczną i chwiejną politykę Kremla wskazując, że nie hurraoptymizm i tanie efekty propagandowe, ale możliwość konsumowania już osiągniętych etapów będzie decydować o sukcesie lub porażce koncepcji eurazjatyckiej. Białoruś stanowi polityczny kontrapunkt nie tylko dla rosyjskich dróg na skróty, ale także dla tendencji do przemycania w projekcie szerszym niż tylko „odbudowa Sojuza” bieżących interesów politycznych Federacji, mogących w przyszłości zagrozić spoistości całego systemu. W tej roli Białoruś jest dziś jedynym i kompletnym strategicznie następcą dawnej Rzeczypospolitej – takiej, jaką mogła ona być w rywalizacji, ale niekoniecznie w zaślepionym konflikcie z Moskwą.

Ciekawe, że trzeba było aż rozpadu Ukrainy, wojny – a także załamania naszych relacji handlowych z Rosją – żebyśmy docenili wyjątkowość obecnej pozycji Białorusi i jej prezydenta. Chwalenie Aleksandra Łukaszenki przestało nagle być domeną kilku niewspominanych w towarzystwie portali i środowisk politycznych, a podkreślanie potrzeby dobrych relacji z Mińskiem zepchnęło nawet na dalszy plan pakiet obowiązkowy propagandy III RP (z demokracją, prawami człowieka i rzekomą mniejszością polską personalizowaną przez jedną panią na wczasach fundowanych przez PO z krajowych podatków). W kategoriach chichotu historii można opisywać, jak ci sami „analitycy”, którzy przez lata wyrobili sobie nazwiska na powtarzaniu bzdur o Białorusi jako „kolonii Rosji” – teraz nagle triumfalnie ogłaszali „haha, Łukaszenko wcale nie jest pro-rosyjski, łyso wam teraz, co?!”, jakbyśmy przez lata spokojnie i w oparciu o twarde fakty nie twierdzili tego samego. Baćka jest tylko i wyłącznie pro-państwowy i to w skali absolutnie niedostępnej dla żadnego oficjalnego polityka z polski – to oczywistość. Ale właśnie na utrzymanie tej oczywistości po 11 października muszą liczyć m.in. polscy rolnicy i przetwórcy, dla których partnerstwo handlowe, joint-venture, czy docelowo także wspólne inwestycje i przedsięwzięcia kapitałowe – wydają się jedyną szansą z impasu, w który wpędziły nas pospołu brukselskie Wspólna Polityka Rolna i Handlowa oraz amerykański dyktat w dyplomacji.

W polskim interesie

Nawet rząd III RP, ktokolwiek go nie sformuje – musi mieć świadomość jak bardzo w polskim interesie jest stabilna, samodzielna, otwarta na Wschód i racjonalna ekonomicznie Białoruś. W tej sytuacji wyjątkowo już anachroniczne i nie na miejscu wydają się próby powtórzenia rytuału ze „wspieraniem kandydatów białoruskiej opozycji demokratycznej”, czyli osób bardziej znanych i popularnych w Brukseli i Polskim Radiu – niż wśród Białorusinów. Zarówno „ci kandydaci co zwykle”, czyli startujący dla podtrzymania strumienia grantów z Zachodu (jak Anatol Liabiedźka), jak i już uczestnicy jawnych happeningów w rodzaju grupy inicjatywnej na rzecz startu „więźnia politycznego”, czyli chuligana Mikoły Statkiewicza – uskuteczniają jedynie pokazówkę na rzecz zagranicznych mocodawców (działających dotąd niestety także za pośrednictwem Polski...). Każdy taki występ może jednak rzecz jasna być wykorzystany do kolejnej próby nie tylko przesunięcia Zachodu na Wschód – ale przede wszystkim wyrwania najważniejszego ogniwa kształtowanego właśnie innego ładu międzynarodowego.

Choć można pokładać zaufanie w sprawności, przygotowaniu i determinacji władz białoruskich, przygotowanych zapewne na już zapowiadaną w mediach III RP „Płoszczę” (czyli lokalną odmianę kolorowej rewolucji), a Aleksander Grigoriewicz to na pewno nie Wiktor Fiodorowicz – to Polacy powinni i tak z pewną dozą zatroskania, choć i nadziei patrzeć na wydarzenia w Mińsku. Póki co „demokratyczne zaklęcia” brzmią zresztą w Polsce słabiej. Częściowo zapewne ze względu na fakt, że trudno znów robić diabła z kogoś, kogo przed rokiem ogłosiliśmy ratownikiem naszych jabłek. Nadto zaś śmiesznie jest pouczać o demokracji sąsiadów, samemu dokonując na masową skalę manipulacji wyborczych np. fałszywymi sondażami, jednostronnością mediów, czy zwalczaniem faktycznie anty-systemowych opozycjonistów za pomocą sądów (tak przez blokowanie rejestracji jednych organizacji, a przyspieszanie powstawania innych, mających kanalizować protest społeczny, aż po próby zastraszania uczestników protestów społecznych). Z pewnością jednak zawodowi demokraci, użyteczni prometeiści, odwracacze uwagi od kryzysu polskiej państwowości – zawołają jeszcze „wolność dla Statkiewicza, precz z Łukaszenką, niech żyje demokracja”, czy coś równie głupiego. I choć nikt już chyba nie ma wątpliwości odnośnie do mocodawców takich działań – to w tym konkretnym momencie, w tym miejscu i czasie, kto choćby werbalnie, będzie próbował przyczynić się do zmiany władzy na Białorusi – ten będzie działał na szkodę interesów i bezpieczeństwa Polski.

Konrad Rękas





pobierz artykuł jako PDF

| komentarzy: 0

| odsłon: 907

|

 



Musisz być zalogowany i zweryfikowany by dodawać komentarze.
















RSSRSS FacebookFACEBOOK COPYRIGHT © 2011 KONSERWATYZM.PL