Warto przypomnieć, że
podczas rzezi wołyńskich z rąk banderowców zginęło także ok. 2
tysięcy Ukraińców, bądź to broniących sąsiadów, bądź
związanych z polityczną konkurencją. Jak widać współcześni
następcy UPA mogą sięgać do miłych sobie wzorców także w tym
zakresie.
Jako pierwszy przekonał
się o tym lider PR w łuckiej radzie miejskiej, Iwan Smoleng.
Podczas zbiórki podpisów pod namiotami rozstawionymi w centrum
miasta został on zaatakowany przez swobodowców na czele z szefem
ich frakcji, Światosławem Boruckim. Napaść na razie miała
charakter publicznych gróźb pozbawienia życia i podpalenia, jednak
regionaliści wprost mówią o taktyce zastraszania przeciwników
stosownej coraz jawniej przez Swobodę wraz ze wzrostem wpływów tej
partii na Wołyniu.
W swojej propagandzie
swobodowcy umiejętnie przeciwstawiają rzekomy ascetyzm Bandery
obecnemu przepychowi cechującemu ukraińskich prominentów,
podkreślają... prorodzinny charakter przywódcy OUN(b) ważny w
kraju przeżywającym kryzys demograficzny (fakt mordowania przez
historycznych banderowców całych rodzin wraz z małymi dziećmi
jakoś się w tym sielankowym obrazie nie mieści). Swym
przeciwnikom, zwłaszcza z Partii Regionów, szowiniści zarzucają
„traktowanie Ukrainy wyłącznie jako terenu do zarabiania
pieniędzy przez grabież i wymuszenia”. Swobodowcy słusznie przy
tym uważają, że permanentny kryzys ekonomiczny, w jakim znajduje
Ukraina, jest wodą na młyn partii skrajnych, a tylko poprawa
sytuacji gospodarczej (do której stara się, niezbyt skutecznie,
dążyć normalizująca stosunki z Rosją administracja z PR) może
zatrzymać wzrost poparcia dla ich formacji.
W dniach 13–14 sierpnia
na Wołyniu odbędzie się kolejny już „Bandersztat”, festiwal
poświęcony pamięci wodza OUN(b), organizowany pod patronatem m.in.
rady miejskiej w Łucku. Przedstawiciele NOP na razie nie wypowiedzieli się na temat swojego w nim udziału...
Konrad Rękas