Mimo upływu ponad 20 lat od upadku systemu komunistycznego, który
otworzył przestrzeń pod swobodne badania naukowe, pozwalającą na wiele
faktów historycznych spojrzeć obiektywnie, bez emocji i ideologicznych
przekłamań sporo spośród wydarzeń związanych z historią Polski
Podziemnej pozostaje nadal bardzo słabo znanych. Zaliczyć do nich można z
pewnością wkład żołnierzy i oddziałów, związanych z podziemiem
narodowym, w zbrojny wysiłek powstania warszawskiego. Z tego też względu
warto nieco bliżej przyjrzeć się tej karcie najnowszej historii Polski,
wykorzystując do tego kolejną rocznicę zrywu powstańczego z sierpnia
1944 roku Powstałe po klęsce wrześniowej organizacje
konspiracyjne o rodowodzie narodowym stanowiły obok Armii Krajowej
najliczniejsze i najsprawniej działające formacje polskiego podziemia
niepodległościowego. Dla przykładu Narodowa Organizacja Wojskowa,
wyrosła z głównego pnia Stronnictwa Narodowego liczyła w roku 1942
blisko 80 tysięcy żołnierzy. Oprócz niej istniał na terenie całego
okupowanego terytorium kraju liczny szereg większych i mniejszych
narodowych organizacji konspiracyjnych takich jak chociażby Związek
Jaszczurczy, Narodowo- Ludowa Organizacja Walki, Narodowa Organizacja
Bojowa itp. W ramach tzw. „akcji scaleniowej”, prowadzonej od połowy
1942 część formacji narodowych (w tym przede wszystkim struktury NOW)
zdecydowała się na wejście w skład AK. Pozostałe zaś, obawiające się
utraty wewnętrznej autonomii oraz własnego oblicza ideowego, podjęły
decyzję o powołaniu samodzielnej organizacji wojskowej pod nazwą
Narodowych Sił Zbrojnych. Na tle pozostałych związków zbrojnych,
tworzących skomplikowany organizm polskiego podziemia NSZ wyróżniał się
bardzo klarownym i konsekwentnym programem politycznym, którego jeden z
zasadniczych trzonów obejmował nową wizję granic, opartych o linię Odry i
Nysy Łużyckiej, która miałaby na trwałe zabezpieczyć niepodległy byt
państwowy przyszłej odrodzonej Rzeczypospolitej. NSZ od samego początku
swego istnienia zajął również zdecydowane i nieugięte stanowisko
antykomunistyczne, a po klęsce wojsk niemieckich pod Stalingradem
sformułował koncepcję ZSRR jako głównego wroga niepodległości Polski.
Wreszcie program NSZ, czerpiący inspiracje z dotychczasowego dorobku i
tradycji ideowej przedwojennego obozu narodowego przeciwny był
„marnowaniu polskiej krwi” poprzez podejmowanie lekkomyślnych i
nieprzemyślanych decyzji o podejmowaniu na wielką skalę zrywu zbrojnego
przeciw Niemcom, w sytuacji gdzie działania takie nie posiadały szans na
powodzenie. Tym też należałoby tłumaczyć negatywny stosunek do „Akcji
Burzy”, która doprowadziła do dekonspiracji struktur podziemia wobec
sowietów, a następnie masowe aresztowania i fizyczna likwidacja tysięcy
żołnierzy i oficerów AK. Z tych samych powodów NSZ stał na gruncie
negatywnego stosunku do pomysłu wywołania powstania w Warszawie,
słusznie zakładając, iż wobec przeważających sił niemieckich szanse na
odniesienie militarnego zwycięstwa były bardzo niewielkie.
Mimo to w
momencie wybuchu powstania formacje narodowe, zarówno te, które
zdecydowały się na scalenie z AK, jak i te, które zachowały odrębność
organizacyjną zgłosiły swoją gotowość do walki, traktując to jako
patriotyczny i żołnierski obowiązek. NSZ nie został poinformowany
przez dowództwo Armii Krajowej o terminie rozpoczęcia działań
powstańczych w stolicy. Przypuszcza się, iż jednym z powodów takiej
właśnie decyzji mógł być fakt, iż kierownictwo AK znając stanowisko
narodowców w tej kwestii obawiało się, iż NSZ- owcy podejmą energiczne
kroki, aby nie dopuścić do wybuchu walk. Nie uwzględniono natomiast
faktu, iż taki krok już na samym wstępie osłabił siły powstańcze, gdyż
poszczególne zgrupowania i oddziały NSZ nie miały szans na
przeprowadzenie pełnej mobilizacji, co w znacznym stopniu uszczupliło
ich stany osobowe, osłabiając tym samym ich wartość bojową. Wiele
spośród narodowych formacji zbrojnych przystąpiło do powstania bez
uzbrojenia i dopiero w trakcie walk było zmuszonych zdobywać broń i
amunicję. Liczni żołnierze NSZ, którzy nie zdążyli na czas dotrzeć do
swoich jednostek włączyli się do walk w ramach wojskowych struktur AK
(należał do nich np. podpułkownik Kazimierz Falewicz ps. „Antoni”-
dowódca obrony Politechniki). Niemniej jednak wśród oddziałów NSZ-
owskich można wyróżnić, co najmniej kilka, które przystąpiły do walk
jako zwarte formacje taktyczne. Największą spośród nich była Brygada
Dyspozycyjno- Zmotoryzowana (nazywana także Brygadą „Koła”), dowodzona
przez podpułkownika Zygmunta Reliszko ps. „Bolesław Kołodziejski”, a
operująca w rejonie Starego Miasta. Już w pierwszych dnia sierpnia 1944
roku zgrupowanie to liczyło blisko 1200 oficerów i żołnierzy. Niestety
większość członków zgrupowania nie posiadała broni, dlatego też ich
udział w walce obejmował przede wszystkim działania o charakterze
zaopatrzeniowo- transportowym, akcje sapersko- minerskie, działania
sanitarne itp. Ważną formą aktywności wspomnianej brygady były także
prace grupy rusznikarsko- remontowej, która przez cały okres walk na
Starówce zajmowała się naprawą uzbrojenia i sprzętu wojskowego, a także
produkcją butelek zapalających, w które zaopatrywano poszczególne
formacje powstańcze broniące Starego Miasta. Lepiej uzbrojone
pododdziały Brygady „Koło” wzięły także bezpośredni udział w walkach z
Niemcami. Wśród nich wymienić należy przede wszystkim pluton pod
dowództwem porucznika Jerzego Jurskiego ps. „Rysa”, który uczestniczył w
szturmie na gmach Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych i jako
pierwszy zdołał wedrzeć się do budynku, likwidując broniących się
wewnątrz Niemców i zdobywając przy tym spore ilości broni. Inną
brawurową akcją oddziałów wchodzących w skład brygady (a dokładniej
tzw. „Legii Akademickiej”), było zdobycie w dniu 11 sierpnia
niemieckiego działka przeciwpancernego przy ulicy Senatorskiej.
Jednostki brygady brały również udział w walkach o Ratusz, gmach Banku
Polskiego, broniły również barykad w rejonie ulic Miodowej,
Świętojańskiej i Piwnej. Ogółem w trakcie całomiesięcznych walk na
Starym Mieście poległo lub zaginęło ponad 200 żołnierzy zgrupowania
„Koło”, a dalszych 400 odniosło rany. Po upadku Starówki, w pierwszych
dniach września poszczególne pododdziały brygady ewakuowały się kanałami
do Śródmieścia, gdzie kontynuowały walkę. Innym dużym związkiem
taktycznym w szeregach, którego walczyli licznie żołnierze NSZ była
kompania „Warszawianka”, wchodząca w skład Zgrupowania „Chrobry II”,
zorganizowanego i dowodzonego w pierwszych dniach sierpnia przez majora
Leona Nowakowskiego ps. „Lig” (również związanego z NSZ), a działającego
głównie na obszarze Śródmieścia w rejonie ulic Marszałkowskiej,
Chłodnej, Chmielnej, Towarowej i Elektoralnej. Żołnierze „Warszawianki”
uczestniczyli m. in. w akcji blokowania ruchów wojsk niemieckich na
kierunku wschód- zachód wzdłuż Alei Jerozolimskich.
O bohaterstwie i
zawziętości żołnierzy walczących w ramach wspomnianej formacji świadczy
ustna pochwała generała „Bora” Komorowskiego, który z uznaniem
stwierdził, iż Zgrupowanie „Chrobry II”:, „jako jedyne nie oddało
nieprzyjacielowi ani centymetra bronionego przez siebie terenu”. Z
dużych jednostek NSZ, operujących w rejonie Śródmieścia wymienić należy
także Pułk im. Władysława Sikorskiego (popularnie zwany „Sikorą”),
który uczestniczył m. in. w zdobyciu budynku Poczty Głównej, a także w
walkach o gmach Komendy Policji oraz Kościół Świętego Krzyża przy ulicy
Nowy Świat. Wspominając udział żołnierzy podziemia narodowego w
walkach w rejonie Śródmieścia nie sposób również pominąć ich wkładu w
zdobycie gmachu Polskiej Akcyjnej Spółki Telekomunikacyjnej (tzw. PAST-
y), opanowanej dotąd przez Niemców, która ze względu na swe
strategicznie usytuowanie, poważnie utrudniała działania jednostek
powstańczych w centrum miasta. Po serii nieudanych prób zdobycia
budynku, z nowym planem ataku wystąpił NSZ- owski podpułkownik Jan
Mirwiński ps. „Jan Ogończyk”. W swojej koncepcji operacyjnej
zaproponował, aby przed podjęciem kolejnego ataku oblać przy użyciu
motopompy cały budynek PAST-y mieszanką zapalającą, a następnie
podpalić, W ten sposób sparaliżowano by możliwości obronne Niemców, a
jednocześnie dano by osłonę oddziałom szturmowym, które miały zając
gmach. W nocy z 19 na 20 sierpnia przystąpiono do ataku według planu
pułkownika „Ogończyka”, który zakończył się pełnym powodzeniem. W
walkach o zdobycie PAST- y oprócz oddziałów AK- owskiego Batalionu
„Kiliński” brały również udział grupy szturmowe NSZ, wchodzące w skład 1
Kompanii Uzbrojenia, dowodzonej przez kapitana Henryka Więcka ps.
„Jur”.
Uczestnictwo Narodowych Sił Zbrojnych w powstaniu to nie
tylko walka na pierwszej linii frontu, ale również działania na rzecz
podtrzymania ducha bojowego walczących i wszystkich mieszkańców stolicy.
Rolę tę odgrywała przede prasa powstańcza redagowana i kolportowana
wśród żołnierzy i cywilów. Wśród licznych tytułów wymienić należy przede
wszystkim czasopismo „Szaniec”. Pismo to wydawane niemal od pierwszych
dni okupacji posiadało silnie ugruntowaną pozycję zarówno wśród prasy
konspiracyjnej, jak i wśród czytelników Redaktor naczelny „Szańca”
Mirosław Ostromęcki wspominał: „W czasie Powstania Warszawskiego znękane
społeczeństwo szukało przede wszystkim odpowiedzi - dlaczego? i co
dalej? Odpowiedź na oba pytania mogła być tylko polityczna, a musiała
być, wobec tak umęczonego społeczeństwa, niezakłamana. Taką prawdę, choć
najbardziej bolesną, mogło dawać tylko pismo szeroko znane. Pismo
politycznie bezkompromisowe wobec skomplikowanej sytuacji wewnętrznej i
zewnętrznej okresu okupacji. Stanowisko "Szańca" trafiało w dziesiątkę,
jeśli chodziło o nastroje społeczeństwa wobec powstania. "Szaniec" był
przeciwny Powstaniu Warszawskiemu, ostrzegał przed nim władze Państwa
Podziemnego, jednakże po wybuchu powstania wzywał do walki i mobilizował
wszystkie własne i społeczne środki, wzywał wszystkie oddziały NSZ i
rozproszonych w Warszawie żołnierzy NSZ do podporządkowania się
dowództwu powstania”. Na łamach pisma szeroko informowano o przebiegu
walk na poszczególnych odcinkach, wykorzystując w tym celu sieć
redaktorów rozsianych zarówno po oddziałach NSZ- owskich, jak również
tych, którzy walczyli w szeregach Armii Krajowej. Dzięki posiadaniu
własnego nasłuchu radiowego możliwe było również zamieszczanie licznych
informacji o sytuacji na frontach, a także o reakcjach na powstanie na
arenie międzynarodowej. Stale przestrzegano także przed działalnością
grup komunistycznych, które infiltrowały struktury podziemia, by po
wkroczeniu sowietów dokonać ich fizycznej likwidacji. Trudno
dokładnie oszacować liczbę żołnierzy biorących udział w ponad
dwumiesięcznych walkach w stolicy. Według różnych źródeł oblicza się, iż
mogła ona wynosić od 2 do nawet 4,8 tysięcy żołnierzy. Liczb zaś
poległych i zaginionych wyniosła blisko 1100 osób.
Klęska
powstania spotkała się z surową oceną podziemia narodowego, które
racjonalnie oceniało szanse na jego powodzenie jako bardzo nikłe.
Szczególnie ostre słowa krytyki skierowano zwłaszcza pod adresem
naczelnego dowództwa AK, które zbyt pochopnie zdecydowało się na
podjęcie tego kroku. Ilustracją nastrojów i opinii panujących w
środowiskach narodowych może być chociażby oświadczenie Młodzieży
Wszechpolskiej pod znamiennym tytułem „Karygodna zbrodnia”, opublikowane
w listopadzie 1944 roku. Jego autorem był Wiesław Chrzanowski, w
powstaniu walczący w szeregach Zgrupowania „Gustaw”: "W imieniu
polskiej młodzieży narodowej pragniemy zająć stanowisko wobec
tragicznych wydarzeń ostatniego okresu. Uważamy za pożyteczne, by
społeczeństwo w dzisiejszym okresie dezorientacji i przygnębienia
poznało naszą postawę. Poza tym musimy się rozprawić z pewnymi
tchórzliwymi a naiwnymi próbami obarczania młodzieży odpowiedzialnością
za powstanie. Powstanie warszawskie przyniosło Polsce niepowetowane
straty, prawie żadnych natomiast korzyści. Wywołanie powstania jest
karygodną zbrodnią, z którą odpowiedzialność ponoszą pewne polskie
ośrodki. Tak oceniło to te wypadki społeczeństwo, tak wyglądają one w
rzeczywistości. Starsi politycy wstrzymują się jeszcze od zajęcia
wyraźnego stanowisko wobec tych wydarzeń. My, młodzi, uważamy, że
jedynie jasne uświadomienie prawdy, może oczyścić atmosferę. Winni muszą
ponieść odpowiedzialność, tylko w ten sposób zdoła się utrzymać
autorytet naszych instytucji i władz. Są one stałe, niezależne od ludzi,
którzy je sprawują i za ich sprawowanie ponoszą odpowiedzialność.
Pozostawienie ich w rękach działaczy skompromitowanych, kompromituje tym
samym instytucje, wzbudza w społeczeństwie zwątpienie w nasze zdolności
państwowe. Decyzję wybuchu powstania podjął gen.
Bór-Komorowski i urzędujący Delegat Rządu bez przyzwolenia a nawet
powiadomienia przedstawicielstwa społeczeństwa, tj. Rady Jedności
Narodowej. Odpowiedzialność w pierwszym rzędzie ponosi Komenda Główna
Armii Krajowej. Była ona emanacją sanacyjnej kliki wojskowej
skompromitowanej już we wrześniu [19]39 roku. Trudno dziś orzec jakie
motywy kierowały nią przy wywołaniu powstania, postępowanie jej musi być
oceniane jednak jako lekkomyślne. Mimo to, ludzie ci próbują już dziś –
podobnie jak w [19]39 roku – zrzucić z siebie odpowiedzialność za
spowodowaną tragedię. Podają następujące przyczyny swego kroku: primo –
że Bolszewicy dochodzili do Pragi. Stwierdzonym jest jednak, że wywiad
AK orientował się w charakterze zbliżających się sił sowieckich. Były to
jedynie podjazdy nie zdolne do zajęcia stolicy. Secundo – że Niemcy
mieli wyprowadzić z Warszawy 100 do 200 tysięcy ludzi. Stwierdzonym jest
jednak, że nie istniały żadne konkretne dane, co do tych zamysłów
niemieckich. Z drugiej zaś strony likwidacja Warszawy oddała w ręce
niemieckie bez porównania większe rzesze ludzi. Tertio – że powstanie
miało być atutem dla premiera Mikołajczyka w jego ówczesnej podróży do
Moskwy. W tym argumencie widać polityczną ignorancje tych, którzy go
podnoszą. Powstanie było kłodą rzuconą pod nogi premiera, środkiem,
którym mógł go szantażować Stalin, uzależniając pomoc Warszawie od
przyjęcia jego żądań. Wreszcie czwarta tak zwana przyczyna próbuje
obciążyć młodzież. Wydanie rozkazu do powstania było ponoć konieczne, w
przeciwnym bowiem razie rozgorączkowana młodzież spowodować by mogła
szereg samowolnych, nieprzemyślanych akcji, które przyniosłyby jeszcze
dotkliwsze straty. Temu twierdzeniu musimy się jak najenergiczniej
przeciwstawić. Reprezentujemy olbrzymią część młodzieży, znamy nastroje
wśród jej reszty. Nastrój rozgorączkowania zawsze narzucany był szeregom
z góry. Znając swoje zasoby broni nie mogliśmy patrzeć bez troski na
wywołane wypadki. Wreszcie zbyt określona była i jest postawa młodzieży
wobec Bolszewików a niepokojące wiadomości o ich stosunku do AK, byśmy
nie odnosili się z największą rezerwą do akcji, opartej na rachubach
bolszewickiej pomocy. Mimo to podporządkowaliśmy się rozkazom legalnych
władz wojskowych. Było to wynikiem poczucia obowiązku i dyscypliny.
Żołnierz i dowódca liniowy stanął na wysokości zadania. Wielu z naszych
kolegów, z prezesem Młodzieży Wszechpolskiej na czele poległo. Niestety,
ofiary ich wzbogaciły jedynie tragiczną polską tradycję powstańczą.
Przyniosły korzyści, ale wrogom. W poczuciu wypełnionego
obowiązku mamy dziś moralne prawo potępienia swoich wczorajszych
dowódców. Mamy też prawo żądać takich zmian w obsadzie naszych władz
cywilnych i wojskowych, które by w pełni przywróciły im niezbędne
zaufanie. Takie jest stanowisko młodzieży wobec sytuacji
wytworzonej wypadkami warszawskiemi. Doceniając jej tragizm nie
odwracamy się jednak ze zniechęceniem od dalszej pracy. Nauczył nas
Roman Dmowski, że jesteśmy Polakami i ponosimy odpowiedzialność za losy
Polski, nie tylko w chwilach jej rozkwitu, ale i w czasach upadku.
Przeciwnie, poczuwamy się dziś do tym większych obowiązków wobec
Ojczyzny, przejmujemy część ciężaru prowadzenia jej spraw, którego nie
może podźwignąć starsze pokolenie”.
dr Jacek Misztal
http://www.endecja.pl/historia/artykul/75
a. me.