Jedną z zalet bycia felietonistą „The Remnant” jest wielka
terapeutyczna wartość tych łamów, na których można dać upust katolickiej
frustracji powodowanej ogólnym zamętem panującym w ramach tego, co
Włosi nazywają il dopoconcilio – okresem po II Soborze
Watykańskim. Kto wie, jak wielu poważnych konsekwencji zdrowotnych
uniknąłem dzięki rozładowaniu na tych stronach ciążącej mi złości na
idiotyzmy dopoconcilio? Nadszedł czas, aby ponownie dać jej upust.
Gdy idzie o idiotyzmy, producent RealCatholicTV.com1
wydał właśnie w sprawie Bractwa Świętego Piusa X „oficjalne stanowisko”
tej treści: „Bractwo nie jest w pełnej jedności z Kościołem, który je
zaprasza do ponownego odkrycia tej ścieżki [do jedności]”.
No tak, ta tajemnicza „ścieżka” ku wciąż wymykającemu się duchowemu
celowi, jakim jest „pełna jedność”. Wydaje się to oznaczać neokatolicką
analogię do ośmiu ścieżek buddyzmu, które – jeśli tylko Bractwo zdoła je
„ponownie odkryć” – doprowadzą wszystkich jego zwolenników na wyższy
poziom oświecenia, osiągalny tylko poprzez radosne zdanie się na
niewysłowione nauki II Soboru Watykańskiego: soboru takiego samego, a
jednak różnego od wszystkich innych soborów; nowatorskiego, a mimo to
tradycyjnego; nowego, a jednak starego; pasterskiego, a mimo to
doktrynalnego; otwarcia kościelnych czakramów na pewne energie
współczesnego świata; „wydarzenia”, którego sens można wyczuć tylko
intuicyjnie, nie zaś precyzyjnie określić jego znaczenie zgodnie z
„prawdziwą interpretacją”, która oczywiście czai się gdzieś blisko, ale
wciąż jeszcze nie została odnaleziona. Posłuchaj uważnie, Pasikoniku2,
a usłyszysz sobór w delikatnym podmuchu wiatru pośród topoli na
rzymskich wzgórzach. Jest to dźwięk, jaki wydaje jedna klaszcząca dłoń3.
Zadajmy sobie proste pytanie: czy nie mamy już szczerze dość tych
gnostyckich bredni? Wspólnie wyciągnijmy wnioski. Zróbmy to, co
tradycyjni katolicy zawsze robili: przeciwstawmy się obskurantyzmowi i
intelektualnej nieuczciwości kilkoma oczywistościami – zdrowym
rozsądkiem, jak go nazywali jezuici w czasach, gdy Kościół był jeszcze
domeną zdrowego rozsądku. A teraz kilka jasnych stwierdzeń. Dwanaście,
gwoli precyzji:
Po pierwsze: dzięki papieżowi Benedyktowi na czterech biskupach
Bractwa nie ciąży już ekskomunika, jeśli w ogóle kiedykolwiek ciążyła.
Po drugie: trzeba podkreślić, że księża i wierni Bractwa nigdy nie
byli ekskomunikowani i dlatego papież Benedykt nie musiał zdejmować z
nich żadnej ekskomuniki.
Po trzecie: kto nie jest wyłączony ze wspólnoty Kościoła, ten może
otrzymywać wszystkie jego sakramenty, w tym Komunię św., i nikt w
Watykanie, a już szczególnie papież, niczego innego wobec Bractwa nawet
nie sugerował.
Po czwarte: ani biskupom Bractwa, ani jego księżom, ani zakonnikom i
zakonnicom, ani jego wiernym świeckim nie zarzuca się herezji, która
wiązałaby się z uporczywym powątpiewaniem lub zaprzeczaniem któremuś z
artykułów świętej i katolickiej wiary.
Po piąte: kto jest a) ochrzczony w Kościele, b) nie jest
ekskomunikowany, c) może otrzymywać wszystkie sakramenty i d) nie jest
heretykiem, jest – wiem to z pewnego źródła – katolikiem.
Po szóste: katolicy są w łączności z Kościołem katolickim.
Po siódme: nie można być „nie w pełni” katolikiem, a tym samym nie
można być prawdziwym katolikiem w „niepełnej jedności” z Kościołem.
Po ósme: członkowie i wierni Bractwa są prawdziwymi katolikami.
Po dziewiąte: nikt w Watykanie nigdy nie twierdził, że członkowie i
wierni Bractwa nie są prawdziwymi katolikami. Przeciwnie – wielu
watykańskich prałatów i sam papież oświadczali, że są oni prawdziwymi
katolikami, których organizacja pozostaje w nieuregulowanej sytuacji
kanonicznej (co może zostać naprawione odpowiednim dekretem).
Po dziesiąte: członkowie i wierni Bractwa nie są niekatolikami.
Po jedenaste: zgodnie z zasadą niesprzeczności, duchowni i świeccy
związani z Bractwem nie mogą być katolikami i niekatolikami w jednym i
tym samym czasie.
Po dwunaste: zgodnie z prawem wyłączonego środka [łac. tertium non datur],
twierdzenie, że „członkowie Bractwa są katolikami”, jest – obiektywnie
rzecz ujmując – albo prawdziwe, albo fałszywe (subiektywna dyspozycja
poszczególnych osób nie jest dostępna naszej wiedzy).
Wniosek: twierdzenie, że katolicy związani z Bractwem nie są w
„pełnej jedności” z Kościołem katolickim, którego bez wątpienia są
członkami, jest nonsensem. Tak jak pozbawiony sensu jest pomysł, że
kard. Mahony 4 i bp Gumbleton 5
są w „pełnej jedności” z Kościołem, a biskupi Bractwa nie. Albo że masy
szeregowych katolików – tak samo heterodoksyjnych, jak najbardziej
liberalni protestanci – są w „pełnej jedności”, ale nie świeccy związani
z Bractwem, którzy przyjmują każde wiążące orzeczenie Magisterium w
sprawach wiary i moralności.
Sprawa Bractwa pokazuje, jak ogromne szkody wyrządził Kościołowi
niejednoznaczny soborowy neologizm „pełna jedność” i jego drugie
oblicze, którym jest „jedność niepełna”. Niekatolicy, obecnie witani i
fetowani podczas ekumenicznych zgromadzeń, nie są już postrzegani jako
heretycy czy schizmatycy, ponieważ są uważani za posiadających mglistą
„niepełną jedność” z Kościołem, a jednocześnie tradycyjni katolicy są
potępieni i wykluczeni z powodu braku równie mglistej „pełnej jedności” –
potępieni i wykluczeni przez tych samych krytyków, świętujących swą
„niepełną jedność” z szeroką rzeszą rzeczywistych heretyków i
schizmatyków, którzy odrzucają praktycznie wszystko, czego naucza
Kościół.
Wybuch śmiechu – oto jedyna właściwa odpowiedź, jaką można dać tym,
którzy nadal bredzą o braku „pełnej jedności” katolików podtrzymujących
wiarę pośród tego, co poprzedni papież – po ćwierćwieczu świętowania
„wielkiej odnowy”, która nigdy nie nastąpiła – w końcu opłakiwał jako
„milczącą apostazję” w chrześcijańskiej niegdyś Europie. Jednak ten sam
papież – papież, którego rozgorączkowani miłośnicy domagali się
natychmiastowego ogłoszenia, przez aklamację, jego świętości –
publicznie zadeklarował ekskomunikowanie czterech6
tradycjonalistycznych biskupów, którzy poświęcili swoje życie, by
przeciwdziałać skutkom apostazji, której ów papież przewodził. Ten sam
papież rozpieszczał i chronił Marcjalisa Maciela Degollado7,
nie chcąc słyszeć niczego przeciwko niemu, mimo całej masy dowodów, że
nieszczęsny założyciel Legionistów Chrystusa popełnił wiele strasznych
przestępstw. Ten sam papież zrobił niewiele (albo nic), żeby
przeciwdziałać szerzącemu się pośród kapłanów homoseksualizmowi i
ogromnemu upadkowi wiary i dyscypliny w Kościele, jednocześnie
zachęcając wszystkich, od animistów do zaratusztrian, do odprawienia ich
pogańskich rytuałów nie gdzie indziej, jak w Asyżu, w klasztorze
świętego Franciszka. Ten sam papież podarował nam ministrantki i rockowe
koncerty w samym środku eklezjalnego chaosu, podczas gdy biskupi
Bractwa przez dziesięciolecia nosili piętno wątpliwej, papierowej
„ekskomuniki”, po prostu wycofanej przez kolejnego papieża. Ten sam
papież całował Koran, pozwalając jednocześnie, żeby prawdziwe Pismo św.
było wykoślawiane przez wielość modernistycznych i „neutralnych płciowo”
błędnych tłumaczeń.
Nawiasem mówiąc, gdy idzie o skandal z całowaniem Koranu, pewien
neokatolicki komentator, konkludując niechętnie, że stało się, co się
stało – papież pocałował Koran – sugerował, że „okazywanie w ten sposób
szacunku może sprzyjać pokojowi i harmonii między religiami”. Tak się
składa, że zgadzam się z tym komentatorem, iż ten gest mógł być wykonany
pod wpływem nagłego impulsu, ale nigdy też nie został odwołany, nawet
wówczas, gdy chaldejski patriarcha Rafał Bidawid publicznie chwalił
papieża za to, że „pocałował go [Koran] na znak szacunku”.
Kościół został wywrócony do góry nogami w imię ekumenicznego soboru,
którego „prawdziwa interpretacja” nadal, po półwieczu od jego
zakończenia, pozostaje przedmiotem dyskusji. Sam Watykan zaprosił nie
kogo innego, jak ekspertów teologicznych Bractwa – i tylko ich – na
serię spotkań, aby dyskutowali z watykańskimi ekspertami nad tą
„prawdziwą interpretacją”, która oczywiście nie może być wprost
przedstawiona Bractwu – czy również nam – w tak wielu słowach. Bo żadna
formuła składająca się ze zwykłych słów nie byłaby przenigdy w stanie
uchwycić istoty „prawdziwego soboru”.
Tymczasem katolickie duchowieństwo kontynuuje swój daremny posoborowy
„dialog” z moralnie upadłym protestanckim klerem, wiecznie oburzonymi
liberalnymi rabinami i wściekle fundamentalistycznymi imamami. Cały
zachodni świat ulega milczącej apostazji. Nie napotykając już na
opozycję ze strony patologicznie irenicznych8
duchownych, którzy teraz chcą być wyłącznie jego przyjaciółmi, islam
rozwija się wszędzie bez przeszkód. Najbardziej dynamicznie we Francji,
której rząd, okaleczony przez sztywny laicyzm, podejmuje niedorzecznie
świeckie próby przeciwdziałania, takie jak zakaz noszenia burek (bo
stanowi to akt nielegalnego ukrywania tożsamości), a jednocześnie
niestrudzenie demontuje to, co pozostało z moralnego porządku w tym
jednym z niegdyś najbardziej katolickich narodów.
Na dodatek, w środku cywilizacyjnej apostazji i ogromu szkód w
Kościele spowodowanych w całości przez rzekome „nakazy” II Soboru
Watykańskiego, jedynymi katolikami oskarżanymi o brak „pełnej jedności” z
Kościołem są tradycyjni katolicy, którzy nie tylko nie mieli udziału w
czynieniu tych szkód, ale i zdecydowanie się im przeciwstawiali. Z
drugiej strony szkodnicy są uznawani za będących w „pełnej jedności” z
tym samym Kościołem, który doprowadzili do ruiny.
Dajmy tej zgrai w „pełnej jedności” to, na co sobie zasłużyła przez
swoje żałosne obelgi rzucane na wiernych katolików: retoryczny
ekwiwalent tortu na gębę, klasyczny amerykański sposób spuszczenia
powietrza z nadętych i świętoszkowatych. Naprawdę. Dość już tego
nonsensu.
I tyle. Już czuję się lepiej. Dziękuję, Panie Redaktorze Naczelny. Ω
Tekst za „The Remnant” 5 lutego 2011. Przełożył Jakub Pytel.
Przypisy:
http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/1564
a.ME.