Stanisław Cat-Mackiewicz

Władysław Studnicki

7 listopada 2013 | Formacyjne

Studnicki to człowiek o przeroście odwagi cywilnej, przeroście bezinteresowności. Naród polski może być dumny, że wydaje takich ludzi. Niech się wstydzą ci, którzy nim poniewierali, a którzy przeważnie niegodni są rzemyka zawiązać u jego obuwia.

Historia jest dlatego zajęciem tak przyjemnym, że pozwala na oddzielenie stworzeń boskich od stworzeń nieboskich. Pan minister, pan dyrektor departamentu, pan naczelnik wydziału, pan prezes, pan sekretarz, pani nadkonduktorowa kolei wąskotorowej, oto są stworzenia ludzkie, kreacje hierarchii ludzkiej. Uśmiechamy się, gdy widzimy w kopenhaskim muzeum bilet wizytowy: „Thorvaldsen, radca dworu”. A przecież dla iluż ludzi ten radca dworu znaczyło więcej niż to, że Thorvaldsen przeistacza granity.

Studnickiego przed wojną wyniośle traktowali politycy krakowscy i redaktorzy „Czasu”; pamiętam, jak wyniośle rozmawiał z nim jakiś docencik uniwersytetu, bo przecież on, Studnicki, nie ma żadnego dyplomu; po wojnie wyniośle traktował go byle starosta, bo Studnicki był w opozycji, nie zdając sobie sprawy, ile ze Studnickiego jest w tym, że on, starosta polski, tu urzęduje.

Człowiek, prócz woli, inteligencji, charakteru, ma jeszcze, albo jej nie ma, „duszę dowódcy”, to znaczy autorytet, który narzuca ludziom. Studnicki miał inteligencję, charakter, wolę, nie miał ani krzty z duszy dowódcy, z bezprzyczynowego oddziaływania dźwiękiem głosu, gestem, wyglądem. Byle dureń, słuchając świetnej argumentacji Studnickiego, natychmiast był innego zdania i wypowiadał je zaraz za pomocą najbardziej banalnych i wyświechtanych frazesów.

Na przestrzeni kilkunastu lat przed wojną Studnicki oddziałuje nie na swoich zwolenników, bo ich prawie nie ma, nie na członków swej partii, bo takiej nigdy nie posiadał, lecz na swoich wrogów politycznych, którzy nie zdając sobie z tego sprawy zaczynają powtarzać to, co od Studnickiego słyszeli lub u Studnickiego czytali.

Studnickiego zwalczano, wyśmiewano – i powtarzano jego argumenty jako swoje.

Studnicki mówił o sobie, że jest „rycerzem jednej wielkiej myśli” – „w tym moja słabość, moja siła” – niepodległości. Przerabiał na program polityki realnej zew Wyspiańskiego z Wesela. Historia Studnickiego rozpoczyna się w ostatnim dziesiątku lat zeszłego stulecia od więzienia i Syberii. Studnicki należy do PPS i stanowi tam siłę kierującą w stronę haseł narodowych. Piłsudski go wtedy wstrzymuje, ale idzie tą samą drogą. Bardzo wiele razy tak się zdarzyło, że Piłsudski szedł za Studnickim, czasami wprost realizował koncepcje Studnickiego. „Czyn jest czymś większym od koncepcji, dlatego uznaję wyższość Piłsudskiego nad sobą” – powiedział Studnicki na jednym ze swoich procesów sądowych w roku 1938. Sala zatrzęsła się od śmiechu – myśl, że ten mały staruszek z rozczochraną głową mógł się równać z samym Piłsudskim, wydała się jej godna śmiechu do rozpuku. Sala ta nie znała historii, nie wiedziała, jak bliski Studnicki jest prawdy.

Jerzy I grecki, Edward VII, będący wówczas księciem Walii, i Aleksander II rosyjski, w ubraniach cywilnych, spacerowali po jakimś parku w Kopenhadze, ponieważ wszyscy byli krewniakami króla duńskiego i bawili u niego w gościnie. Zbliżył się do nich pewien jegomość i poprosił, aby mu wskazali, jak się z tego parku wydostać. Trzech rozbawionych panów zaczęło odprowadzać jegomościa i bawić go rozmową. Przy furcie parkowej jegomość powiada: „Podobają mi się panowie, może się poznamy, czy mogę znać wasze nazwiska”. „Bardzo chętnie – odpowiedział monarcha grecki – ja jestem królem greckim, ten pan jest księciem Walii, a tamten wysoki cesarzem rosyjskim”. „No, to ja jestem Jezusem Chrystusem” – odparł jegomość, zagniewany, że drwią z niego, czyli zachowując się podobnie jak ta sala, o której wspomniałem.

W roku 1905 Studnicki jest przeciwnikiem Piłsudskiego, jego roboty rewolucyjnej. Uważa, że walka z caratem, prowadzona ręka w rękę z rewolucją rosyjską, może tylko nadal rusyfikować Polskę.

W latach 1910–1914 Studnicki jest wielbicielem Piłsudskiego, który realizuje jego myśl oparcia polskich nadziei na przyszłej wojnie mocarstw centralnych z Rosją, na rozbiciu Rosji w tej wojnie i zdobyciu w ten sposób niepodległości dla Polski.

Osiemdziesiąt procent naszego terytorium państwowego posiada Rosja – wołał Studnicki. – Kwestia niepodległości Polski, to kwestia pobicia Rosji. Wszystkie nasze powstania były zwrócone przeciwko Rosji. Państwo polskie nie może powstać bez tych terytoriów, które posiada Rosja.

W czasie wojny Bobrzyński i Studnicki reprezentują różne stanowiska. Bobrzyński chce rozwiązania austriacko-polskiego, przyłączenia Królestwa do Galicji. Studnicki chce jak największej klęski Rosji, jak najdalszych granic Polski na wschodzie. Studnicki od orientacji na Austrię przeszedł na orientację na Niemcy.

Erzberger w swych wspomnieniach nazywa go „ojcem Aktu 5 listopada[1]”.

Studnicki w taktyce politycznej był często człowiekiem nietaktownym, naiwnym. Jego koncepcje były tak logiczne, że mimo wszystko oddziaływały na bieg historii.

W trzech epokach Studnicki występuje jako prekursor Piłsudskiego, trzy razy trzeba mu przyznać, że jego myśl wyprzedza czyn Piłsudskiego. Pod koniec wieku XIX obaj są w PPS. (1) Studnicki pierwszy skierowuje się na drogę haseł narodowych, co go zresztą skłoni wkrótce do opuszczenia PPS i czasowego wstąpienia do wszechpolaków, Piłsudski z PPS nie wystąpi, lecz dużo za Studnickim powtórzy. (2) Studnicki wyprzedza swą myślą czyn Piłsudskiego tworzenia zaczątków polskiej siły zbrojnej w oparciu o Austrię w celu wyzyskania nadchodzącej wojny do głoszenia haseł niepodległości. Nestorem niepodległościowej myśli jest Studnicki. (3) Już w czasie wojny Studnicki zarzuca orientację austriacką, zaczyna głosić orientację niemiecką – Piłsudski dla większego usamodzielnienia się polskiego ruchu niepodległościowego także stara się oderwać od Austrii i dlatego próbuje czasami grać na Niemcy. Ale Piłsudski miał spojrzenie głębsze i jako polityk genialną intuicję wydarzeń. W roku 1917 zamierza wyjechać do Rosji. Studnicki był o wiele bardziej prostolinijny, zbyt wiernie trwał przy swoich koncepcjach, nawet wtedy, gdy już spełniły swą rolę i gdy mu je historia zgrywała.

Mówiąc o Studnickim nie sposób pominąć jeszcze jednej jego cechy. Oto politycy mają zwykle ambicje co do swej koncepcji, związane z ambicjami co do swej osoby. „To moja idea” – woła każdy z polityków i ma prawo wołać. O ile potępia się polityków, którzy robiąc politykę dorabiają się równocześnie majątku, o tyle nie sposób się na nich gniewać, jeśli z ambicją co do swej idei łączą ambicje co do swej osoby. Dwóch znałem tylko ludzi pod tym względem całkowicie bezinteresownych: Sławka i Studnickiego. Studnickiemu było naprawdę wszystko jedno, czy będzie się to nazywało koncepcją Studnickiego czy Mackiewicza lub Bocheńskiego, byleby koncepcja mogła mieć jakieś szanse realizacji. Dbał tylko o swoją ideę, nic a nic o swoje przy niej nazwisko. Gotów był do człowieka, który mu wyrządził największą krzywdę, pójść z rękami wyciągniętymi, o ile uważał, że człowiek ten powiedział coś rozsądnego politycznie. Studnicki to człowiek o przeroście odwagi cywilnej, przeroście bezinteresowności. Naród polski może być dumny, że wydaje takich ludzi. Niech się wstydzą ci, którzy nim poniewierali, a którzy przeważnie niegodni są rzemyka zawiązać u jego obuwia.

Stanisław Cat-Mackiewicz

Jest to fragment książki "Historia Polski od 11 listopada 1918 do 17 września 1939" opublikowanej przez Wydawnictwo Universitas, której patronuje portal www.konserwatyzm.pl: http://www.universitas.com.pl/szukaj?t=historia+polski&szukaj=1&simple_search=1&a=1%2C+19%2C+20%2C+21&szukaj=szukaj

a.me.


[1] Akt 5 listopada – proklamacja cesarzy Niemiec i Austro–Węgier z 1916 o powołaniu Królestwa Polskiego. Nie określała jego zasięgu terytorialnego ani zakresu niezależności.





pobierz artykuł jako PDF

| komentarzy: 0

| odsłon: 1415

|

 



Musisz być zalogowany i zweryfikowany by dodawać komentarze.
















RSSRSS FacebookFACEBOOK COPYRIGHT © 2011 KONSERWATYZM.PL