Ronald Lasecki

Europa Bałtycka, nie Europa Środkowo-Wschodnia (luźne rozważania nad geopolityką Polski i Europy)

6 listopada 2013 | Formacyjne Sprawy międzynarodowe

W dyskursie rozwijanym przez liberalne elity w Polsce po 1989 r. wiele wysiłku włożono w zmianę percepcji miejsca naszego kraju w Europie. Chodziło o zmianę zarówno percepcji przez społeczeństwo i elity polityczne Polski, jak też o zmianę percepcji przez społeczeństwa i elity polityczne państw wywierających istotny wpływ na państwo polskie i jego politykę wewnętrzną i zagraniczną. Chodziło zatem o przekształcenie uwarunkowań polskiej polityki zagranicznej klasyfikowanych odpowiednio jako wewnętrzne subiektywne i jako zewnętrzne subiektywne.

Miejsce Polski na mentalnej mapie Europy


Percepcja środowiska międzynarodowego przez elitę polityczną jest punktem wyjścia dla zdobywania przez nią wiedzy o tym środowisku oraz do formułowania ocen i wniosków na temat polityki zagranicznej państwa. Elita polityczna personalnie wywodzi się z konkretnego narodu, działając zaś – działa w środowisku, którego elementem jest wewnętrzne otoczenie systemu politycznego danego państwa, tak więc również mieszkańcy kraju politycznie zorganizowanego w to państwo, wraz ze swym warunkowanym historycznymi doświadczeniami charakterem narodowym, określającym między innymi postawy wobec innych państw i narodów oraz wizję miejsca i roli własnej wspólnoty politycznej w środowisku międzynarodowym. Otoczenie wewnętrzne systemu politycznego – tak więc również obywatele – jest źródłem informacji, które za pośrednictwem „wejść” trafiają do wnętrza systemu politycznego i podlegają wraz z innymi bodźcami transformacji w decyzje. W poliarchicznym państwie liberalno-demokratycznym proces decyzyjny staje się więc nie tylko bardziej energo- i czasochłonny (gdyż uczestniczy w nim większa liczba równoległych sobie horyzontalnie instytucji) niż w państwie autorytarnym (którego system instytucjonalny ma zazwyczaj strukturę w większym stopniu hierarchiczną, a mniej rozbudowaną horyzontalnie), ale także większy wpływ ma na niego zmienna zależna w postaci nastrojów społecznych.


Z kolei percepcja danego państwa i narodu przez jego otoczenie zewnętrzne (otoczenie międzynarodowe) ma wpływ na pozycję zajmowaną przez to państwo w systemie międzynarodowych ról i statusów, tak więc na zewnętrzne obiektywne uwarunkowania jego polityki zagranicznej. Z tego powodu, kształtowanie międzynarodowego wizerunku własnego państwa i narodu zgodnego z racją stanu jest dla każdego państwa tak istotne. Wizerunek ten może być pełny lub ułomny – oparty na mispercepcji, przy czym nie zawsze w interesie państwa leżeć musi kształtowanie wizerunku odpowiadającego stanowi faktycznemu. Niekiedy kształtowane w dłuższych czasookresach stereotypy i uprzedzenia zaniżają pozycję danego państwa w stosunku do jego faktycznego potencjału i możliwości, czasem jednak ją zawyżają (wydaje się np. że prawidłowość ta dotyczy tzw. „mocarstw schodzących”, jak UK w XX wieku lub Rosja w latach 90-tych).


Postrzeganie państwa polskiego jako położonego w takim czy innym regionie geopolitycznym Europy da się zatem zaliczyć do kategorii subiektywnych uwarunkowań naszej polityki zagranicznej. Długoletnie wysiłki naszych elit zmierzały w związku z tym do upowszechnienia przeświadczenia, że Polska nie jest wraz z Rosją częścią Europy Wschodniej, a także bardziej generalna próba rozdzielenia Polski od kategorii „Wschodu” czy też „Orientu”, którą to kategorię uważano za nacechowaną pejoratywnie, mieszczącą w sobie kraje pozostające poza obrębem „prawdziwie cywilizowanego” Zachodu.


Chimera Europy Środkowo-Wschodniej


Reprezentujący okcydentalistyczną orientację historyk Oskar Halecki (1891-1973) w swojej wydanej na Zachodzie pracy The Limits and Divisions of European History (1950)podzielił Europę Środkową na część wschodnią i zachodnią, przyznając zarazem że ta pierwsza – w której znalazły się kraje położone między Niemcami i Rosją - nie stanowi przestrzeni jednolitej i wewnętrznie związanej pod względem geograficznym czy historycznym. W dwa lata później ukazała się kolejna praca tego samego autora, Borderlands of Western Civilisation. A History of East Central Europe, w której tytule znajdujemy już popularne do dziś określenie Europy Środkowo-Wschodniej, będącej wedle autora przedmurzem właściwego, łacińskiego Zachodu. Wysyp rozmaitych prac historycznych i wypowiedzi publicystycznych lokalizujących Polskę w Europie Środkowo-Wschodniej nastąpił także w kraju, żeby wspomnieć choćby liczne opracowania Jerzego Kłoczowskiego (ur. 1924), czy działalność powołanego w 1991 r. lubelskiego Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej.


Słabością tych wszystkich ujęć wydaje się, że Europie Środkowo-Wschodniej, jak zauważają sami twórcy tej kategorii, brakuje wewnętrznej spójności. Pojęcie to daje się wyjaśnić przede wszystkim negatywnie, to jest jako „ani Wschód, ani Zachód”. Zaliczane do Europy Środkowo-Wschodniej kraje posiadają natomiast bardzo niewiele cech wspólnych, podobnie jak poszczególne z nich łączy więcej ze Wschodem lub z Zachodem, niż ze sobą nawzajem. Halecki przyznawał, że podstawą do wyodrębnienia tego regionu była dla niego nieufność zamieszkujących go narodów wobec naturalnego hegemona tego obszaru, to jest wobec Niemiec. Europa Środkowo-Wschodnia to państwa Europy Środkowej (do której zalicza się Niemcy), które nie chcą być satelitami Berlina.


Co jednak poza tym łączy dzisiejsze Polskę, Czechy, Słowację, Węgry, Austrię, Słowenię, Chorwację, Bośnię i Hercegowinę, Serbię, Czarnogórę, Macedonię, Albanię, Kosowo, Bułgarię, Rumunię, Obwód Królewiecki, Litwę, Łotwę, Estonię, Ukrainę, Białoruś a nawet wiązane niekiedy również z tą przestrzenią Grecję i Finlandię? Inicjatywa Środkowoeuropejska której korzenie sięgają roku 1989 i powstała w 1991 r. Grupa Wyszehradzka od początku były gremiami wewnętrznie niespójnymi i pozbawionymi większego znaczenia.


Na pewno państwa regionu dzielą natomiast silne napięcia narodowościowe, jak te pomiędzy Serbami a Chorwatami, pomiędzy Serbami a Albańczykami, pomiędzy Węgrami a Rumunami, pomiędzy Węgrami a Słowakami, pomiędzy Polakami a Litwinami, czy też nieco słabsze: pomiędzy Węgrami a Serbami, pomiędzy Bułgarami a Macedończykami, pomiędzy Czechami a Słowakami etc. Jeśliby – jak chcą niektórzy – do Europy Środkowo-Wschodniej zaliczyć także Ukrainę i Białoruś (a wtedy także Mołdowę i oderwane od niej Nadddniestrze), wówczas należałoby dołączyć napięcia polsko-ukraińskie i rumuńsko-rosyjskie.


Jednym z częściej podnoszonych symboli więzi łączących kraje Europy Środkowo-Wschodniej mają być historyczne związki i sympatia pomiędzy Polakami i Węgrami. Ta druga datuje się jednak w istocie dopiero od rewolucji węgierskiej czasów Wiosny Ludów w 1848 r. Wcześniejsze kontakty Polski z Węgrami były natomiast dość anemiczne w porównaniu choćby do wzajemnego oddziaływania Polski z krajami niemieckimi, bałtyckimi, czy wschodniosłowiańskimi. Personalne unie polsko-węgierskie (1370-1382, 1440-1444) były krótkotrwałe i pozbawione istotnego znaczenia. Również panowanie Władysława Jagiellończyka w Czechach (1471-1516) i na Węgrzech (1490-1516), następnie zaś jego syna Ludwika (król Czech i Węgier w latach 1516-1526) nie przyniosło zacieśnienia więzów instytucjonalnych, politycznych, prawnych lub kulturalnych tych krajów ze sobą nawzajem ani ze znajdującymi się również we władaniu Jagiellonów Polską i Litwą. Silniejsze były wzajemne oddziaływania (zaczynając od przyjęcia chrześcijaństwa) przez Bramę Morawską Polski i Czech, ale z kolei jeszcze silniejsze od nich okazały się związki Czech z Austrią i Polski z Litwą, tak więc relacje polsko-czeskie z czasem również zostały zepchnięte w cień i obumarły.


Jak rozumieć będziemy region geopolityczny?


Przyczyny tego wydają się być natury geograficznej: Polska oraz Czechy i Węgry wydają się należeć do dwóch różnych regionów geopolitycznych.


Zanim tą tezę rozwiniemy, zatrzymajmy się na chwilę nad samą kategorią regionu geopolitycznego. W opracowanym przez Leszka Sykulskiego słowniku terminologicznym geopolityki znajdujemy dość enigmatyczną definicję wiążącą region geopolityczny z „globalną rywalizacją ośrodków siły”: regionem geopolitycznym mianowicie mają być te obszary świata, które dla takiej rywalizacji są „istotne”. Naszym zdaniem, definicja ta jest niewystarczająca i należałoby ją uzupełnić.


Pod pojęciem regionu geopolitycznego będziemy zatem rozumieć taką przestrzeń geopolityczną, w przypadku której zewnętrzne bariery naturalne są istotniejsze niż dzielące ją na subregiony wewnętrzne bariery naturalne, zaś sam region jako całość może stać się podstawą terytorialną dla względnie zamkniętego i samowystarczalnego organizmu politycznego lub regionalnego subsystemu międzynarodowego. Innymi słowy, regionem byłaby taka przestrzeń, w przypadku której, stabilizacja geopolityczna byłaby możliwa bądź to w przypadku politycznego zorganizowania jej przez jeden ośrodek siły, bądź to – w przypadku współwystępowania w tym samym regionie wielu ośrodków siły – w warunkach zorganizowania oddziaływań między tymi ośrodkami w funkcjonalny i stabilny system kooperacji.


Zarazem, z uwagi na względną samowystarczalność geopolityczną regionu, po zorganizowaniu go w systemie władzy jednolitego ośrodka siły lub w systemie współpracujących ze sobą ośrodków siły (systemie międzynarodowym), ośrodki siły tego regionu dla osiągnięcia stabilności nie miałyby potrzeby ekspandować poza jego granice. Gdyby zaś na ekspansję taką się zdecydowały (np. w warunkach dezorganizacji innego regionu geopolitycznego lub znacznego osłabienia istniejących tam ośrodków siły), wiązałoby się to z kosztami wyższymi niż projekcja siły wewnątrz własnego regionu geopolitycznego. Ustabilizowanie władzy w innym regionie geopolitycznym wymagałoby przy tym bądź to opanowania go w całości, bądź też włączenia się w regionalny system międzynarodowy.


Propozycja regionalizacji Europy


Odnosząc te rozważania do kontynentu europejskiego, wyróżnić można, naszym zdaniem, cztery wielkie regiony, dla których ośrodkami będą baseny morskie, zaś granicami pasma górskie lub bariery klimatyczne i fitobotaniczne. Wewnątrz każdego z regionów powstawały historycznie względnie autonomiczne i zarazem względnie samowystarczalne systemy międzynarodowe, a rozwój każdego z nich przebiegał nieco innym tempem i w nieco odmienny sposób niż pozostałych.


Europa Śródziemnomorska: naszym zdaniem zaliczyć się do niej powinno kraje Półwyspu Iberyjskiego, Langwedocję i Prowansję, Półwysep Apeniński, Istrię, Dalmację, Czarnogórę, Albanię, Grecję, a także położone na południowej flance kraje śródziemnomorskiego wybrzeża Afryki (Maroko, Algieria, Tunezja, Trypolitania i Cyrenajka, Egipt) oraz położone na wschodniej i częściowo północnej flance państwa azjatyckie: Cypr, Palestynę, Syrię wraz z Libanem i Turcję.


Naturalną północną granicą geopolityczną tego regionu byłyby pasma Pirenejów, Masywu Centralnego, Alp, Gór Dynarskich, Bałkanów, na Półwyspie Anatolijskim zaś pasma odgraniczających śródziemnomorskie wybrzeża Azji Mniejszej od jej kontynentalnego interioru gór Taurusu. Za granicę wschodnią można by uznać wysuszone, półpustynne wnętrze Azji Mniejszej, niżej zaś Pustynię Syryjską oraz pustynne tereny północnej Arabii i Synaju na południowym wschodzie. Południową granicą geopolityczną regionu śródziemnomorskiego byłaby Sahara.


Większość ludów zamieszkujących Śródziemnomorze reprezentuje przy tym podobny typ antropologiczny (najbardziej odróżniają się Słowianie znad Adriatyku i Turcy z Azji Mniejszej), a religijnie region ten podzielony jest pomiędzy zachowujący żywotność islam na południu i na wschodzie oraz obumierające chrześcijaństwo na północy (o którym trudno już jednak mówić jako o sile kształtującej postawy społeczne – w tej roli zastąpione zostało przez liberalizm).


Europa Atlantycka: tutaj, naszym zdaniem, należą powiązane ze sobą historycznie od wczesnego Średniowiecza kraje Wysp Brytyjskich, Dania, Norwegia, kraje Niziny Francuskiej (Akwitania, Bretania, Normandia z ich atlantyckimi portami, a także Basen Paryski), Belgia, Holandia, zachodnie Niemcy, Wyspy Owcze i Islandia. Kraje te we wczesnym Średniowieczu były terenem najazdów duńskich i norweskich, następnie zaś przechodziły w podobnych okresach przemiany historyczne feudalizmu, Reformacji i rewolucji przemysłowej.


Zamieszkane są przede wszystkim przez ludność wywodzącą się z germańskiego pnia etnicznego i w większości historycznie wyznającą protestantyzm (znaczącym wyjątkiem są kraje francuskojęzyczne i celtycka część Irlandii, gdzie przeważa katolicyzm). Europę Atlantycką w największym chyba stopniu utożsamić można z tym, co popularnie rozumie się jako Zachód.


Zachodnie i północne granice tego regionu mają charakter otwarty i przez Atlantyk łączą go z Grenlandią, Kanadą i wschodnim wybrzeżem USA (gdzie już we wczesnym Średniowieczu dopływali Norwegowie, a u progu epoki nowożytnej - Baskowie). Granicami wschodnimi są Góry Skandynawskie, cieśniny bałtyckie (Sund, Wielki Bełt, Mały Bełt), oddzielająca kraje o klimacie kontynentalnym (na wschodzie) od krajów o klimacie morskim (na zachodzie) izoterma stycznia, na południu i południowym wschodzie natomiast Alpy, Masyw Centralny i Pireneje.


Europa Dunajska: ten region jest naszym zdaniem najtrudniej definiowalny, bo też geografia tej części Europy jest, naszym zdaniem, najbardziej skomplikowana.


Granice północną, wschodnią i południowo-wschodnią proponujemy oprzeć o pasmo Karpat – tak samo trudno przenikalne, jak rozgraniczające Śródziemnomorze od Niżu Europejskiego pasmo Alp. Przełęcz Łupkowska na północnym wschodzie i Żelazna Brama na południu są tymi drogami, poprzez które najeźdźcy (Gepidowie, Awarowie, Bułgarzy, Węgrzy, Mongołowie i wreszcie Turcy Osmańscy) przenikali najczęściej na Nizinę Panońską. Pasma Alp, Krasu, Gór Dynarskich, Gór Północnoalbańskich, Szarej Płaniny i Gór Wschodnioserbskich stanowią zachodnie i południowe peryferia tego regionu. Wiedeń, gdzie spotykają się pasma Alp i Karpat, jest północną bramą regionu, przez którą przenikać do niego mogą ośrodki siły z Niżu Europejskiego, lub też ośrodki siły z Niziny Panońskiej ekspandować mogą na północ i północny zachód.


Region posiada wiele wewnętrznych barier w postaci pasm górskich i rzek, co utrudnia prowadzenie na jego terenie operacji wojskowych. Obok samego Dunaju do najważniejszych rzek należą będąca jego lewym dopływem Cisa z własnym dopływem – Maruszą, i będące prawymi dopływami Dunaju Drawa i Sawa. Na obszarze poprzecinanych pasmami górskimi i dolinami rzek zachodnich peryferii regionu funkcjonować mogły organizmy polityczne o różnym stopniu samodzielności jak Chorwacja czy Serbia. Przewagę zachował tam etnos słowiański, choć zarazem fizyczno-geograficzna niejednolitość regionu stała się oparciem dla dużego zróżnicowania religijnego. Wyraźną odrębność zachowały też wschodnie peryferia regionu, w postaci oddzielonej Masywem Bihorskim Transylwanii. Naszym zdaniem, do Europy Dunajskiej włączyć też należy, powiązane z nimi historycznie i komunikacyjnie, stanowiące zachodnie i północne peryferia tego regionu, dzisiejsze Czechy, Morawy, Słowację i Austrię.


Poza Europą Dunajską należałoby natomiast, naszym zdaniem, umieścić stanowiącą przedłużenie stepów czarnomorskich Wołoszczyznę. Jedyną geopolityczną barierą oddzielającą Nizinę Wołoską od Niziny Czarnomorskiej jest zabagniona delta Dunaju. Militarne zabezpieczenie Dobrudży przed najazdami koczowników ze wschodu nie jest jednak konieczne dla bezpieczeństwa Europy Dunajskiej, gdyż tą odgraniczają od regionu czarnomorskiego wspomniane Karpaty. Dobrudża była natomiast sworzniem geostrategicznym w odniesieniu do subregionu Morza Marmara i to właśnie ośrodki siły w dzisiejszym Stambule zainteresowane były rozwijaniem floty czarnomorskiej dla zaopatrzenia wysuniętych tam własnych garnizonów. Nie należy zatem również do Europy Dunajskiej wspomniany wyżej subregion Morza Marmara, tak więc europejska Tracja. W górę biegu Maricy subregion ten sięga, naszym zdaniem, aż po dzisiejszą stolicę Bułgarii. Odgraniczają go pasma Starej Płaniny na północy i Rodopów na południu, na zachodzie zaś góry Rila i Pirin.


Europa Bałtycka: region geopolityczny, o najmniej wyrazistych granicach. W dużej części nie przebiegają one wzdłuż barier fizycznogeograficznych, lecz wyznaczają je zasięg stref klimatycznych i fitobotanicznych.


Region ten należy ponadto do najbardziej niejednorodnych etnicznie i językowo: jego część zachodnią i północną zamieszkują ukształtowane w tradycji protestanckiej ludy germańskie; wschodnie wybrzeża i północne pogranicze ludy bałtyckie i ugrofińskie ukształtowane na ogół również w tradycji protestanckiej (wyjątkiem są ukształtowani w tradycji katolickiej Litwini); kontynentalną masę lądową na południu i wschodzie zaś ludy słowiańskie o tradycji katolickiej bądź prawosławnej.


Sercem regionu jest Morze Bałtyckie; jeszcze osiem tysięcy lat temu było ono słodkowodnym jeziorem zasilanym wodami spływającymi z rzek Skandynawii i środkowej Europy. Od nazwy słodkowodnego ślimaka – przytulika strumieniowego (ancylus fluviatilis), którego muszle archeolodzy znaleźli w mule dna morskiego Bałtyku, to nieistniejące już dziś jezioro nazywane jest Ancylusowym. Otoczone ono było zabagnioną równiną rozciągająca się aż po Ural na wschodzie. Wraz z ustąpieniem zlodowacenia, zachodnia część równiny została zatopiona i na jej obszarze powstało dzisiejsze Morze Północne. Słona woda wpływać zaczęła z niego przez Kattegat, Mały Bełt i Wielki Bełt do Jeziora Ancylusowego, zamieniając je w ten sposób w morze (drugi, położony na wysokości wielkich jezior Gotalandu, kanał morski dziś już nie istnieje).


Obecność Morza Bałtyckiego znacznie złagodziła klimat tego regionu i pozwoliła rozwinąć się w nim cywilizacji, która już w VIII wieku włączyła się do sieci relacji i wymiany z innymi regionami Europy. Dzięki wpływowi Golfsztromu , mieszkańcy polskiego Pomorza, Szwecji i wybrzeży zatok Ryskiej, Fińskiej i Botnickiej uprawiać mogli zboża i hodować bydło, jak pozostali Europejczycy (zwróćmy uwagę, że na równej Morzu Bałtyckiemu szerokości geograficznej 60 N, w regionach o klimacie kontynentalnym, znajdują się zimne i nieprzyjazne krainy jak Syberia, Kamczatka, Alaska czy Labrador). Łagodny klimat sięga sto kilkadziesiąt kilometrów w głąb lądu.


Dalej na północ rozciągał się tzw. Finnmark, gdzie możliwa była już tylko gospodarka oparta na pasterstwie i łowiectwie. Jak pisze Eric Christiansen, „Wszystko tam było inne: nie istniały stałe osady, nie zbierano plonów, nie znano koła, nie było zinstytucjonalizowanej władzy i religii. Ludzie wędrowali ze swoimi reniferami przez ziemie, które aż do czasów nowożytnych nie mieściły się w geografii politycznej”.Granica ta na północy dotykała Gór Skandynawskich, na północnym wschodzie i na wschodzie biegła zaś do Jeziora Ładoga i dalej, na przełaj przez Nizinę Wschodnioeuropejską, pokrywając się z grubsza z zachodnim zasięgiem tajgi w tym regionie.


Nie mniej problematyczna jest zachodnia granica regionu, pokrywająca się w zasadzie z izotermą stycznia i zachodnią granicą lasów mieszanych strefy umiarkowanej. W Średniowieczu stanowiły one istotną barierę komunikacyjną. Pomorze Szczecińskie zajmowały mokradła i trudne do przebycia płaskowyże, na południe zaś od nich, od Morza Północnego na zachodzie po Wisłę na wschodzie, rozciągał się piaszczysty pas borów sosnowych i wrzosowisk, upstrzonych jeziorami i mokradłami pojezierzy Meklemburskiego i Mazurskiego, pełen insektów, węży i pijawek, niezagospodarowany rolniczo aż po czasy nowożytne. Granica klimatyczna i fitobotaniczna pokrywała się we wczesnym Średniowieczu z granicą etniczną – od Zatoki Kilońskiej po Lauenburg nad Łabą wiódł stukilometrowy pas buforowy zwany limes Saxoniae, na wschód od którego znajdowały się siedziby Słowian, na zachód zaś – ludów germańskich.


Granica południowa w swoim zachodnim biegu wydaje się być dość wyraźna: jest to granica fizyczna w postaci pasm górskich Harzu, Lasu Turyńskiego, Rudaw, Sudetów i Karpat. Linia tych pasm górskich pokrywa się z historycznymi i współczesnymi granicami politycznymi i religijnymi, takie właśnie jej przeprowadzenie wydaje się zatem uzasadnione.


Bardziej skomplikowana jest sytuacja z południowo-wschodnim odcinkiem pogranicza Europy Bałtyckiej. Naszym zdaniem, należałoby go przeprowadzić wzdłuż północnej granicy stepów ukrainnych, łączących Wołoszczyznę i Dobrudżę, poprzez Naddnieprze i Kubań, z Niziną Nadkaspijską i Azją Centralną. Step Eurazjatycki na przeciągu historii był kanałem, przez który azjatyccy koczownicy przelewali się do Europy. Jego polityczna kontrola przez Ruś, Litwę czy Rzeczypospolitą była raczej nominalna, a aż do początku epoki nowoczesnej kraina ta była niemal niezamieszkała i niezagospodarowana, służąc jako geopolityczny bufor pomiędzy subregionem czarnomorskim a regionem Europy Bałtyckiej.


W skład Europy Bałtyckiej należałoby zatem, naszym zdaniem, zaliczyć także ziemie dzisiejszej Białorusi i Ukrainy. Takie rozciągnięcie tego regionu na wschód i na południe znajduje uzasadnienie w istniejącym w nim systemie rzecznym. Dorzecza Odry, Wisły, Niemna i Dźwiny należą do zlewiska Morza Bałtyckiego.


W Średniowieczu Odra była arterią komunikacyjną łączącą z Bałtykiem księstwa śląskie, Morawy, Łużyce, Miśnię oraz przede wszystkim Brandenburgię. Korzystali z niej władcy Saksonii, którzy dla lepszej kontroli nad rzeką założyli w 1158 r. kolonię w Lubece. Im większą część Odry kontrolował dany ośrodek siły, tym większe miał szansę bogacenia się. Żegluga rzeczna na Odrze zaniedbana została przez Polskę dopiero po 1989 r. a większość zaangażowanych w nią wcześniej marynarzy i podmiotów gospodarczych przeniosła aktywność do obsługi śródlądowych kanałów w Niemczech.


Zabiegi o kontrolę nad ujściem Wisły były głównym przedmiotem troski władców Polski, rywalizujących o nią z ośrodkami siły w Gdańsku, w Brandenburgii i w Prusach (okazyjnie zaś też w Danii i w Szwecji). Był to dla władców Polski ważny cel, pomimo że przez długie lata geopolityczny rdzeń państwowości polskiej znajdował się kilkaset kilometrów w górę rzeki, w Krakowie.


Niemen i Dźwina były przedmiotem rywalizacji wszystkich ośrodków siły zaangażowanych w regionie bałtyckim – także tych spoza tego regionu, jak Dania. Mają one duże znaczenie komunikacyjne, gdyż poprzez rzekę Łować, Jezioro Ilmeń (z ruskim ośrodkiem w Nowogrodzie), rzekę Wołchow i Jezioro Ładoga pozwalają rozszerzyć wodną sieć handlową do karelskiego pomostu lądowego i do Morza Białego (które jest częścią Morza Barentsa, będącego z kolei częścią Oceanu Arktycznego). Poprzez dorzecze Dniepru, system handlowy i „promieniowanie” kultur znad Morza Bałtyckiego rozciąga się aż po Morze Czarne, Morze Marmara, zaś za pośrednictwem Wołgi nawet po Morze Kaspijskie.


Sieć rzeczna wschodniej Europy stworzyła warunki do rozwoju na tym terenie handlu pomiędzy ludami osiadłymi w basenie Bałtyku a ludami osiadłymi w basenie Morza Czarnego, zaś głównymi twórcami tego handlu byli Szwedzi. Już w VIII wieku Szwedzi założyli szereg placówek handlowych na terenie karelskiego pomostu lądowego, rozciągającego się pomiędzy Zatoką Fińską a Jeziorem Ładoga. Dało im to kontrolę nad handlem wschodniej Europy, toteż w kolejnych wiekach swego istnienia Szwecja prowadziła zaciętą rywalizację o panowanie nad tym obszarem, zmagając się z ruskimi i innymi ośrodkami siły. Wykorzystanie Dniepru i Wołgi umożliwiło Szwedom nawiązanie zyskownych kontaktów handlowych z Bizancjum i z bliskowschodnimi kalifatami arabskimi.


Próby ustanowienia przez Szwecję bezpośredniej kontroli terytorialnej nad południowymi i południowo-wschodnimi wybrzeżami Bałtyku w latach 1560-1808 okazały się jednak dla szwedzkiego ośrodka siły przedsięwzięciem zbyt wymagającym. Geopolitycznym rdzeniem państwowości szwedzkiej są położone na południe od linii zimowego zlodowacenia krainy Gotalandu i Svealandu. Klimat pozwala tam na rozwinięcie rolnictwa i wyżywienie populacji zamieszkującej w dość dużym zagęszczeniu 3-19, a wzdłuż wybrzeża Kattegat nawet do 38 osób na kilometr kwadratowy. Położona na północ od rzeki Dalälven kraina Norrland jest natomiast niemal bezludna i jej potencjał geopolityczny jest bliski zeru. Zaludnienie wynosi tam poniżej 3 osób na kilometr kwadratowy i skupia się głównie na wybrzeżu.


Próbując opanować południowe brzegi Bałtyku, Szwecja zderza się z organizmami politycznymi wyrosłymi na Niżu Europejskim, gdzie gęstość zaludnienia nad Bałtykiem waha się w granicach 19-38 osób na kilometr kwadratowy, zaś w Polsce sięga nawet 96 osób na kilometr kwadratowy. Nizinne tereny na południowych brzegach Bałtyku, jak już o tym wspomnieliśmy, naturalne granice fizyczne posiadają jedynie w zachodniej części swej granicy południowej, gdzie rozciągają się pasma wysokich gór. Wszędzie indziej naturalnych granic brak, zatem są to ziemie bardzo trudne do obrony, Szwecja zaś, z uwagi na swoje nikłe zasoby własne, przegrać musi każdą wojnę na wyczerpanie prowadzoną przeciw posiadającym rozleglejszą podstawę mobilizacyjną ośrodkom siły z Niżu Europejskiego. Z tego powodu Bałtyk nie stał się ostatecznie szwedzkim morzem wewnętrznym, a po nieudanych próbach osiągnięcia hegemonii, Szwecja ograniczyła środki projekcji swej siły do handlowych, kulturalnych, komunikacyjnych etc.


Pokonana w bitwie pod Połtawą na Ukrainie w 1709 roku, Szwecja została zdegradowana kończącym wojnę północną pokojem w Nystad w 1721 r. do rangi mocarstwa drugiej kategorii. Bezskuteczne próby odzyskania dawnej pozycji zakończyły się tragiczną dla Szwecji wojną z lat 1808-1809, w wyniku której straciła ona Finlandię i przyjęła politykę neutralności. Szwecja przestała być od tego czasu mocarstwem, stała się zaś współcześnie po prostu jednym z podmiotowych państw swojego regionu.



Rozkład sił w dzisiejszej Europie Bałtyckiej


Rozpatrując współczesną mapę geopolityczną regionu Europy Bałtyckiej jako całości, należałoby wyróżnić trzy kategorie istniejących w nim ośrodków siły:

1) mocarstwa, tak więc ośrodki siły zdolne dokonywać projekcji siły i efektywnie sprawować bezpośrednią kontrolę nad terytoriami na zewnątrz swoich granic państwowych. Dziś są to Rosja i Niemcy.

2) państwa podmiotowe geopolitycznie, tak więc wystarczająco silne by samodzielnie kontrolować własne terytorium i zachodzące na nim procesy polityczne i gospodarcze, niezdolne jednak do efektywnej projekcji siły i bezpośredniej kontroli obszarów poza swoimi granicami. Zaliczyć by tu należało dwa państwa o przeszłości mocarstwowej, obecnie jednak zdegradowane z tej pozycji – wspomnianą wyżej Szwecję oraz Polskę, a także jedno państwo rozległe terytorialnie i zdolne do efektywnej samoobrony (np. w latach 1939-1940, 1941-1944, 1948) – Finlandię.

3) państwa niepodmiotowe geopolitycznie, tak więc niezdolne do efektywnej samoobrony ani kontroli nad procesami gospodarczymi i politycznymi zachodzącymi na ich terytorium; byłyby to trzy państwa małe w postaci Litwy, Łotwy i Estonii, oraz dwa państwa rozległe terytorialnie w postaci Białorusi i Ukrainy.

4) specyficzny przypadek rosyjskiej eksklawy w Obwodzie Królewieckim



Rozkład interesów i obszarów współpracy


Obszary geopolitycznie niepodmiotowe są przestrzeniami krzyżowania się interesów podmiotowych uczestników regionalnego układu geopolitycznego: Ukraina i Białoruś to obszar gdzie spotykają się interesy Rosji, Niemiec i Polski; na Litwie i w Obwodzie Królewieckim interesy posiada Polska; w Estonii – Szwecja i Finlandia; zarazem we wszystkich trzech państwach bałtyckich i w Obwodzie Królewieckim interesy posiadają Rosja i Niemcy.


Przyjęcie geopolitycznej teorii Europy Bałtyckiej w miejsce teorii Europy Środkowo-Wschodniej daje koncepcyjne podstawy pod zastąpienie rywalizacji geopolitycznej na tych terenach – współpracą. Przedmiotem kontrowersji przestaje być na przykład geopolityczna tożsamość Białorusi i Ukrainy; znika spór o to, czy znajdą się one w utożsamianej z rosyjską strefą wpływów Europie Wschodniej, czy w utożsamianej z niemiecką (w urojeniach niektórych komentatorów w Warszawie zaś niekiedy z polską) strefą wpływów Europie Środkowo-Wschodniej. Tracą sens propagandowe wysiłki elit Polski, Litwy, Łotwy czy Estonii, by państw tych nie określać mianem wschodnioeuropejskich, lecz środkowoeuropejskich (lub skandynawskich, jak życzyłyby sobie tego w odniesieniu do własnego kraju elity estońskie). Przestrzeń pomiędzy Niemcami a Rosją przestaje być pograniczem dwóch różnych regionów geopolitycznych i obszarem „tarcia” pomiędzy nimi, stając się w to miejsce przestrzenią wspólnej odpowiedzialności i koordynowanych zabiegów mocarstw i państw podmiotowych tego samego regionu.


Przestrzenny zakres współpracy powinien obejmować oczywiście wszystkie kraje regionu, szczególnie zaś koncentrować się na państwach i terytoriach niepodmiotowych geopolitycznie, to jest niezdolnych do samodzielnego kontrolowania tego, co dzieje się w ich granicach.


Przedmiotowy zakres współpracy powinien obejmować najróżniejsze obszary, jak kwestie bezpieczeństwa zewnętrznego (komunikacja przez Cieśniny Duńskie, usunięcie amerykańskich instalacji wojskowych z regionu, przeciwdziałanie terroryzmowi); kwestie demograficzne (wyludnianie się krajów na wschodnim wybrzeżu Bałtyku oraz dawnej NRD, przeciwdziałanie znaczącej imigracji spoza regionu); kwestie energetyczne (transport nośników energii); kwestie gospodarcze (inwestycje wewnętrzne w regionie i integracja gospodarcza krajów regionu, przeciwdziałanie penetracji kapitału i floty anglosaskiej); kwestie transportowe (transport rzeczny, połączenia kolejowe i drogowe, rola karelskiego pomostu lądowego i regionu petersburskiego); kwestie kulturalne (ochrona języków mniejszościowych i zabytków kultury, zwalczanie amerykańskiej popkultury i językowej anglicyzacji); kwestie ekologiczne (ochrona bałtyckiego i arktycznego środowiska przyrodniczego, zapobieganie katastrofom ekologicznym zagrażającym środowisku i mieszkańcom regionu – jak np. katastrofa czarnobylska w 1986 r.); kwestie oświatowe i turystyczne (wymiana studentów, promocja turystyki i nauki języków państw regionu – szczególnie języków dwóch mocarstw, tak więc rosyjskiego i niemieckiego) itd.


Polska w Europie Bałtyckiej – wektory polityki zagranicznej


Rola Polski w Europie Bałtyckiej powinna zostać zdefiniowana w oparciu o obecne położenie i granice naszego państwa, znaczenie i natężenie więzów gospodarczych, historyczne dziedzictwo polskości w krajach regionu.


Wektor zachodni: w granicach ustalonych w 1945 r. Polska stała się geopolitycznym spadkobiercą większej części historycznego terytorium państwa pruskiego. Jak podkreślali eksponenci „kontynentalnej” orientacji w geopolityce niemieckiej, w tym także autor pracy Mut zur Macht: Denken in Kontinenten (1979, w tłumaczeniu na język francuski została wydana w 1985 r. w Paryżu jako Les Empires et la puissance) baron Heinrich Jordis von Lohausen (1907-2002, był austriackim wojskowym w stopniu generała), Prusy były kontynentalną kotwicą Niemiec. Niemcy, od których oderwano Prusy, stają się bardziej podatne na wpływy talassokratyczne – dominować zaczyna w nich atlantycko zorientowana Nadrenia.


Zwróćmy uwagę, że spostrzeżenia von Lohausena korespondują z naszymi własnymi uwagami na temat rozgraniczenia Europy Bałtyckiej od Europy Atlantyckiej. Nadrenia i zimnowojenna NRF należały do Europy Atlantyckiej, gdy tymczasem Prusy i zimnowojenna NRD należały do Europy Bałtyckiej. Na przełomie lat 80-tych i 90-tych XX wieku, w interesie państw Europy Bałtyckiej było utrzymanie odrębności prawnomiędzynarodowej NRD i jej jak najściślejszych związków z pozostałymi państwami Europy Bałtyckiej. Aneksja NRD przez atlantycką NRF była formą przeprowadzonej pokojowymi środkami geopolitycznej agresji Europy Atlantyckiej na Europę Bałtycką i rozszerzeniem tej pierwszej, kosztem tej ostatniej.


Wracając jednak do Jordisa von Lohausen: był on zwolennikiem odbudowania państwa pruskiego kosztem Polski i Związku Sowieckiego, o czym pisze w swojej wspomnianej wyżej pracy. Odbudowa taka nie była oczywiście możliwa, zaś z punktu widzenia Polski, wprowadzenie w życie tego rodzaju planów stanowiłoby wręcz egzystencjalne zagrożenie dla naszego państwa.


Znaczenie ziem dawniej wchodzących w skład Prus pozostaje jednak dla orientacji geopolitycznej Niemiec niezmienione. Stąd oczywisty wniosek o prymarnym dla geopolityki bałtyckiej i europejskiej znaczeniu sojuszu polsko-niemieckiego. Regionalna oś Warszawa-Berlin powinna zastąpić dawne państwo pruskie w roli kotwicy osadzającej geopolitykę niemiecką w kontynentalnej masie Niziny Środkowoeuropejskiej. Sojusz polsko-niemiecki i wspólne, konstruktywne zaangażowanie obydwu państw w regionie bałtyckim przeważyć muszą presję wywieraną na Niemcy z regionu atlantyckiego przez zachodnie talassokracje: USA i satelickie wobec nich Zjednoczone Królestwo, Niderlandy i Danię.


Sojusz polityczny znajdować musi oparcie w jak najściślejszych więzach handlowych i wspólnocie gospodarczej. Nie powinny się one przy tym ograniczać wyłącznie do zaangażowania kapitału niemieckiego w Polsce.


Jak wspomniano wyżej, szczególnym zainteresowaniem polskiej geopolityki cieszyć się powinny obszary dawnej NRD, w tym osobliwie niemieckie tereny przygraniczne. Po wcieleniu NRD do NRF w październiku 1990 roku, pomimo ogromnych nakładów finansowych, władzom niemieckim nie udało się odwrócić uruchomionego pod rządami komunistów procesu socjalnej i gospodarczej degradacji tych ziem. Zaznacza się on między innymi postępującą depopulacją byłej NRD, szczególnie zaś regionów pogranicza z Polską.


Jednym z celów polskiej polityki zachodniej powinno być zatem otwarcie możliwości zorganizowanego, zwartego osiedlania ludności polskiej na zamieszkanym niegdyś przez ludy słowiańskie terenie dawnej NRD, w szczególności zaś na obszarach pogranicznych z Polską – tym bardziej, że do spontanicznego osiedlania się tam przez Polaków dochodzi już teraz. Należałoby w tym celu zawrzeć odrębną polsko-niemiecką umowę międzynarodową o zorganizowanej akcji osiedleńczej, wcześniej zaś zrewidować art. 20. pkt 1. polsko-niemieckiego Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z czerwca 1991 roku, tak by Polacy mieszkający w Niemczech mieli prawo do uznania za mniejszość narodową na podobnych zasadach, jak mają do tego prawo Niemcy mieszkający w Polsce (niezastosowanie zasady wzajemności w tego rodzaju umowie jest skądinąd ewenementem na tle powszechnej praktyki dyplomatycznej).


Wektor północno-wschodni: kwestia Obwodu Królewieckiego i Litwy łączyć powinna interesy i politykę polską z polityką Niemiec i Rosji. Szczególnie ważne stać się powinno połączenie wysiłków trzech państw dla przeciwdziałania litewskiemu szowinizmowi skierowanemu przeciw mniejszościom polskiej i rosyjskiej. Równie ważna jest współpraca na rzecz należytego skomunikowania i zapewnienia dogodnych połączeń transportowych Obwodu Królewieckiego z pozostałą częścią Rosji, a także zapewnienie konstruktywnego wpływu bazy rosyjskiej w Bałtyjsku jako gwaranta regionalnego bezpieczeństwa i równowagi strategicznej. Konieczne będzie też całkowite usunięcie amerykańskich wpływów wojskowych z Polski i Litwy (a także pozostałych państw nadbałtyckich); amerykańskie bazy wojskowe, elementy amerykańskiej tarczy przeciwrakietowej, amerykańskie stacje nasłuchowe, aktywność amerykańskiego lotnictwa czy też utrzymywanie wykorzystywanych przez Amerykanów sal tortur działa destabilizująco na system bezpieczeństwa regionalnego, zwiększa wzajemną nieufność państw regionu i ściągnąć może zagrażającą im aktywność podmiotów trzecich – podmiotów spoza regionu, zainteresowanych jednak w globalnej kampanii powstrzymywania i przeciwdziałania polityce USA.


Wektor południowo-wschodni: jeszcze jednym kierunkiem zaangażowania polskiej polityki zagranicznej powinny być Ukraina i Białoruś, gdzie współdziałać powinniśmy z również posiadającą tam żywotne interesy Rosją. Polska powinna dążyć w tym przypadku do ukształtowania Białorusi i Ukrainy jako państw wielonarodowych i zdecentralizowanych oraz zregionalizowanych, szczególną uwagę poświęcając zwalczaniu w tych krajach nacjonalistycznego ekstremizmu i szowinizmu. Pozwoliłoby to zabezpieczyć warunki dla zachowania i pogłębienia tożsamości przez polskie relikty etniczne pozostałe na Białorusi i Ukrainie, a także pielęgnować pamięć o pozostałym tam polskim dziedzictwie historycznym i o polskim wkładzie w rozwój tych krajów. Polska powinna w tych przedsięwzięciach ściśle współpracować z Rosją, starać się zaś neutralizować wszelkie polityki zmierzające do rozbudzania tamtejszych nacjonalizmów – nawet jeśli ośrodkiem takich prób miałby być Berlin. Celem polityki polskiej na kierunku południowo-wschodnim powinno być jak najdalej idące zbliżenie i zacieśnienie stosunków z Ukrainą i z Białorusią (w odniesieniu do tego ostatniego państwa – należy to podkreślić – pod optymalnie korzystnymi z naszego punktu widzenia rządami Aleksandra Łukaszenki) w oparciu o wspólne dziedzictwo historyczne oraz aktywny wkład zamieszkałych tam Polaków w rozwój nowej tożsamości geopolitycznej tych krajów, jako pomostu łączącego Wschód z Zachodem.



Europa Bałtycka-Unia Europejska-Wielka Europa-Blok Kontynentalny


Dokonane przez nas wyżej wyodrębnienie regionów Europy Śródziemnomorskiej, Europy Atlantyckiej, Europy Dunajskiej i Europy Bałtyckiej nie jest bynajmniej zabiegiem polemicznym wobec koncepcji geopolitycznego zjednoczenia krajów Niżu Europejskiego„od Brestu do Władywostoku” (Wielka Europa), ani też zabiegiem polemicznym wobec dotychczasowych koncepcji integracji europejskiej (Unia Europejska).


Teoria Europy Bałtyckiej powinna stać się teorią polemiczną wobec czysto destrukcyjnej, bo antagonizującej Polskę z najważniejszymi mocarstwami regionu (tzn. z Niemcami i z Rosją) i zarazem stwarzającej złudzenie wspólnoty geopolitycznej naszego kraju z krajami z którymi w istocie łączy go niewiele (np. z Węgrami), teorii Europy Środkowo-Wschodniej oraz pokrewnej jej teorii Międzymorza. Naszym zdaniem, teoria Europy Bałtyckiej – gdyby ją solidnie opracować – mogłaby mieć większą moc wyjaśniającą a także siłę sprawczą politycznie, niż motywowane ideologią i narodowym resentymentem teorie Europy Środkowo-Wschodniej, czy Międzymorza.


Zamiarem naszym było tutaj zarysowanie konturów podłoża geopolitycznego dla koncepcji integracji europejskiej i dla koncepcji Wielkiej Europy – w tym ostatnim przypadku, nie są to oczywiście kontury kompletne, bo nie obejmują choćby analizy azjatyckich (kaukaskich, centralnoazjatyckich, syberyjskich, arktycznych i dalekowschodnich) części Wielkiej Europy. Jesteśmy zdania, że geopolityka Unii Europejskiej i geopolityka ewentualnej Wielkiej Europy (federacji Unii Europejskiej i projektowanej Unii Eurazjatyckiej) w swojej części europejskiej powinna się opierać o wymienione przez nas wyżej regiony.


Nie znaczy to, abyśmy byli zdania, że powinno się dokonać polityczno-instytucjonalne zjednoczenie każdego z wymienionych regionów. Z pewnością na przykład rojone niekiedy wcielenie do Unii Europejskiej krajów północnoafrykańskich, Turcji, Syrii lub Palestyny byłoby absurdem i doprowadziłoby projekt UE do katastrofy. Podobnie rzecz ma się z Rosją – fakt, że zaliczyliśmy do Europy Bałtyckiej jedynie część terytorium Rosji, nie oznacza że popieramy oderwanie od tych obszarów pozostałych części państwa rosyjskiego i wcielenia tego co zostanie do UE. Granice polityczne nie muszą pokrywać się z regionalizacją geopolityczną, choć ta ostatnia w dużym stopniu decyduje o polityce zagranicznej i o charakterze państwa. Ponadto, regiony dzielą się, jak o tym wcześniej wspomnieliśmy, na subregiony i na przykład w przypadku Europy Bałtyckiej kraje położone odpowiednio na południowych i na północnych brzegach Bałtyku z pewnością powinny być klasyfikowane jako należące do odrębnych subregionów, czego potwierdzeniem są zresztą choćby relatywnie nikłe związki historyczne „kontynentalnej” (której geopolityczny charakter określa położenie na Niżu Europejskim) Polski i „morskiej” (której geopolityczny charakter określa półwyspowa natura będącego kolebką państwowości szwedzkiej Gotalandu oraz rola rzek i wybrzeża morskiego jako głównych tras komunikacyjnych w Svealandzie i Norrlandzie) Szwecji.


Naszym zdaniem, Unia Europejska powinna objąć regiony Europy Atlantyckiej, Europy Dunajskiej i północnej części Europy Śródziemnomorskiej, Europa Bałtycka zaś – być klamrą spinającą dwie części Wielkiej Europy, to jest Unię Europejską obejmującą zachodnią i północną część regionu bałtyckiego, oraz Unię Eurazjatycką obejmującą kraje jego wschodniej części. Powstanie Wielkiej Europy, to jest osi geopolitycznej łączącej dwa mocarstwa Europy Bałtyckiej (Niemcy i Rosję) uważamy za warunek stabilizacji tego regionu oraz zapewnienia bezpieczeństwa Polsce i pozostałym należącym do niego państwom. Program budowy Wielkiej Europy pozwoliłby przezwyciężyć rozrywający fatalnie nasz region podział na Wschód i Zachód, w to miejsce integrując wszystkich regionalnych aktorów w jeden system koordynacji i współpracy.


Poza Unią Europejską i poza Unią Eurazjatycką (tak więc ipso facto poza Wielką Europą) pozostać powinny muzułmańskie państwa flanki południowej i wschodniej Morza Śródziemnego, a także Turcja. Forsowanie akcesu do UE tej ostatniej jest działaniem motywowanym ideologicznie: ma dowieść wierności Europejczyków ideałom Oświecenia, tak więc zasadom tolerancji, otwartości i multikulturalizmu, przekraczających granice cywilizacyjne. Tego rodzaju koncepcja geopolityczna jest rozwinięciem kosmopolitycznej i indywidualistycznej socjologii liberalizmu, gdzie świadomie lekceważy się i odbiera znaczenie przynależności człowieka do wspólnoty kulturowej, podobnie jak zbiorowej tożsamości tej wspólnoty. Pomiędzy ukształtowaną w tradycji chrześcijaństwa Europą, a ukształtowaną w tradycji islamu Turcją występuje w tej dziedzinie więcej czynników różnicujących niż łączących, stąd też pomysł członkostwa Turcji w UE uznać należy za chybiony (coraz częściej głosy takie powtarzają się także w samej Turcji i to w tamtejszych kręgach władzy – rzecznikami orientacji europejskiej w polityce zagranicznej Turcji byli „morscy” kemaliści, podczas gdy „kontynentalna” islamska Partia Sprawiedliwości i Rozwoju jest rzecznikiem neoosmanizmu, co wyłożył w 2001 r. w swojej pracy Stratejik derinlik minister spraw zagranicznych w rządzie AKP, prof. Ahmet Davutoğlu).


Jak jednak wcześniej wspomnieliśmy, państwa muzułmańskie Afryki Północnej i Lewantu należą do tego samego, śródziemnomorskiego regionu geopolitycznego co kraje takie jak choćby Włochy, Grecja, Albania lub Dalmacja. Południową granicą Europy Śródziemnomorskiej nie jest bowiem Morze Śródziemne, lecz Sahara. Z drugiej strony, kraje położone na północnych brzegach Morza Śródziemnego i kraje położone na jego brzegach wschodnich i południowych tworzą dziś heterogeniczne wobec siebie pod względem wyznaniowym i etnicznym przestrzenie: postchrześcijańską oraz arabsko-muzułmańską i turecką By zapewnić krajom tego regionu stabilność i bezpieczne warunki rozwoju, należy jednak zintegrować je w jeden system międzynarodowy.


Systemem takim mógłby być Blok Kontynentalny. Tworzyłyby go przestrzenie europejska, eurazjatycka i muzułmańska. Geopolitycznym i duchowym centrum Bloku Kontynentalnego stać się powinna Jerozolima. W tym właśnie świętym mieście znajdować się powinna symboliczna stolica Bloku, który byłby „konfederacją Imperiów”. Jerozolima powinna sprawować moralne i prestiżowe, z czasem zaś także polityczne, zwierzchnictwo nad Europą, Eurazją i przestrzenią muzułmańską. Powinna stać się też miejscem spotkania, dialogu i ekumenicznego porozumienia chrześcijaństwa i islamu, a także mających mniejszą liczbę wiernych innych religii Bloku Kontynentalnego. Imperium narastające wokół Jerozolimy byłoby ostatnim historycznie Imperium – Imperium prawdziwym i eschatologicznym, które zamknęłoby nasz eon.



Ronald Lasecki







pobierz artykuł jako PDF

| komentarzy: 0

| odsłon: 2284

|

 



Musisz być zalogowany i zweryfikowany by dodawać komentarze.
















RSSRSS FacebookFACEBOOK COPYRIGHT © 2011 KONSERWATYZM.PL