Proszę przypomnieć początki Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych (ECAG). Co skłoniła Państwa do powołania tej instytucji?
ECAG zostało powołane w 2007 roku z inicjatywy ówczesnego posła i członka sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Mateusza Piskorskiego. Struktura przybrała formułę stowarzyszenia, a już wkrótce z jego inicjatywy zaczęła powstawać międzynarodowa sieć złożona ze współpracowników z takich krajów, jak Niemcy, Francja, Rosja, Ukraina, Belgia, Włochy, Białoruś, Węgry, Osetia Południowa, Armenia czy Łotwa. Wyszliśmy z założenia, że warto byłoby ożywić polską debatę na temat przyszłości geopolitycznej naszego kraju i jego najbliższego otoczenia. Brakowało w Polsce ośrodków eksperckich i analitycznych, ale także forum dyskusyjnego, na którym osoby z różnych stron politycznej barykady mogłyby podejmować debatę na temat polskiej polityki zagranicznej oraz istotnych wydarzeń i zjawisk geopolitycznych, które mogą mieć pośredni lub bezpośredni wpływ na potencjał i przyszłość naszego kraju.
Od samego początku ECAG kierował się dwoma założeniami: 1) nie reprezentujemy żadnej ze stron współczesnych sporów politycznych w Polsce, a jedynie umożliwiamy debatę opartą na rzeczowych argumentach i wyzbytą zbędnych emocji; 2) oceniamy zjawiska międzynarodowe, interpretujemy je, wychodząc z paradygmatu realistycznego, tzn. nie kierujemy się w tych ocenach ideowymi sympatiami, myśleniem życzeniowym, tylko staramy się chłodnym analitycznym skalpelem przecinać mity i stereotypy, pokazywać zjawiska takimi, jakie są, i analizować ich możliwe konsekwencje takie, jakie mogą być. I jest jeszcze jedno: w Polsce są tysiące przeważnie młodych ludzi nauki (politologów, ekonomistów, absolwentów stosunków międzynarodowych itd.) zainteresowanych taką debatą ekspercką, ale do tej pory nie posiadających własnego miejsca, gdzie mogliby ją prowadzić. Młodzi doktorzy, doktoranci a nawet studenci zaangażowani naukowo mają ograniczone możliwości swobodnej wymiany myśli w murach swych macierzystych uczelni, bo muszą tam dostosowywać się do wymogów formalnych polskiej nauki, które my możemy traktować bardziej elastycznie. W naszym przekonaniu skupienie kilkuset osób wykazujących taką wzmożoną aktywność intelektualną stanowi wartość samą w sobie.
Jaki jest główny obszar Państwa zainteresowania?
Szczególny deficyt odczuwaliśmy w obszarze analizy przestrzeni położonej za naszą wschodnią granicą, wchodzącej niegdyś w skład Związku Radzieckiego. Analizowaliśmy tamtejsze procesy w oparciu o bezpośrednie kontakty z ich uczestnikami lub tamtejszymi analitykami, a nie wyłącznie za pomocą tzw. białego wywiadu, do którego ogranicza się wiele polskich ośrodków. Uznaliśmy, że polscy analitycy i eksperci mogą odgrywać szczególną rolę w próbach wyjaśniania tamtejszej rzeczywistości. Bo oto tuż za pobliskim Bugiem rozciąga się w istocie tabula rasa, obszar, którego populacji nie rozumiemy, którego procesy i transformacje są dla nas niejasne, którego realne ośrodki władzy pozostają ukryte.
Uznaliśmy, że warto wiedzę na temat naszych wschodnich sąsiadów i – szerzej – przestrzeni poradzieckiej popularyzować i inicjować dyskusję wokół niej. Część z nas zajmowała się naukowo obszarami tzw. zamrożonych konfliktów na przestrzeni poradzieckiej. Organizowaliśmy wyjazdy studyjne i obserwacyjne do Naddniestrza, Osetii Południowej, Abchazji i Górskiego Karabachu. Uznaliśmy, że ten fascynujący proces powstawania nowych „państw de facto” jest niezbadany na gruncie polskiej nauki i całkowicie obcy polskiej opinii publicznej. Dlatego jako pierwsi w Polsce stworzyliśmy wyspecjalizowaną grupę ekspertów zajmujących się tą problematyką. Z czasem kolejni z naszych współpracowników zaczęli proponować nowe obszary badawcze i dyskusyjne. Ostatnio na przykład zaczęliśmy śledzić i analizować sytuację na kontynencie afrykańskim, na którym rozgrywa się na naszych oczach fascynująca rozgrywka mocarstw dążących do opanowania tego rezerwuaru surowców mineralnych, w dużej mierze pogrążonego w politycznym i społecznym chaosie.
Kolejna przestrzeń naszych debat to zagadnienie przyszłości Unii Europejskiej i próba odpowiedzi na pytanie, na ile Europa w różnych wariantach integracyjnych może stać się samodzielnym ośrodkiem siły na arenie globalnej.
Analizujemy też poglądy czołowych teoretyków i działania wiodących praktyków geopolityki z mocarstw istniejących i wschodzących: USA, Rosji, Chin czy Indii. Rozwijamy też intensywnie poboczną część naszej działalności: wkrótce na bazie struktury ECAG powołany zostanie nowy instytut prowadzący niezależne misje monitoringu wyborów w różnych krajach. Mamy w tym zakresie już spore doświadczenie: nasi obserwatorzy pracowali już w kilkunastu krajach podczas elekcji różnych szczebli. Tylko w 2010 roku byliśmy na Ukrainie, w Rosji, Wenezueli, a także w Naddniestrzu. Można zatem powiedzieć, że rozwijamy się w różnych kierunkach, nie ograniczamy się do jakiejś wąskiej specjalizacji.
Czy zamierzacie Państwo wydawać swój własny periodyk?
Istnieje taka inicjatywa, ale ma ona charakter międzynarodowy i związana jest z planami naszych zagranicznych partnerów. Mamy nadzieję, że już w tym roku pierwszy numer planowanego przez nas pisma ujrzy światło dzienne. Wiemy jednak z drugiej strony, że najistotniejszą formułą komunikacji jest dziś Internet. Dlatego do tej pory postawiliśmy przede wszystkim na rozwój portalu www.geopolityka.org, który – muszę się tym pochwalić – jest obecnie drugim pod względem liczby odwiedzin portalem w Polsce poświęconym sprawom międzynarodowym. Mamy tu zatem swoją określoną pozycję i dążyć będziemy do rozwoju i modernizacji naszej strony internetowej, wprowadzając więcej elementów multimedialnych i społecznościowych. Planujemy ponadto kilka wydawnictw książkowych, także w tym roku. W tym kontekście periodyk nie będzie dla nas przedsięwzięciem pierwszoplanowym, a raczej działaniem uzupełniającym. Już wkrótce ogłosimy jego nazwę i podamy do wiadomości partnerów zagranicznych biorących udział w tym projekcie. To będzie dla wielu zaskoczenie, bo strategicznymi partnerami będą instytucje renomowane i znane w kilku krajach europejskich. Już dziś mogę zapewnić, że dzięki bliskiej współpracy z nimi będziemy odgrywać wiodącą rolę w zakresie nie tylko działalności analitycznej, ale też informacyjnej (w sprawach obszaru poradzieckiego); na razie żaden ośrodek w Polsce nie ma dostępu do takiego zakresu informacji, jaki nam udało się zdobyć. Szczegóły już wkrótce.
Czym różni zakres Państwa aktywności od Instytutu Geopolityki?
Instytut Geopolityki to inicjatywa niezwykle cenna i podmiot, z którym ściśle współpracujemy. Staramy się nawzajem uzupełniać. Instytut ma charakter ośrodka upowszechniania teoretycznego dorobku geopolityki jako nauki. ECAG ma analizować bieżące procesy i wydarzenia, reagować na nie błyskawicznie. Teoria i doktryny geopolityczne dają nam tylko pewne ramy interpretacyjne, lecz nie stanowią celu rozważań samego w sobie. Ujmę to w następujący sposób: my staramy się w ramach eksperckiej burzy mózgów interpretować i przewidywać skutki na przykład wyniku wyborów w określonym kraju, zaś Instytut upowszechnia metodologię i doktryny mogące w pewnym momencie przydać się jako instrument, jako narzędzie terminologiczne pozwalające naszą prognostykę ująć w formie pewnych reguł.
Czym według Pana różni się geopolityka od pokrewnej dziedziny jaką jest geografia polityczna?
W zakresie zainteresowania geografii politycznej znajdują się konkretne jednostki wyodrębnione administracyjnie, uznawane przez prawo wewnętrzne bądź międzynarodowe. Jest to nauka o podstawach nominalistycznych i deskryptywnych. Bardzo zresztą cenna i potrzebna, mająca cały szereg niezwykle interesujących działów, jak np. geografia wyborcza. Nauczanie akademickie geografii politycznej, szerzej interpretowanej i w istocie pokrywającej obszary zainteresowania geopolityki, było sposobem upowszechniania tej ostatniej w okresie kilkudziesięciu lat po II wojnie światowej, kiedy termin geopolityka szczególnie w świecie zdominowanym przez paradygmaty marksistowskie znajdował się na cenzurowanym. Dziś geografia polityczna dostarcza materiału źródłowego, zaś geopolityka funkcjonuje bardziej na poziomie teoretycznym, formułując swe teorie oczywiście na faktograficznej bazie, której jednym ze źródeł jest geografia, w tym polityczna.
Głównymi teoretykami geopolityki byli Niemcy, Anglicy, Amerykanie, a jak na tym tle przedstawia się polski wkład w rozwój geopolityki?
Poziom rozwoju geopolityki jest wprost proporcjonalny do potencjału bądź aspiracji globalnych danego kraju. Dlatego czymś oczywistym jest, że spojrzenie wspomnianych w pytaniu narodów zakreśla odleglejsze horyzonty od spojrzenia polskiego. Nie zmienia to faktu, że do refleksji geopolitycznej możemy przecież także zaliczyć dwie podstawowe szkoły ścierające się od dawna w polityce polskiej – piastowską i jagiellońską. Kwestia poziomu debaty pomiędzy nimi zależy od momentu historycznego i od natężenia sporów bieżących w danym momencie. Dziś ich tętno nieco osłabło.
Czy spór między koncepcją Heartland, której twórcą był Halford John Mackinder, a Rimland głoszoną przez Nicholas’a Spykman’a nadal jest żywy w współczesnej geopolityce?
W polityce mocarstwa globalnego, jakim ciągle są Stany Zjednoczone zdecydowanie większe znaczenia ma dziś koncepcja Rimlandu. To właśnie jej możemy przypisywać realizację strategii Anakondy oraz kolejne interwencje na obszarze wybrzeży, które obejmuje. Aktualnym tego przykładem jest tsunami kolorowych rewolucji na obszarze śródziemnomorskiego wybrzeża Afryki północnej, a także wizja Wielkiego Bliskiego Wschodu sięgającego od Maghrebu po Kaukaz Południowy.
Aktualność koncepcji Heartlandu uznaje natomiast znaczna część teoretyków rosyjskich, wskazując choćby na potencjał surowcowy tego obszaru. Twierdzą oni, że nawet po ewentualnej rewolucji energetycznej bądź wyczerpaniu zasobów tamtejszych węglowodorów, region ten zachowa kluczowe znaczenie choćby ze względu na najbogatsze na świecie zasoby wody pitnej. Spór między obiema szkołami jest zatem jak najbardziej aktualny i ma wymiar nie tylko akademicki, ale również polityczny.
Jak ocenia Pan wpływ koncepcji geopolitycznych Aleksandra Dugina na współczesną politykę zagraniczną Federacji Rosyjskiej?
Jest on stosunkowo, wbrew przekonaniom niektórych polskich publicystów, niewielki. Aleksander Dugin posługuje się hermetycznym językiem i metafizycznymi inspiracjami całkowicie niezrozumiałymi dla dużej części tamtejszej klasy politycznej. Kilka lat temu niektórzy kremlowscy doradcy starali się tłumaczyć język Dugina i przedkładać jego koncepcje jako swoje, ale dziś mamy do czynienia raczej z kilkoma ośrodkami intelektualnymi i ścieraniem się rozmaitych wizji. Pozycja Dugina w tym starciu nie jest kluczowa, choć jego szkoła geopolityczna cieszy się uznaniem intelektualistów, nawet tych, którzy uznają jej otoczkę za nieco oryginalną, ezoteryczną. Dugina można by pod tym względem porównać do Alaina de Benoist i francuskiej Nowej Prawicy; czasem gaulliści i neogaulliści czytywali ich z zainteresowaniem, ale nierzadko niewiele rozumieli, nie mówiąc już o wyciąganiu wniosków dla realnej polityki.
A. Me.